MODLITWA JUBILEUSZOWA
na 800-lecie Zakonu


Boże, Ojcze miłosierdzia,
który powołałeś św. Dominika
na pełnego wiary
wędrownego kaznodzieję
i głosiciela łaski;
wylej na nas
Ducha Chrystusa Zmartwychwstałego,
abyśmy przygotowując się
do Jubileuszu Zakonu,
wiernie i z radością głosili
Ewangelię pokoju.

Przez Chrystusa, Pana naszego.
Amen.
Czytelnia
Katarzyna Kotarska OPs
Dominikanie świeccy w dzisiejszym świecie:
kim jesteśmy, dokąd i po co idziemy?



Dominikanie zawsze zajmowali w moim życiu ważne miejsce. W atmosferze tej duchowości dorastałam, tu kształtowała się moja religijność, wypracowały wzorce postaw, tu się po prostu wychowałam. W miarę upływającego czasu zrozumiałam, że nadal chcę w oparciu o tę duchowość kształtować swoje życie.

Wydaje mi się, że zwłaszcza w dzisiejszych, wymagających, a momentami bezwzględnych czasach, potrzebne jest poczucie duchowej przynależności i możliwość pójścia sprawdzonym szlakiem wiary, po śladach, po wydeptanej ścieżce; moim szlakiem jest dominikańska droga.

Jako osoba świecka wybrałam świat zwykły i piękny, świat powszednich spraw: mam rodzinę, pracuję zawodowo. Jednocześnie z wielkiej potrzeby serca postanowiłam przyjąć na siebie te elementy życia konsekrowanego, które dominikanie proponują osobom chcącym ściślej związać się z ich Zakonem.

Przynależność do Trzeciego Zakonu Dominikanów Świeckich, próba podjęcia w swoim życiu rad ewangelicznych, będąca wyrazem szczególnej tęsknoty do Pana Jezusa, nie prowadzi do zubożenia wartości ludzkich, nie jest zagrożeniem dla posiadania rodziny, męża i dzieci, nie stanowi też bariery dla uzasadnionego pragnienia, dysponowania dobrami materialnymi i samodzielnego decydowania o sobie. Ta przynależność poszerza sens wszystkiego, co dzieje się w moim życiu rodzinnym, zawodowym, duchowym.

Będąc dominikanką świecką, łączę w swoim powołaniu dwa światy: świecki i konsekrowany. Życie świeckich dominikanów polega na przeżywaniu i wyrażaniu swoich przyrzeczeń przez poddanie siebie, wszystkiego, co się robi, Panu Jezusowi. Chodzi o "upodabnianie" się do Niego przez wysiłek, który ma prowadzić do upragnionego celu - ostatecznej doskonałości. Oczekuję od siebie i oczekuje się ode mnie nie sukcesu, ale wysiłku wierności.

Stając się dominikanką świecką, zgodziłam się na to, że w imię miłości chcę "utrudnić", ale i pogłębić moje życie duchowe, umacniać moją jedność z Bogiem. Z czasem zyskałam świadomość, że moje życie, podobnie jak życie innych ludzi, jest "dotknięte" ręką Pana, pozostaje w zasięgu Jego głosu i podtrzymywane jest Jego łaską.

Umieszczona gdzieś pośród świata, każdego dnia mam świadomie, a czasem może bezwiednie, pozwalać przemieniać się słowom Ewangelii. Mam też trwać w postawie otwarcia na drugiego człowieka, w postawie kontemplacji i w modlitwie serca, w adoracji Pana Jezusa i - jak każdy - w samotności przed Bogiem.

Można zapytać: po co? Po co istnieje życie ludzi świeckich jako tercjarzy? Myślę, że motywacji jest tak wiele, jak wiele osób liczy nasze zgromadzenie. Wiem, że z upływem czasu weryfikują się różnorodne wyobrażenia i powoli, czasem z lękiem, wchodzimy na dominikański szlak, zaczynamy być ludźmi w drodze. Moment ten to czas rozpoczęcia ważnej, ale i niełatwej przygody w życiu. Po entuzjazmie pierwszego spotkania z Panem przychodzi czas cierpliwego, codziennego trudu, dzięki któremu powołanie staje się historią przyjaźni z Panem Jezusem.

Pytanie "po co" towarzyszyło osobom zasłuchanym w głos Mistrza od zawsze. Wymownym tego świadectwem jest ewangeliczny epizod namaszczenia w Betanii: "Maria zaś wzięła funt szlachetnego i drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi nogi, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku" (J 12, 3). Judaszowi, który pod pretekstem troski o ubogich ubolewał nad tak wielkim marnotrawstwem, Jezus odpowiedział: "Zostaw ją!" (J 12, 7).

Pewnie i dzisiaj odpowiedź Pana Jezusa na pytanie o przydatność życia osób świeckich jako tercjarzy brzmiałaby: "Zostaw ją!" Wszystko, co ludzkim oczom może się wydawać niepotrzebną stratą czasu, marnotrawstwem, dla człowieka, który w głębi swego serca zachwycił się pięknem i dobrocią Pana, jest oczywistą odpowiedzią miłości, radosnym dziękczynieniem za to, że został dopuszczony do szczególnego poznania.

Dominikanie świeccy, czyli Zakon św. Dominika od Pokuty, przyjęli na siebie już w momencie powołania wspieranie działalności Braci Kaznodziejów właśnie przez pokutę. Między innymi po to, by kaznodziejstwo było skuteczniejsze, bo bardziej omodlone, święta Katarzyna ze Sieny prowadziła swą działalność trzeciozakonną.

Czynienie pokuty oznacza ascezę, czyli konkretny i codzienny wysiłek człowieka wspartego łaską Bożą, aby stracić swe życie dla Chrystusa. Jest równocześnie jedynym sposobem, by je zyskać.

To, co proponuje Trzeci Zakon, Zakon Świętego Dominika od Pokuty, jest dziś nadal żywe, a zależy wyłącznie od nas samych. Nasz Zakon jest taki, jacy my jesteśmy. Nasza "atrakcyjność" jest mało widowiskowa. Jest miejscem miłym wszystkim, dla których ważne jest ciągłe kształtowanie w sobie życia modlitwy, ciągłe uczenie się służby drugiemu człowiekowi, często temu najbliższemu - mężowi, żonie, dzieciom, ludziom spotkanym na licznych drogach naszego życia. Pokuta jest bowiem nawróceniem, które przechodzi z serca do czynów i ściśle połączona jest z pojednaniem.

Pojednanie się z Bogiem, z samym sobą i z innymi zakłada pokonanie wewnętrznego rozdarcia, czyli grzechu, a to dokonuje się właśnie przez przemianą wewnętrzną, nawrócenie, które objawia się w czynach i stanowić może owocny plon życia.

Myślę, że jest dzisiaj niezwykle ważne, by mieć wokół siebie osoby, które wspierają się we wspólnej drodze do świętości. My w tej drodze postanowiliśmy iść śladami ojca Dominika i świętej Katarzyny ze Sieny.

Świadectwo, do którego się zobowiązujemy, każdy na miarę własnych możliwości, ma pomóc całemu Kościołowi, również osobom, które, w postawie rezerwy i nieufności, stoją z boku. Wydaje się bowiem, że człowiek pełen wiary i ufający Panu potrafi natchnąć nadzieją także innych ludzi, często zniechęconych i pesymistycznie patrzących w przyszłość.

Najważniejszym przejawem naszej misji nie są zewnętrzne dzieła, ale świadectwo życia, by w ten sposób odpowiadać na odwieczne pytania dotyczące jego sensu teraźniejszego i przyszłego.

Klęska życia konsekrowanego, również świeckiego, nie polega na spadku liczebności, ale na zaniku duchowej wierności Panu Jezusowi oraz własnemu powołaniu i misji. Instytuty świeckie, a także dominikanie świeccy, mają zapewnić Kościołowi, każdy zgodnie z własnym charakterem, obecność w świecie.

Zaproszenie Pana Jezusa: "Chodźcie, a zobaczycie" pozostaje do dziś złotą regułą powołań.