MODLITWA JUBILEUSZOWA
na 800-lecie Zakonu


Boże, Ojcze miłosierdzia,
który powołałeś św. Dominika
na pełnego wiary
wędrownego kaznodzieję
i głosiciela łaski;
wylej na nas
Ducha Chrystusa Zmartwychwstałego,
abyśmy przygotowując się
do Jubileuszu Zakonu,
wiernie i z radością głosili
Ewangelię pokoju.

Przez Chrystusa, Pana naszego.
Amen.
Czytelnia
sługa Boży Jacek Woroniecki OP († 1949)
Cnota pokuty


Powyższy tekst zaczerpnięto z książki o. Jacka Woronieckiego OP
Katolicka etyka wychowawcza, Lublin 1986, tom. II/1, s. 320-333.

1. Jedno nam jeszcze pozostaje w tym rozdziale poświęconym cnocie religii, czyli pobożności, a mianowicie omówienie najbliżej z nią związanej cnoty pokuty. Św. Tomasz pominął ją w szeregu cnót, które opracował w swej II-II i dopiero w III części Sumy, zaczynając traktat poświęcony sakramentowi pokuty, poprzedził go osobną kwestią traktującą o cnocie pokuty. Jak wiadomo bowiem, materią tego sakramentu są nasze grzechy, podane jednak nie byle jak, nie na surowo, ale w pewnej zaprawie, w pewnym usposobieniu ducha, którym jest właśnie cnota pokuty. Jest ona bowiem, jak to dokładniej zobaczymy, nie tylko smutkiem czy też bólem z racji popełnionych grzechów, ale i chęcią zadośćuczynienia i wyrównania zniewagi uczynionej czci należnej Bogu. Pominięcie tej cnoty w szeregu innych tłumaczy się u św. Tomasza zapewne tym, że w licznych katalogach cnót autorów starożytnych, którymi się posiłkował, nie znajdował pokuty. I nie trudno zrozumieć dlaczego: oto w porządku przyrodzonym nie było na nią miejsca, gdyż w stosunku do bliźniego wystarcza uczciwość, nakazująca zadośćuczynić za wyrządzona krzywdę, a w stosunku do Boga brak było znajomości Jego miłosierdzia, bez którego cnota pokuty jest nie do pomyślenia. Toteż św. Tomasz dopiero w nauce o sakramentach poczuł się zniewolonym do opracowania tego nastroju duszy, od którego materia sakramentu pokuty jest uzależniona, a przez nią i jego ważność.

We wszystkich niemal religiach znajdą się pewne ryty ekspiacyjne, mające na celu ułagodzić gniew bóstwa obrażonego grzechami ludzkimi; trudno tam jednak dopatrzyć się żądania jakiegoś wewnętrznego usposobienia duszy, które by winno tym rytom towarzyszyć i nadawać wartość w oczach Bożych. Dopiero w Objawieniu chrześcijańskim, poczynając od Starego Testamentu, coraz wyraźniej brzmi wezwanie Boże do pokuty. Szczególnie jasno jest ono zaznaczone w pięknej modlitwie Salomona w dniu poświęcenia świątyni. Później rozlega się ono nieustannie i w Księdze Hioba, i u Proroków, i w księgach dydaktycznych. A że nie o jedne ryty pokutne zewnętrzne tu idzie, najlepiej świadczą i słowa Dawida: "W całopaleniach nie będziesz się kochał, Panie. Ofiara dla Boga - duch skruszony; sercem skruszonym i uniżonym, Boże, nie wzgardzisz" i wezwanie Joela: "rozdzierajcie serca wasze, a nie szaty wasze". Wiemy, jak silnie brzmi to wezwanie na pograniczu Starego i Nowego Przymierza w nauczaniu Jana Chrzciciela, którego chrzest Ewangelia nazywa nawet chrztem pokuty. Żąda on od swoich słuchaczy, aby czynili owoce godne pokuty, z czego widać, że ma na myśli stały jakiś nastrój duszy, który by wciąż wywierał wpływ na całe postępowanie człowieka.

Chrystus też zaczyna swoje nauczanie publiczne od słów: "Pokutę czyńcie, albowiem przybliżyło się Królestwo niebieskie" i nieraz później w ciągu swej działalności nauczycielskiej powraca do konieczności utrzymywania w duszy tego usposobienia do wynagradzania Bogu za zniewagi wyrządzone Jego czci. Z okazji dwóch wypadków, w których pewna ilość ludzi niespodziewanie zginęła, dwukrotnie powtarza On ostrzeżenie: "Jeśli pokutować nie będziecie, wszyscy podobnie zginiecie!" Apostołowie w całej pełni podjęli tę naukę Mistrza i zaraz w pierwszych ich przemówieniach wciąż brzmi wezwanie do pokuty jako koniecznego warunku, aby jak należy przygotować się do chrztu świętego, uzyskać przebaczenie grzechów i stać się godnym Królestwa niebieskiego. To samo znajdujemy w ich pismach, szczególnie zaś silnie w księdze Objawienia św. Jana Apostoła, gdzie obok wezwania do pokuty kilkakrotnie jest zaznaczone jako wielkie przewinienie niechęć pokutowania.

Nie sposób prześledzić dalej losu nauki o pokucie od pierwszych wieków aż do naszych czasów. Wspomnijmy tylko, że i w tej dziedzinie, tak przeciwnej wrodzonym skłonnościom natury ludzkiej, można dojść do przesady, do nadmiaru zadawanych sobie umartwień, przekraczających granicę roztropności i doprowadzających nieraz wprost do stanów chorobliwych. W średnich wiekach objawy tego rodzaju szerzyły się miejscami nagminnie, jak to miało miejsce z biczownictwem. Wprowadzało ono głębokie zaniepokojenie do życia religijnego i społecznego, tak iż nie tylko Kościół zmuszony był przeciw niemu występować, ale nieraz poskramiane bywało i przez władze cywilne. I dziś jeszcze można się spotkać u pewnych jednostek z takim niezdrowym cierpiętnictwem, które należy umieć odróżnić od tego zdrowego nastroju duszy, który winna w niej utrzymywać tradycyjna cnota pokuty.

Ma ona, jak wiemy, bardzo szerokie horyzonty, gdyż przez nasz mistyczny związek z Chrystusem zostaje uświęcony łącznością z jego męką i cierpieniem, a dzięki dogmatowi świętych obcowania, który z tego samego związku wynika, wykracza poza granice osobistego zadośćuczynienia za własne winy i pozwala czynić pokutę za winy innych, nawet za grzechy całego świata. Ten duch pokuty był znamienną cechą odrodzenia religijnego XIII w. Choć znał on wyżej wymienione przesadne tej cnoty praktyki, to stokroć więcej wydał owoców, które do dziś dnia nie przestają być zbudowaniem Kościoła. Zakony żebrzące powstałe w tym wieku, wraz z ubóstwem silniej niż dawne zakony mnichów podnosiły w swym życiu hasła pokuty, szerząc je wśród świeckich. Wszak zaczątki Trzecich Zakonów, które koło nich powstały, nosiły z początku nazwę zakonu pokuty, "ordo de poenitentia". Sporo bractw pokutnych w średnich wiekach powstałych przetrwało do dziś dnia w Italii i południowej Francji.

W przeciwieństwie do średnich wieków, które bardzo silnie, nieraz aż do przesady odczuwały potrzebę pokuty, nowożytne czasy bardzo na nią stępiały. Duch indywidualizmu, chęć wyżycia się, używania wszystkich przyjemności życia doczesnego stały się ogólnym hasłem współczesnego życia. Zrodzony na przełomie średnich wieków duch burżuazyjny nie znalazł w swym programie życia miejsca dla chrześcijańskiego ducha umartwienia i dla cnoty pokuty. Tym bardziej należy się dokładniej przyjrzeć jej istotnym składnikom i zadaniom.

2. Aby lepiej zrozumieć, na czym polega cnota pokuty, porównajmy ja z inną, najbliższą jej cnotą sprawiedliwości karnej czy też karności, która się obszerniej zajmiemy w t. III, § 91. Św. Tomasz poświęcił jej osobna kwestie de justitia vindicativa w traktacie o sprawiedliwości. Polega ona na stałym usposobieniu woli do wymierzania kar za przewinienia, zawsze z zachowaniem należytego umiaru. Źródłem jej jest to wrodzone poczucie sprawiedliwości, które winno w nas wzbudzać pragnienie, aby zło otrzymało karę i aby ten, kto grzesząc dogodził swej woli, poniósł potem za to coś, coby było przeciw jego woli i sprawiało mu przykrość. Wiemy dobrze, że to wrodzone pragnienie wyrównania krzywd łatwo się wyradza w pożądanie odwetu, mściwość, okrucieństwo nawet, ale zupełny jego brak lub zanik byłby też złem, świadczyłby bowiem o zupełnej obojętności na zło i dobro na świecie. Ten nastrój duszy jest na dnie tak modnej w ostatnich wiekach tolerancji, różniącej się zasadniczo od zaszczepionej na miłości bliźniego wyrozumiałości dla zła w życiu ludzkim. Tolerancja jest jednym ze źródeł tej wielkiej plagi społecznej naszych czasów, jaką jest bezkarność.

Pożądanie sprawiedliwości, które Chrystus w kazaniu na górze podniósł do godności błogosławieństwa, gdy zostanie ujęte w karby umiaru, staje się cnotą karności. Wszyscy w pewnej mierze ją mieć powinni, ale w szczególny sposób jest ona konieczna tym, którzy mają władzę nad innymi, rodzicom, wychowawcom i przełożonym na wszystkich stopniach hierarchii społecznej. Otóż, czym jest cnota karności w stosunku do innych, tym winna być cnota pokuty względem nas samych.

Są jednak między nimi poważne różnice: karność jest przejawem sprawiedliwości miedzy odrębnymi jednostkami, w pokucie tymczasem ten sam wymierza karę i karę tę ponosi. Nie może tu być mowy o sprawiedliwości względem samego siebie, bo sprawiedliwość wymaga odrębności osób. Ale też pokuta bynajmniej nie ma za zadanie zadośćuczynienia sobie, lecz zadośćuczynienie Bogu za zniewagę, którą grzech wyrządził Jego czci. Wchodzi ona więc jednak w zakres sprawiedliwości, ale na tym jej odcinku, który obejmuje nasze stosunki z Bogiem. Polega ona na dobrowolnym przyjęciu lub zadaniu sobie kary dla wyrównania zniewagi uczynionej Bogu. Że zaś to pragnienie odnosi się do czci Bożej, którą grzech pomniejszył, a którą pokuta ma wyrównać, stąd cała działalność tej cnoty łączy się najściślej z cnotą pobożności i wchodzi w zakres jej wpływów. Przez grzech człowiek dogodził sobie, łamiąc porządek ustanowiony przez prawo Boże i pomniejszając przez to chwałę, jaką świat winien przynosić Bogu. Przez pokutę przyjmuje dobrowolnie coś, co mu jest niemiłe, aby w ten sposób wyrównać swój rachunek, a że czyni to ze względu na cześć Bożą, przeto jego akt ma wszelkie cechy aktu religijnego, należącego do zakresu cnoty pobożności.

Jako cnota pokuta winna utrzymywać w duszy stałe usposobienie czy też gotowość przyjmowania wszystkiego przykrego, co nam się w życiu zdarzy, w duchu zadośćuczynienia i wynagrodzenia czci Bożej znieważonej grzechem. Nieraz przyjdzie ono wprost od Boga w postaci chorób, cierpień fizycznych, klęsk elementarnych, niepowodzeń, zawodów, prześladowań itp. i te doświadczenia Boże przede wszystkim trzeba będzie w duchu pokuty przyjmować. Przy końcu życia wypadnie w tym duchu przyjąć najcięższą karę ciążącą nad całym rodem ludzkim, tj. śmierć. Dobrze jest wszakże nie czekając, aż ona zagrozi, tak się już do niej zawczasu ustosunkować. Takie pogodne poddanie się wyrokowi Bożemu skazującemu nas wszystkich na karę śmierci, winno stać się w duszy chrześcijańskiej mocnym fundamentem cnoty pokuty.

Ale Bóg niejednokrotnie używa do karania nas ludzi - i czyni to na dwa sposoby. Już to używa do tego ludzi złych i dopuszcza, że nas krzywdzą na rozmaite sposoby, już to czyni to przez ludzi dobrych, którzy dla naszego dobra wymierzają nam te lub inne kary. W pierwszym wypadku wolno nam się zawsze bronić w granicach tego, na co pozwala prawo moralne. Niejedno jednak, nie znalazłszy środków obrony, trzeba będzie znieść i przyjąć w duchu pokuty, pamiętając, że nieraz tego rodzaju krzywdy zostały wywołane naszym własnym postępowaniem i że to, co teraz cierpimy, gdy głębiej w nasze sumienie wejrzymy, nie jest tak zupełnie niezawinione. Ile naszych przewinień uchodzi nam w tym życiu bezkarnie! Otóż kary niezawinione przez nas i niesłusznie nas spotykające doskonale się nadają do odpokutowania za te wszystkie grzechy i wyrównania już w tym życiu naszych win wobec sprawiedliwości Bożej.

Inaczej rzecz się ma, gdy kara na nas spada z rąk ludzi posiadających nad nami władzę, mających na oku nasze dobro i pragnących nam dać możność zadośćuczynienia za popełnione przewinienie. Takimi są rodzice, wychowawcy i w ogóle wszyscy przełożeni, obowiązani do pilnowania karności wśród swych podwładnych i nieprzepuszczania im ich przewinień bezkarnie. Tu cnota pokuty będzie miała zawsze największe pole do ćwiczenia i podstawowym jej zadaniem będzie nadać duszy takie usposobienie, aby to coś złego, niemiłego, które z zewnątrz przychodzi jako kara, wewnętrznym aktem woli przyjąć jako dobro, jako pokutę. Krótszymi słowy, dobrze ugruntowana w duszy cnota pokuty będzie zawsze karę przetwarzać w pokutę, z tego, co kosztuje, robić coś, co oczyszcza i czyni znowu niewinnym.

Dobrze tu rozwinąć nieco dokładniej naukę św. Tomasza o stanie, w jakim dusza się znajduje po spełnieniu grzechu. Oto gdy czyn już minął, zostaje wspomnienie, które w sumieniu rodzi poczucie winy, zaś we władzach pożądawczych pozostawia pewne przywiązanie do tego zadowolenia, jakie grzech sprawił. To ostatnie póki trwa, utrzymuje duszę w stanie zanieczyszczenia i stąd nazywa się zmazą pozostałą po grzechu - macula peccati. Może ono być mniejsze lub większe, zależnie od stopnia zakorzenienia się w duszy wady, którą dany grzech wywołał. Gdy człowiek silnie przywiązany do spełnionego grzechu otrzyma zań karę, bywa ona przyjęta przez niego z całą odrazą, z jaką przyjmujemy wszystko, co nam jest przeciwne, a nawet w miarę zaślepienia wadą, z przekonaniem mniej lub więcej szczerym, że dzieje mu się krzywda. Dla takiego kara jest złem narzuconym z zewnątrz.

Bywa jednak, że po spełnieniu grzechu sumienie prędzej czy później silniej zareaguje i przywiązanie do niego osłabnie i zniknie.

Nieraz, szczególnie po grzechach popełnionych pod wpływem silniejszego poruszenia zmysłowego, a nie wypływających z ugruntowanej wady, opamiętanie to wnet przychodzi. Na miejsce zadowolenia z popełnionego grzechu i przywiązania do niego budzi się w duszy wprost wstyd, że się coś podobnego zrobiło, i wstręt do grzesznego postępku. Takie oderwanie się wewnętrzne od zła zawartego w grzesznym uczynku, gdy zostanie natchnione pobudkami nadprzyrodzonymi, które mogą być rozmaitego stopnia, jest tym, co nazywamy aktem skruchy. Kruszy on te skorupę, która wytworzyło w duszy przywiązanie do grzechu, a raz pokruszona, łatwo może ona być z duszy usunięta. Skrucha usuwa i z duszy zmazę grzechu i przywraca jej na tym punkcie czystość i przejrzystość.

Zostaje wszakże wina, która jednym aktem wewnętrznym nie może być naprawiona, przeciwnie niż plama grzechu, ale dla której zadośćuczynienia konieczna jest kara, tj. poniesienie w formie czegoś przykrego równoważnika tego zadowolenia, które sobie człowiek sprawił grzechem. Jakże inne wszakże będzie tu ustosunkowanie się do tego czegoś przykrego, zawartego w karze, niż wtedy, gdy przywiązanie do grzechu dalej panowało w duszy. Nie będzie tu już buntowania się przeciw karze i uważania jej za krzywdę, ale w miarę wyrobienia duchowego nawet jej pożądanie dla zadośćuczynienia czci Bożej znieważonej przez grzech. Na tym polega duch, czyli cnota pokuty chrześcijańskiej. Nazywamy go też nieraz duchem umartwienia.

Tu jest ten podstawowy nastrój, jaki cnota pokuty wnosi do dusz chrześcijańskich. On to sprawia, że nieraz nie zadowalają się karami, jakie Bóg wprost im zsyła, lub jakie z rąk ludzi ponoszą, ale jeszcze same dodają sobie różne umartwienia, aby lepiej zadośćuczynić za swe grzechy i gruntowniej oczyścić się z ich zmazy. Pole mają tu przed sobą niezmierzone, gdy się weźmie pod uwagę, że Chrystus zaprasza je do udziału w swej męce, która w Jego ciele mistycznym nigdy nie ustaje, i do pokutowania w ten sposób nie tylko za własne grzechy, ale i za grzechy bliźnich. Po spłaceniu sprawiedliwości Bożej za to wszystko, czym się samemu zawiniło, ma się możność brać udział w wielkim dziele wynagradzania Bogu za grzechy świata i przyczyniania się do naprawiania za innych zniewag wyrządzonych Jego czci. Gdy wniknąć w tajemnicę ducha pokuty ożywiającego wielkich świętych, wtedy widzi się, jak naiwne jest pomawianie ich o chorobliwe cierpiętnictwo. Mamy tu najwyższe przejawy bezinteresownej miłości Boga i bliźniego, których byśmy na próżno szukali u zwolenników mniemanej bezinteresownej etyki niezależnej i sentymentalnego humanitaryzmu. Dodajmy jeszcze wielką płodność, która duch umartwienia zapewnia wszelkiego rodzaju pracom apostolskim, w myśl obietnicy Chrystusa: "Jeśli ziarno pszeniczne, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, samo zostaje, lecz jeśli obumrze, wiele owocu przyniesie".

3. Spróbujmy jednak bliżej określić składniki cnoty pokuty, jej przedmiot właściwy oraz jej akt, aby potem przyjrzeć się jej niedomaganiem i warunkom wychowania.

Błędnym byłoby mniemać, jak to się nieraz słyszy, że przedmiotem cnoty pokuty są grzechy. Przedmiotem cnoty może być tylko coś dobrego, około czego obracają się jej czynności, a tym grzech w żaden sposób być nie może, gdyż z żadnego punktu widzenia nie może być czymś dobrym. Zło zawarte w grzechu, malum culpae, jest tym istotnym złem na świecie, którego nigdy i pod żadnym pozorem nie wolno nam chcieć; inaczej rzecz się ma ze złem zawartym w karze, malum poenae. Jest ono dla nas czymś złym, sprzeciwiającym się naszej woli, ale nie jest istotnym złem, którego by nie wolno było chcieć; jest następstwem zła winy, czyli grzechu, ale samo winą nie jest. W miarę jak człowiek dochodzi do przekonania, że kara dobrze poniesiona może pod pewnym względem naprawić zło grzechu, staje się ona dla niego czymś dobrym i tym bardziej jej pragnie, im bardziej mu zależy, aby zadośćuczynić za grzech. Sprawić, aby tego, co się raz stało, nie było, nie ma sposobu, bo nic z tego, co zapadło w przeszłość, wykreślić się stamtąd nie da. Ale naprawić, wynagrodzić, zadośćuczynić za krzywdę lub zniewagę - to zawsze w pewnej mierze jest możliwe, i kara dobrze przyjęta jako pokuta może zawsze tego dokonać i to całkowicie wobec nieskończonego miłosierdzia Bożego. Można tedy powiedzieć, że przedmiotem cnoty pokuty jest zło kary, uważane przez grzesznika za dobro, jako że go uwalnia od znacznie gorszego zła grzechu.

Gdy teraz od przedmiotu przejdziemy do aktu tej cnoty, to wypadnie zapytać, do jakiego z podstawowych jedenastu aktów pożądawczych go zaliczyć. Widzieliśmy w Etyce ogólnej, że w dziedzinie zmysłowej różnią się one od siebie dość wyraźnie i to nie tylko przedmiotowo, ale i podmiotowo ze strony współczynnika fizjologicznego, który im towarzyszy i który ma na przykład zupełnie inne przejawy w smutku, pożądaniu, strachu lub gniewie. W dziedzinie umysłowej, czyli tam, gdzie idzie o afekty woli, różnic tych nie ma, zostaje tylko zasadniczo inne ustosunkowanie się do przedmiotu. Przy tym z podstawowych i prostszych aktów powstają tam bardziej złożone, nie dające się już sprowadzić do żadnego z pojedynczych, lecz posiadające cechy własne. Takim jest właśnie i właściwy akt cnoty pokuty, na który się składają i odraza do popełnionego przewinienia, i smutek z niego, i wreszcie dążenie do zadośćuczynienia za nie, mające wszelkie cechy gniewu. Samo nieupodobanie w grzechu i ból lub smutek z popełnienia go nie wystarcza, aby akt pokuty był tym, czym być powinien; do tego wystarcza cnota miłości, która sprawia, że gdy coś miłujemy, nienawidzimy tego, co mu jest przeciwne i smucimy się tym. Tu trzeba jeszcze silniejszego napięcia woli, aby to zło przezwyciężyć i w miarę możności usunąć, a to jest cecha charakterystyczna gniewu. On to właśnie ma za przedmiot zło, które chce wyrządzić i które jako odwet uważa dla siebie za dobro.

Gniewem przyjdzie nam się jeszcze dwukrotnie zająć, najpierw tam, gdzie będzie mowa o opanowaniu go przez cnotę łagodności (§ 60) i o przeciwnej jej wadzie głównej złości, a następnie z racji cnoty sprawiedliwości karnej, czyli karności (t. III, § 91). Tu zwrócimy tylko uwagę, że jako z samego porównania przedmiotu pokuty i gniewu wynika, pokuta ma wszelkie cechy gniewu, przedmiotem jej jest bowiem zło pożądane jako dobro. Ale podczas gdy w potocznej mowie gniewem nazywamy uczucie czy afekt skierowany do innej osoby, której chcemy wyrządzić zło, jako odwet za zło przez nią wyrządzone, to gdy idzie o pokutę, gniewamy się na nas samych i na sobie samych bierzemy odwet nie za zło, któreśmy sobie wyrządzili, ale za zło wyrządzone Bogu przez grzech, za zniewagę wyrządzoną Jego czci. Mamy ciekawe potwierdzenie tego faktu, iż w akcie pokuty jest pewien przejaw gniewu, w jednym z najdawniejszych zabytków naszej mowy, formularzu spowiedzi powszechnej z XV w.: grzesznik kaja się tam między innymi, że się nie dość gniewał na siebie za swe grzechy.

Akt pokuty zawiera przeto w sobie i smutek z popełnionego grzechu, i zamiar spełnienia czegoś, co by było za ten grzech odwetem. Pierwszy usuwa natychmiastowo zmazę grzechu, drugi uwalnia od winy, i gdy zostanie wykonany, wynagradza za nią. One to stanowią, jak wiadomo, te dwa podstawowe składniki wewnętrzne sakramentu pokuty, do których następnie dochodzi trzeci, zewnętrzny - wyznanie grzechów kapłanowi. Pierwszy z nich to skrucha, zawierająca w sobie, o ile jest szczera, i postanowienie nie grzeszenia, druga to zadośćuczynienie najpierw Bogu przez pokutę, a potem bliźniemu przez naprawienie wyrządzonej krzywdy.

4. Z niedomagań cnoty pokuty i przewinień przeciw niej skierowanych wymieńmy najpierw dwa grzechy przeciw Duchowi Świętemu, które się do niej odnoszą, mianowicie zatwardziałość w grzechu i postanowienie niepokutowania. Pierwsza sprzeciwia się pierwszemu składnikowi pokuty, tj. skrusze, i polega na tym, że człowiek dalej trwa w swym przywiązaniu do popełnionego grzechu i w zadowoleniu z niego. Drugie sprzeciwia się pragnieniu zadośćuczynienia za zniewagę wyrządzona przez grzech. Idzie tu, ma się rozumieć, o formalne akty skierowane przeciw cnocie pokuty. Nie będzie wobec tego grzechem przeciw Duchowi Świętemu samo trwanie w przywiązaniu do grzechu, nim sumienie się odezwie i zażąda oderwania się od niego. Podobnie nie będzie nim i lekkomyślne odkładanie pokutowania bez postanowienia, aby nigdy go nie zacząć. W obu wypadkach winien być świadomy akt przeciwny temu, czego się sumienie domaga, a więc umyślne trwanie w przywiązaniu do grzechu i lubowanie się nim i formalne postanowienie niepokutowania. Jeśli sobie przypomnimy, że grzechy przeciw Duchowi Świętemu polegają na odrzuceniu tego, co właśnie ma największą moc, aby nas od grzechu powstrzymać albo z niego nawrócić, to jasnym nam będzie, że zarówno zatwardziałość w grzechu, jak i postanowienie niepokutowania do końca, słusznie są do nich zaliczane. Są one właściwie grzechami przeciw cnocie miłości, a w szczególności przeciw miłości Boga, ale ponieważ mają taki ścisły związek z pokutą, przeto tutaj je wspomnieliśmy.

Przewinienia przeciw cnocie pokuty zdarzają się rzadko w tej krańcowej postaci. O wiele częstsze są mniejsze przeciw niej wykroczenia, które nie stanowią grzechów śmiertelnych, ale niemniej bardzo paraliżują życie nadprzyrodzone i w szczególności tę gorliwość i czułość na chwałę Bożą, która stanowi istotę pobożności. Towarzyszą one z konieczności każdej wadzie, która się w duszy zakorzeni. W wadach formalnych, zdecydowanych na każdy grzech śmiertelny, zawsze będzie silne zaślepienie, któremu z konieczności będzie towarzyszyć przywiązanie do zadowoleń, jakie grzech sprawia, i zupełne niemyślenie o tym, aby za nie pokutować. Tam, gdzie nie ma łaski uświęcającej, tam nie może być ani nadprzyrodzonej cnoty pokuty, ani jej aktów, jak skrucha i pragnienie wynagrodzenia. Księga Mądrości daje nam straszny obraz takiego nastroju duszy, przeniknionego żywiołowym pożądaniem używania przyjemności tego świata, nie rachującego się zupełnie z grzechem. W takim usposobieniu duszy, całkowicie opanowanej przez formalne wady, na cnotę pokuty miejsca być nie może. Przejmujący jest też tamże opis obudzenia się takich ludzi na sądzie Bożym.

Ale i w tych pół- lub ćwierćwadach, które ze stanem łaski dadzą się pogodzić, bo się przed grzechem śmiertelnym wstrzymują, zawsze też będzie coś, co działalność cnoty pokuty będzie hamować i pomniejszać. Z chwilą, gdy człowiek jest w tym usposobieniu, że gotów sobie pozwalać na dobrowolne grzechy powszednie, zawsze będzie w jego duszy pewne przywiązanie do nich, które nie pozwoli skrusze całkowicie wymieść brudów wniesionych do niej przez popełnione już grzechy i które zawsze będzie go skłaniać do odwlekania pokuty lub wykonywania jej połowicznie, raczej zewnętrznie, bez tej wewnętrznej gorliwości, stanowiącej o pełnej wartości tak pobożności jak pokuty. Tego rodzaju niedomagania są niestety w środowiskach chrześcijańskich dość częste, i im to przede wszystkim należy zapobiec przez staranne wychowanie obu tych cnót.

5. Cnota pokuty wymaga mocnego fundamentu cnót teologicznych, w szczególności wiary, która by dała jasne zrozumienie wielkiego dobrodziejstwa, jakie w planie Opatrzności przedstawia dla nas możność odpokutowania i wynagrodzenia za grzechy. Łączy się ono najściślej z centralnym dogmatem chrześcijaństwa, jakim jest odkupienie rodu ludzkiego przez Boga-Człowieka, który wziął na siebie grzechy nas wszystkich i męką swą zadośćuczynił za nie sprawiedliwości Bożej, wynagradzając nieskończenie zniewagi, którymi ludzkość zgrzeszyła przeciw czci winnej Bogu. Na tym mocnym podłożu wypadnie już od dzieciństwa należycie ustosunkować młode dusze do wszystkiego, co może w życiu mieć charakter kary, jak bóle i wszelkie cierpienia, niepowodzenia, zawody, krzywdy itd. W szczególności ważnym jest już od małego należycie nastawić dusze do śmierci, będącej naczelną karą za grzech i zaprawić je do tego, aby były gotowe w każdej chwili życia ją przyjąć właśnie jako karę. Podobne ustosunkowanie się do tego, co jest największym złem doczesnym, ma dla przeniknięcia życia nadprzyrodzonego duchem wiary i pokuty ogromną doniosłość. Ubezpieczy to w przyszłości od tylu buntów, budzących się na widok zbliżającej się śmierci nawet i wśród chrześcijan, którzy pobożnie życie spędzili, ale którzy od młodości nie przeniknęli się wobec nieuniknionej konieczności śmierci nadprzyrodzoną postawą pokuty. Kto na sądzie Bożym stanie z tym, że śmierć przyjął jako należną mu karę za grzechy, ten da maksimum tego, co może, aby zadośćuczynić sprawiedliwości Bożej, a jednocześnie i potężnie zaapeluje do miłosierdzia Bożego.

Bardzo ważnym będzie też dać dzieciom i młodzieży zrozumieć konieczność karności i korzyści, jakie płyną stąd, że człowiek ma możność dzięki karom wyrównać swe rachunki nie tylko z Bogiem, ale i z ludźmi. Na to jednak, aby mu to przyniosło pełną korzyść, koniecznym jest, aby umiał wymierzane mu zewnątrz kary przemieniać na dobrowolne spełnianie pokuty. Wrócimy do tego zagadnienia w tomie III, w paragrafie poświęconym karności, gdzie podamy kilka wskazówek, jak praktykować te cnotę karności, aby nie wywoływała buntu, ale dawała zrozumienie korzyści dobrze spełnionej pokuty.

I do praktykowania pokut osobiście sobie zadawanych należy dzieci i młodzież zaprawiać w duchu pokuty chrześcijańskiej i umartwienia, czuwając wszakże, aby wszystko to się działo w granicach roztropności nadprzyrodzonej, aby było celowe i skierowane na te punkty życia duchowego, które najbardziej potrzebują pokuty i umartwienia. Od pokut zewnętrznych wypadnie nieraz nieco powstrzymywać, choć nie ma mowy, aby można je było z życia chrześcijańskiego w tzw. "naszych czasach" usunąć. I dziś, jak i we wszystkich wiekach, nie brak dusz, które ich łakną i którym są one konieczne do uświęcenia. Dobrze jednak przypominać, że są członki ciała, których umartwianie nigdy zdrowiu nie szkodzi, jak oczy, uszy, a szczególnie język. Nie należy przy tym nigdy zapominać o poleceniu Chrystusa, aby wszystkie praktyki pokutne i umartwienia spełniać w skrytości i z pogodą. To będzie zawsze najlepszym dowodem, że pochodzą ze szczerej pobożności i czystej intencji, a także i gwarancją zachowania w nich umiaru.

Cnota pokuty jest w wysokim stopniu zainteresowana w opanowaniu wszystkich władz człowieka przez inne cnoty. Szczególnie ważna jest dla niej cnota kardynalna umiarkowania i cnoty z nią związane, ponieważ mają one za zadanie miarkowanie zbytniego lgnięcia do wszystkiego, co pociąga w życiu doczesnym.