MODLITWA JUBILEUSZOWA
na 800-lecie Zakonu


Boże, Ojcze miłosierdzia,
który powołałeś św. Dominika
na pełnego wiary
wędrownego kaznodzieję
i głosiciela łaski;
wylej na nas
Ducha Chrystusa Zmartwychwstałego,
abyśmy przygotowując się
do Jubileuszu Zakonu,
wiernie i z radością głosili
Ewangelię pokoju.

Przez Chrystusa, Pana naszego.
Amen.
Czytelnia
Maria K. Kominek OPs
Duchowość dominikańska

Spis treści


Każda duchowość nosi ze sobą pewne własne znamię. To samo oczywiście odnosi się i do duchowości dominikańskiej. Rysem, charakteryzującym w szczególny sposób duchowość dominikańską, jest kontemplacja prawd wiary. Chcąc poznać dogłębnie, jak stają się one źródłem kontemplacji, należy poznać podstawowe kierunki tej duchowości.

Zwykło się określać różne duchowości zakonne jako szkoły, posiadające swoje charakterystyczne rysy i określone metody formacji. Samo w sobie pojęcie szkoły religijnej zakłada, że istnieje osoba założyciela, który nie tylko osiągnął wysoki rozwój duchowy, ale również i wniósł pewne nowe elementy do tradycyjnej duchowości. Wiąże się z tym gromadzenie się wokół założyciela grupy uczniów, którzy postępując według jego wskazówek, osiągnęli doskonałość. Konieczne jest także, by szkoła taka posiadała pewne teologiczne opracowanie treści doktrynalnej, wywodzące się od samego mistrza lub jego uczniów. Zakon Dominikański nie posiada jednak takiej szkoły. Choć początkowo rolę mistrza pełnił sam Założyciel - św. Dominik, uczniowie szybko zaczęli wpływać na tworzenie się specyfiki duchowości. Na pewno nie bez znaczenia jest fakt, że św. Dominik niemalże natychmiast po przyjęciu nowych braci rozsyłał ich do głoszenia Ewangelii po całej Europie. W ten sposób swój wkład w rozwój duchowości wnosili kolejno poszczególni członkowie Zakonu, do których należy zaliczyć przede wszystkim bł. Jordana z Saksonii, pierwszego generała po św. Dominiku († 1237), św. Tomasza z Akwinu († 1274), św. Katarzynę ze Sieny († 1380), a także mistyków nadreńskich.

Pisarze dominikańscy wykazują dość zróżnicowane opinię w sprawie możliwości używania i uściślenia terminu "szkoła duchowości dominikańskiej" i najczęściej mówią tylko o "duchowości". Jednak musi istnieć coś wspólnego, coś takiego, co potrafi scalić w jedną duchowość tak różniące się między sobą osobowości, jak wspomniani już wybitni przedstawiciele Zakonu, z innymi, również nie mniej znanymi, lecz jakże odmiennymi - wydawałoby się - od tamtych, ze św. Różą z Limy, bł. Fra Angelico czy bł. Bartłomiejem de Las Casas. Niewątpliwie tę jedność duchową wyrażają najlepiej dewizy zakonne: Veritas oraz contemplari et contemplata aliis tradere. Choć zasadniczy rys duchowości dominikańskiej daje się streszczyć w określeniu "kontemplować Prawdę, a owoce kontemplacji przekazywać innym", można wyróżnić pięć podstawowych kierunków formujących duchowość.


Wszystkie przekazy mówiące o św. Dominiku ukazują go jako człowieka nieustannej modlitwy. Modlił się wszędzie, nie przerywając marszu, w klasztorze, w nocy i we dnie. Ikonografia często przedstawia go siedzącego z otwartą na kolanach księgą. Wiadomo, że najbardziej lubił czytać Ewangelię według św. Mateusza i Listy Pawłowe, które znał prawie na pamięć. Mimo to nie ustawał w ich ciągłym i ponownym czytaniu. Nie chodziło o zwykłe czytanie świętych tekstów. Zależało mu na zgłębieniu sensu, na wejrzeniu w głębię tajemnicy słowa Bożego. Tego samego wymagał od swoich braci, dlatego posyłał ich na studia do Paryża, by każdy był w stanie przemienić czytanie Pisma świętego w modlitwę. W ten sposób nadał duchowości zakonnej kierunek kontemplacji słowa Bożego. Sam zwany vir evangelicus, dążył do tego, by wszyscy członkowie Zakonu nieustannie trwali w łączności z Chrystusem. Tak jak Chrystus, trwał zawsze w łączności z Ojcem, tak i Dominik szukał Chrystusa nieustannie w kontemplacji Ewangelii. Wpatrywanie się w Zbawiciela wyznacza podstawowy rys kontemplacji dominikańskiej. Całkowite poświęcenie się dziełu zbawiania dusz jest owocem zażyłości ze słowem Bożym, jest "ogniem płonącym w duszy Dominika, ogniem Ewangelii", skutkiem miłosnego wpatrywania się w Chrystusa i wczytywania się w Jego słowo.

Koniecznie należy zwrócić uwagę i na inny element, pochodzący z natchnienia ewangelicznego, który odegrał wielką rolę w kształtowaniu się duchowości dominikańskiej - okazywanie miłosierdzia. Dzieje Kościoła znają różne sposoby realizacji nakazu ewangelicznego "bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny". Dominik odnalazł zupełnie oryginalną odpowiedź na to wezwanie. Odczytał ją w swojej ukochanej Ewangelii według św. Mateusza. Zapatrzony w Chrystusa, litującego się nad tłumami opuszczonymi i znękanymi, i nawołującego do modlitwy o posłanie robotników na żniwo Pańskie, Dominik zrozumiał, że głoszenie Dobrej Nowiny jest aktem miłosierdzia, jest wyrazem współczucia dla zabłąkanych ludzi. Dominikowe głoszenie nie ma nic wspólnego z propagandą Słowa Bożego, nie jest służeniem jakiejś ideologii, lecz jest miłosiernym pochyleniem się nad cierpiącym i przebywającym w ciemnościach człowiekiem. To podejście do głoszenia Ewangelii nadało ewangeliczny rys duchowości dominikańskiej, powiązało mocno głoszenie z kontemplacją, więcej - uczyniło kontemplację warunkiem głoszenia.


Od samego początku Dominik podkreślał, że przepowiadanie Ewangelii powinno być wspierane przez solidną doktrynę. Swoją działalność pojmował on jako "instrument powszechnej ewangelizacji". Ta powszechność prowadziła do zacieśnienia stosunków Zakonu z papiestwem, strażnikiem doktryny i tradycji. Podwójne natchnienie - naśladowanie Ewangelii i umiłowanie Kościoła - pozwoliło postawić podwaliny pod specyficzną duchowość, której fundamentem jest studium Prawdy. Z tego powodu jeszcze pierwsza Kapituła Generalna zarządziła, by w każdym przeoracie był jeden profesor. Należy podkreślić, że choć studium postawiono na pierwszym miejscu, nie miało to być zwykłe zdobywanie wiedzy. Pierwsze Konstytucje podkreślają bardzo stanowczo potrzebę otrzymania pewnej gratia praedicationis, którą rozumiano jako mandat do głoszenia. Nie można głosić Słowa Bożego, jeśli nie jest się posłanym! To posłannictwo rozumiano dwojako - jako wypływające z misji, zleconej przez Urząd Apostolski, i jako skutek kontemplacyjnego studiowania Prawdy. W ten sposób jeszcze na samym początku dziejów zakonnych uformowało się życie zakonne o charakterze kontemplacyjnym, ale nie według tradycji monastycznej, lecz zgodnie z kanonicką zasadą wiktorynów. Ten aspekt kontemplacyjny zachował się po dziś w studium teologii i posłudze liturgii. Nadaje to duchowości dominikańskiej charakter doktrynalny i apostolski. I tak z powodu studiowania świętych prawd, największy wkład, który dominikanie dali w dorobek Kościoła w ciągu wieków, dotyczy doktryny wiary, przepowiadanej z ambony, na uniwersytetach czy też poprzez dzieła pisarzy. W tym sensie słuszne jest stwierdzenie, że dominikanie są apostołami kontemplacyjnymi.


Męka Chrystusa była zawsze w Zakonie Dominikańskim przedmiotem szczególnego nabożeństwa. Przyczyniło się to wybitnie do upowszechnienia i popularności obecnej formy Drogi Krzyżowej (pierwsze wzmianki o Via dolorosa pochodzą od dominikanina Ricoldo z Monte Crucis z roku 1228, inni podają datę 1187). Zwyczaj wystawiania kapliczek z obrazami Męki Pańskiej w ogrodach klasztornych i gromadzenia się braci na modlitwie przy nich znany jest w Zakonie od XV wieku. To upodobanie do kontemplacji Męki Chrystusa znajduje swój szczególny wyraz w umiłowaniu Krzyża.

Bł. Fra Angelico najchętniej przedstawiał Dominika stojącego u stóp krzyża. Tajemnica odkupieńczej śmierci Zbawiciela była nieustannym źródłem kontemplacji dla założyciela zakonu dominikańskiego. Sam On pragnął dostąpienia męczeństwa i umartwiając się podczas nocnych czuwań, chciał "dopełniać w swoim ciele braki udręk Chrystusa, dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół". Tajemnica krzyża nieodłącznie wiąże się z duchowością dominikańską. Ona właśnie wyznacza drogę dojścia do kontemplacji. Cierpienie jawi się jako szczególny dar, dzięki któremu można zbliżyć się do Ukrzyżowanego.

Krzyż jest mostem przerzuconym przez samego Boga i drogą do pełni zjednoczenia się z Nim. Znajduje to swój zupełnie oryginalny wyraz w duchowości dominikańskiej. Początki Zakonu sięgają czasów, gdy obrazy odgrywały wielką rolę w kształtowaniu duchowości. Szczególny szacunek w trzynastowiecznej Europie doznawały obrazy ukazujące zdarzenia ewangeliczne, a nade wszystko te, na których ukazano poszczególne sceny Męki Pańskiej. Wszyscy bracia mieli w swoich celach namalowany obraz Dziewicy i Jej Ukrzyżowanego Syna, tak że mogli pracując czy modląc się ciągle na ten obraz patrzeć. Niewątpliwie te obrazy wpływały na kształtowanie się tej tak bardzo rozmiłowanej w krzyżu duchowości.

Kontemplacja krzyża na stałe wpisała się w duchowość dominikańską. I tak, powszechnie znana jest scena z życia Tomasza z Akwinu, który modląc się u stóp krzyża, usłyszał z ust Ukrzyżowanego owo bene scripsisti. Wielka tercjarka, św. Katarzyna ze Sieny niemalże wszystkie swoje listy (a jest ich około 300) rozpoczyna od słów "W imię Jezusa Ukrzyżowanego i słodkiej Maryi". Symbolika krzyża odgrywa niepoślednią rolę i w życiu innej tercjarki dominikańskiej - św. Róży z Limy, która potrafiła w swoim ukochanym ogrodzie wyhodować krzewy rosnące na kształt krzyża. Te zewnętrzne przejawy umiłowania tajemnicy Krzyża mają swoje zakorzenienie w kontemplacji tajemnic zbawczych.

Miłość, która jest podstawą wszelkiej kontemplacji, znajduje swój wyraz w ochoczym przyjmowaniu cierpienia, w dążeniu do oczyszczenia ze wszystkiego, co stoi na przeszkodzie w drodze do Boga. Kontemplacja Ukrzyżowanego owocuje w nieodpartym dążeniu do zbawiania dusz. Uzdalnia ona tych, którzy nie odmawiają pójścia tą drogą, do odnalezienia swego osobistego powołania i życia w pełni pokory ewangelicznej.

Kontemplacja krzyża jest drogą, "wejściem na Most", którym jest właśnie Chrystus Ukrzyżowany. Najpełniej można to zobaczyć u św. Katarzyny ze Sieny. Cała jej duchowość przepojona jest miłością do krzyża. Jest on dla niej sztandarem zwycięstwa, pomocą w każdym utrapieniu; Krew spływająca z niego jest jedyną siłą i niewysychającym źródłem męstwa. Szukanie Boga bez przejścia przez most Chrystusa Ukrzyżowanego jest dla Katarzyny tylko i wyłącznie szukaniem pociech duchowych. Przestrzega ona przed tym swoich uczniów, wskazując im, że ich powołanie zakonne jest z woli Założyciela nieodłącznie związane z kontemplacją krzyża: "Krzyż jest stołem, przy którym zasiada święte pragnienie, aby żywić się duszami dla chwały mojej. Dominik chciał, aby jego synowie przez całe życie zasiadali przy tym stole". Nikt tak dobitnie nie ujął i nie wyjaśnił, czym jest kontemplacja krzyża. To nie umiłowanie cierpień samych w sobie, nie beznamiętne studiowanie wydarzeń zbawczych, a w pełni miłosne trwanie w zachwycie przed tajemnicą zbawienia i odkupienia. Bóg przemawia do tego, który Go miłuje, z "katedry krzyża". Nic dziwnego więc, że motyw krzyża pojawia się często u pisarzy dominikańskich. Bł. Henryk Suzo nawołuje do czytania w "księdze Chrystusowego Ciała, przybitego do krzyża".


Choć nie ma takiej duchowości, która by nie podkreślała swojej czci ku Najświętszej Eucharystii, Zakon Dominikański w sposób szczególny włączył nabożeństwo do Chrystusa Eucharystycznego w swoją duchowość i tradycję. Wszystkie przekazy mówią o wielkiej czci, którą Dominik okazywał Najświętszemu Sakramentowi. Wiadomo, że gdy odprawiał Mszę św., zalewał się łzami i nieraz wpadał w ekstazę. Niewątpliwie jego synowie pielęgnowali tradycję oddawania specjalnej czci Eucharystii, skoro Urban IV mianował jednego z nich, kardynała Hugona (który zresztą dodał sobie do imienia "od Najświętszego Ciała") legatem papieskim do zatwierdzenia pierwszego święta ku czci Ciała Chrystusowego w diecezji Liege w Belgii. Jak wiadomo święto to otrzymało bullą papieską Transiturus własne teksty mszalne i brewiarzowe. Przez dłuższy czas uważano, że autorem tych tekstów jest św. Tomasz z Akwinu. Choć ostatnie badania podały w wątpliwość to przekonanie, są jednak pewne przesłanki, pozwalające upatrywać w Tomaszu autora lub redaktora tekstów.

Niewątpliwie jednak wyszły spod jego pióra słynne hymny ku czci Eucharystii, by wspomnieć choćby Przed tak wielkim Sakramentem czy O święta uczto, za co słusznie nazwano go "piewcą eucharystycznym". Nie tylko dzieła i życie Tomasza dają świadectwo o wielkim nabożeństwie do Najświętszego Sakramentu. Można przytoczyć niejeden przykład okazywania kultu i miłości Chrystusowi Eucharystycznemu. Powszechnie znany jest epizod z życia św. Jacka, opowiadający o uratowaniu Najświętszego Sakramentu przed Tatarami w czasie ich najazdu na Kijów. Ikonografia ukazuje go zawsze z monstrancją w jednym i figurą Matki Bożej z Dzieciątkiem w drugim ręku. Miłość ku Eucharystii przypieczętował krwią męczennik św. Jan z Gorkum. Najbardziej chyba jednak wymowne jest życie małej oblatki dominikańskiej - bł. Imeldy, która zmarła w zachwycie po przyjęciu pierwszej Komunii św.

To szczególne przywiązanie do Najświętszej Eucharystii znalazło wyraz w dążeniu do podzielenia się z innymi, zgodnie z dewizą zakonną, owocami kontemplacji. Chcąc przybliżyć wiernym radość obcowania z Najświętszym Sakramentem, dominikanie starali się o szerzenie różnych form oddawania Mu czci. Pierwsze bractwo Przenajświętszego Sakramentu założył w Rzymie jeszcze w 1538 r dominikanin Tomasz Stella. Bractwo to propagowało częstą adorację Eucharystii i przyczyniło się do upowszechnienia się zwyczaju towarzyszenia ze świecami kapłanowi, niosącemu Komunię choremu. Jeszcze do niedawna w wielu kościołach dominikańskich utrzymywał się zwyczaj obchodzenia w każdą trzecią niedzielę miesiąca specjalnego nabożeństwa ku czci Eucharystii, połączonego z adoracją i procesją eucharystyczną.


De Mariam nunquam satis. To zawołanie najlepiej pokazuje miejsce Maryi w duchowości dominikańskiej. Cześć Maryi nieustannie rozwija się w dziejach Zakonu. Znajduje to swój szczególny wyraz w liturgicznym życiu zakonników. Sam Dominik, jako pierwszy wśród założycieli zakonnych, wprowadził do formuły profesji imię Matki Najświętszej. Od tego czasu profesja w całym Zakonie składana jest na cześć Boga Wszechmogącego i Najświętszej Maryi Panny. Również zwyczaj śpiewania antyfony Salve Regina na zakończenie modlitwy wieczornej zawdzięczamy zakonom żebraczym. Szczególnym przykładem kultu Maryi jest wprowadzenie po zwycięstwie w Lepanto przez Piusa V, papieża-dominikanina - święta Matki Bożej Różańcowej.

Kult zawsze znajduje wyraz w ikonografii. Ufundowany przez wielkiego tercjarza, bł. Bartłomieja Longo, obraz Matki Bożej Pompejańskiej ukazuje Maryję z Dzieciątkiem i klęczących po Jej bokach Dominika i Katarzynę. Z ręki Maryi zwisa różaniec, który podaje Ona św. Dominikowi, z drugiej strony Dzieciątko podaje go św. Katarzynie. Ten obraz chyba najtrafniej ujmuje duchowość maryjną Zakonu Dominikańskiego. Nie można oczywiście stwierdzić, że tylko ta jedna duchowość w Kościele jest maryjna, przecież cały Kościół jest niejako maryjny, lecz duchowość dominikańska nacechowana jest w sposób szczególny zachwytem i miłością do Matki Ukrzyżowanego. Przekonanie, że sama Matka Boża powołała do istnienia Zakon, że Ona zawsze się nim opiekuje, odegrało szczególną rolę w kształtowaniu się duchowości.

Maryjność dominikańska jest przede wszystkim różańcowa. Znana jest legenda o przekazaniu różańca św. Dominikowi przez Matkę Bożą. Niezależnie jednak od legendy, niewątpliwie Dominik nie tylko przysłużył się do ułożenia modlitwy różańcowej, ale i był gorącym czcicielem Maryi. Jego synowie przyczynili się do rozpowszechnienia różańca po całej ówczesnej Europie, a tercjarka dominikańska - Francuzka, służebnica Boża Paulina Jaricot - zainicjowała wieczyste odmawianie różańca przez organizowanie i zakładanie grup, które przerodziły się w istniejący dziś Żywy Różaniec. To ogromne przywiązanie do modlitwy różańcowej jest wyrazem głębokiej świadomości powszechnego charakteru Maryi w dziele zbawienia i dążenia do zbliżenia każdego do Matki Zbawiciela.

Duchowość dominikańska dostrzega Maryję nie tylko jako Wszechpośredniczkę łask, ale i również i jako Przewodniczkę na drodze kontemplacji. Jest Ona "wzorem medytacyjnego zgłębiania słów Chrystusa". Ukierunkowanie duchowości na kontemplację i na przekazywanie owoców kontemplacji ma swoje źródło w pobożności maryjnej. Tak jak Maryja trwała zawsze z Chrystusem, tak i dominikanie winni trwać zawsze u stóp ołtarza i wsłuchiwać się w tajemnice Boże. Tak jak Maryja powinni wszystko wiernie chować w swoim sercu. Tylko w ten sposób będą mogli nauczać innych, jak mają czynić to, co On powie, przekazywać innym naukę Chrystusową, zgłębioną podczas czuwania z Maryją.

Maryjność dominikańska jest na wskroś chrystologiczna. Różaniec jest modlitwą prowadzącą do Chrystusa, jest kontemplacją życia, śmierci i zmartwychwstania Zbawiciela. Od samego początku swego istnienia Zakon pielęgnował doktrynalną czystość swojej mariologii. Znajduje to wyraz w uwypukleniu roli Maryi jako naszej Orędowniczki w wielu średniowiecznych przekazach dominikańskich. Choć niejeden z nich może wydawać się nam, w dwudziestym pierwszym wieku, nieco naiwnym, są one świadectwem chrystocentryzmu kultu Matki Bożej. Powtarzający się motyw Maryi, upadającej na twarz przed Synem, gdy ma przedstawić Mu jakąś prośbę, jak również i Dominika, czekającego na potwierdzenie rozkazu Maryi przez Chrystusa, jest dobitnym wyrazem nakierowania duchowości przez Matkę do Syna. Warto wspomnieć jeszcze i o duchowości maryjnej, szerzonej w Polsce przez św. Jacka. Ten pierwszy polski dominikanin ma niemały wkład w ugruntowaniu kultu Matki Bożej. Również i legendy, dotyczące jego życia, wykazują ten sam znamienny rys chrzystologiczny, o którym była mowa powyżej.

Ta chrystologiczna maryjność znajduje swój szczególny wyraz u św. Katarzyny Sieneńskiej. Podkreśla ona zawsze rolę Maryi jako Pośredniczki. Zacytujmy dla przykładu tylko jeden tekst ze słynnego Dialogu: "Był (Dominik) sam światłem, które dałem światu za pośrednictwem Maryi... Jej to dobroć moja poleciła tę troskę". Świadczy to niezbicie o ciągłym trwaniu świętej Katarzyny z Maryją pod krzyżem Chrystusowym. Dla Katarzyny Maryja nie jest celem samym w sobie, jest Hodegetrią.


Zapewne sam Założyciel nie nazwałby tego rysu duchowości mianem «katolickości». Ten termin został zapożyczony od sługi Bożego, o. Jacka Woronieckiego OP, który używa go często i nadaje mu treść zgodną z początkowym zamysłem Patriarchy zakonnego. Dominik był człowiekiem Kościoła, założył Zakon, który z zasady ma służyć Kościołowi i ma być posyłany przez Kościół tam, gdzie jest jakiekolwiek zagrożenie dla wiary. Historia Zakonu zna najróżniejsze sposoby stawania w obronie wiary. Nie ma potrzeby zatrzymywać się dłużej na konkretnych przykładach. Należy tylko podkreślić, że duchowość dominikańska nacechowana jest głębokim przeświadczeniem o konieczności gorliwej pracy w jedności z Namiestnikiem Chrystusowym. Sam Dominik wyrażał przekonanie, że bracia, pełni zazdrosnej miłości wiary, winni ewangelizować nie tylko okolice Tuluzy (gdzie pierwotnie koncentrowali się dominikanie), a całe chrześcijaństwo.

Miłość wiary nie może zaistnieć bez poznania prawd Bożych. Daje wyraz temu zawołanie zakonne Veritas. Służba prawdzie jest więc podstawowym zadaniem wszystkich członków Zakonu. Niewątpliwie zakłada to poznanie prawdy i przylgnięcie do niej na drodze kontemplacji. Sam Dominik życzył sobie, by bracia posiadali takie cele, w których można studiować. W ten sposób rozwinął się w Zakonie duch kontemplacji doktryny katolickiej. Nie ulega wątpliwości, że najwybitniejszym wyrazicielem i najlepszym realizatorem tego umiłowania prawdy i przekazania jej innym jest św. Tomasz z Akwinu. On właśnie przyczynił się do ugruntowania rysu katolickości w duchowości dominikańskiej. Ojciec Jacek Salij OP zwraca uwagę na wielką wrażliwość Tomasza na aktualne potrzeby Kościoła. Gorliwy obrońca wiary przed laickimi awerroistami, pragnął ciągle przekazania jej wszystkim, w sposób zrozumiały i jasny. Skoncentrował niejako w swoim życiu i swoich dziełach to, co kilka wieków później Jacek Woroniecki OP nazwie «katolickością»: pełne poddanie się Kościołowi i powszechne głoszenie doktryny.

Wielka mistyczka, święta Katarzyna ze Sieny, porównuje różne zakony z łodzią, który każdy założyciel uposaża w skarb świętych reguł. Gdy mówi o łodzi swego ojca Dominika, wskazuje, że uczynił on właściwym przedmiotem założonego przez siebie zakonu światło wiedzy, aby móc wytępić błędy i podjąć urząd Słowa. Należy tu wspomnieć również i o tym pełnym podporządkowaniu się owej "katolickości", które znalazło wyraz w staraniach Katarzyny o powrót papieża do Rzymu. Każdy z listów, które kierowała do Grzegorza XI, jest przepojony miłością do Kościoła i namiestnika Chrystusowego, jest wyrazem głębokiej troski o losy łodzi Piotrowej. Być może najmocniej ten rys katolickości zaznaczył w historii Zakonu święty inkwizytor, Piotr z Werony, który zasztyletowany przez heretyków zdążył w ostatniej chwili życia napisać krwią własną Credo in Deum.

Duchowość dominikańska zawiera w sobie nakaz ciągłego poszukiwania prawdy i zgłębiania doktryny katolickiej, trwania w miłosnym przylgnięciu do niej i głoszenia jej innym. Jest przeniknięta poczuciem odpowiedzialności za losy Kościoła i za czystość doktrynalną głoszonej nauki. Na tym zasadza się szkoła kontemplacji zakonnej. Nie wyklucza to, rzecz jasna, kontemplacji wlanej, która była udziałem wielu świętych. Oczywiste jest też, że Zakon Dominikański, jak każdy inny, posiada i ciągle poszukuje rozmaitych środków do uświęcenia własnych członków. Jednakże podstawowym jego zadaniem jest łączenie życia czynnego z kontemplacją, co tak pięknie wyraził Tomasz z Akwinu: "Jak czymś więcej jest oświecać niż tylko świecić, tak czymś większym jest podawanie innym tego, co się przekontemplowało, niż samemu tylko kontemplować".