MODLITWA JUBILEUSZOWA
na 800-lecie Zakonu


Boże, Ojcze miłosierdzia,
który powołałeś św. Dominika
na pełnego wiary
wędrownego kaznodzieję
i głosiciela łaski;
wylej na nas
Ducha Chrystusa Zmartwychwstałego,
abyśmy przygotowując się
do Jubileuszu Zakonu,
wiernie i z radością głosili
Ewangelię pokoju.

Przez Chrystusa, Pana naszego.
Amen.
Błogosławiony Rajmund z Kapui († 1399)

Rajmund pochodził z możnej rodziny de Vineis z Kapui. Urodził się około 1330 roku. Wstąpiwszy do Zakonu Kaznodziejskiego, wyróżniał się postępem w cnotach i w nauce. Nie chciał przyjąć tytułu doktora inaczej niż zmuszony posłuszeństwem. Mimo młodego wieku został spowiednikiem w klasztorze sióstr w Montepulciano, następnie przeorem klasztoru Santa Maria Sopra Minerva w Rzymie. Tam spotkał św. Katarzynę Sieneńską i został jej spowiednikiem. Łączyła go ze Świętą głęboka przyjaźń. Rozumiał jej powołanie i wagę misji, powierzonej jej od Boga. Stając się jej kierownikiem, stał się równocześnie jej synem duchowym.
Tym się tłumaczy jego śmiałość, słodycz i siła postępowania, jaką okazał obejmując po śmierci swej córki duchownej urząd generała Zakonu. W ciągu 20 lat pełnienia tego urzędu najgorliwej przeprowadził reformę Zakonu w duchu pierwotnej obserwancji. Tworzył specjalne konwenty obserwantów, następnie kongregacje takich konwentów, wreszcie przywracał należyty stan Reguły w całych prowincjach. Będąc słabego zdrowia, sam nie mógł się obejść bez dyspens, tym nie mniej nie wahał się przypominać ogólnych zobowiązań. Żywił tak wielkie przywiązanie do Stolicy Świętej, której autorytet był podważany przez schizmę, że papież Urban VI nazywał Go "swą głową, ustami, językiem, swymi rękami i nogami". Trzej papieże powierzali mu częste i ważne misje dyplomatyczne. W czasie jednej z nich w 1399 r. zmarł w Norymberdze, wyniszczony chorobą, z goryczą w sercu wskutek nieszczęść Kościoła świętego. Napisał apologię Zakonu oraz żywoty św. Katarzyny Sieneńskiej i św. Agnieszki z Montepulciano. Jego ciało znajduje się w kościele Santo Domenico Maggiore w Neapolu.


Z listu św. Katarzyny ze Sieny do bł. Rajmunda z Kapui, pisanego na dwa miesiące przed jej śmiercią

Nie wiem, co Boża dobroć zechce uczynić ze mną, ale według tego, co czuję - nie mówię wcale, że znam wolę Boga, ale że przeczuwa ją moje ciało - wydaje mi się, że nadszedł czas, abym męczeństwem potwierdziła miłość duszy mojej do świętego Kościoła. Potem zaś może Bóg sprawi, że zmartwychwstanę razem z Nim i skończą się moje udręczone pragnienia i moja nędza. A może znajdzie sposób, by zlepić i otoczyć nowymi obręczami beczkę mego ciała. Prosiłam i proszę miłosiernego Boga, aby spełnił swą wolę, lecz aby nie zostawił sierotami ciebie, Ojcze, oraz innych, prowadząc was drogami Prawdy z prawdziwym i najdoskonalszym światłem. Jestem pewna, że to uczyni.
Ojcze mój i synu, dany mi przez miłą Matkę, Maryję, jeżeli czujesz, że Bóg skierował na mnie oko swego miłosierdzia, to żądam i zmuszam cię, abyś zmienił swe życie i umarły dla wszystkich zmysłowych namiętności, rzucił się na ratunek łodzi świętego Kościoła. Bądź zawsze roztropny w rozmowach. Niewiele się nacieszysz celą klasztorną, w której mieszkasz, ale chcę, żebyś zawsze posiadał i wszędzie nosił ze sobą celę swego serca. Wiesz bowiem doskonale, że gdy zamkniemy się w środku, nasi nieprzyjaciele nic nam nie mogą zrobić. Niechaj każdy twój czyn będzie skierowany ku Bogu i Jemu podporządkowany. Proszę cię także, drogi synu, aby serce twe stało się dojrzałe i stałe dzięki świętej i prawdziwej roztropności, a życie twe stało się wzorem dla świeckich.
Obyś nie uległ nigdy pokusom światowym. Z pomocą głębokiej i doskonałej pokory niechaj się w tobie odnowi i odrodzi hojność wobec biednych i dobrowolne ubóstwo, jakimi się zawsze wyróżniałeś. Nie unoś się nigdy pychą, ale jakkolwiek cię Bóg wywyższy i jakimkolwiek obdarzy urzędem, schodź w dolinę pokory, rozkoszując się pokarmem przy stole krzyża. Spożywaj pokarm duchowy, obejmując matkę cnót, czyli pokorną, wierną i nieustającą modlitwę oraz święte czuwanie. Odprawiaj Mszę Świętą codziennie, jeśli coś bardzo ważnego ci nie przeszkodzi. Unikaj próżnych i lekkomyślnych rozmów, bądź zawsze dojrzały w słowie i w czynach. Odrzuć od siebie czułość dla samego siebie oraz wszelki służalczy lęk, bowiem Kościół nasz potrzebuje ludzi okrutnych dla siebie, a litościwych dla niego.
Proszę cię, Ojcze, przestrzegaj moich rad. Poza tym proszę cię, abyś razem z bratem Bartłomiejem, bratem Tomaszem i mistrzem Janem wziął w swe ręce Księgę i wszystkie inne moje pisma, jakie znajdziecie. Razem z panem Tomaszem zróbcie z nimi to, co waszym zdaniem przyniesie chwałę Kościołowi. Przyznam, że przyniosły mi one trochę ukojenia.
Proszę cię jeszcze, Ojcze, abyś w miarę możliwości stał się pasterzem i rządcą mojej rodziny. Pomóż jej zachować miłość i jedność, żeby się nie rozproszyła jak trzoda owiec bez pasterza. Myślę, że uczynię więcej dla nich i dla ciebie po śmierci niż za życia. Będę prosić Wieczną Prawdę, aby całe bogactwo łask i darów, jakimi mnie obdarzyła, przelała na was wszystkich, żebyście stali się światłem umieszczonym wysoko na świeczniku. Błagam cię, módl się i proś Wiecznego Oblubieńca, aby pozwolił mi wytrwać mężnie w posłuszeństwie i aby mi wybaczył liczne moje nieprawości. Ciebie zaś, Ojcze, proszę, abyś mi wybaczył nieposłuszeństwo, niewdzięczność i brak szacunku, jakie ci w życiu okazałam. Wybacz, że zadałam ci ból oraz przysporzyłam strapień i kłopotów. Nie gniewaj się, że za mało troszczyłam się o nasze zbawienie. Proszę cię o błogosławieństwo.
Przez miłość do Chrystusa Ukrzyżowanego módl się za mnie bardzo gorąco i każ się modlić innym. Wybacz mi, Ojcze, jeśli napisałam ci coś przykrego. Uczyniłam to nie po to, aby cię zmartwić, ale dlatego, że chciałam spełnić mą powinność, bo nie wiem, co dobroć Boża ze mną uczyni. Niechaj ci nie będzie żal, iż jesteśmy fizycznie oddaleni. Cieszyłabym się bardzo, gdybyś był przy mnie, ale większym pocieszeniem i radością będzie dla mnie twa owocna praca dla Kościoła świętego. Toteż goręcej niż kiedykolwiek proszę cię, abyś trudził się dla Kościoła świętego, bo jest mu to potrzebne jak nigdy przedtem. Niechaj żadne prześladowania i kłopoty nie skłonią cię do opuszczenia naszego pana, papieża.
Umocnij się i szukaj pokrzepienia w Chrystusie, słodkim Jezusie, oddaliwszy od siebie wszelką gorycz i smutek.
Nic więcej ci już nie powiem. Wytrwaj w świętym i błogim umiłowaniu Boga. Jezu słodki, Jezu miłości.