MODLITWA JUBILEUSZOWA
na 800-lecie Zakonu


Boże, Ojcze miłosierdzia,
który powołałeś św. Dominika
na pełnego wiary
wędrownego kaznodzieję
i głosiciela łaski;
wylej na nas
Ducha Chrystusa Zmartwychwstałego,
abyśmy przygotowując się
do Jubileuszu Zakonu,
wiernie i z radością głosili
Ewangelię pokoju.

Przez Chrystusa, Pana naszego.
Amen.
Święty Jacek Odrowąż, patron Polskiej Prowincji naszego Zakonu († 1257)

Imię Jacek to spolszczona wersja łacińskiego imienia Hiacynt, będącego nazwą kwiatu albo drogiego kamienia.

Jacek Odrowąż urodził się pod koniec XII wieku w Kamieniu na Śląsku. Po uzyskaniu doktoratu z teologii i obojga praw, po studiach w Paryżu i w Bolonii, został w 1218 r. mianowany przez swego stryja, biskupa krakowskiego Iwona Odrowąża, kanonikiem katedry krakowskiej. Wraz ze stryjem udał się do Italii. Tam poznał św. Dominika i w 1220 r. przyjął habit z jego rąk wraz z bł. Czesławem i Niemcem Hermanem. Odtąd jego życie całkowicie przeniknięte zostało duchem modlitwy i umartwienia na wzór świętego Patriarchy. Jak on spędzał noce na modlitwie i trzykrotnie co noc biczował się do krwi. Jaśniał pokorą, wstrzemięźliwością i czystością. Oddany Maryi i oderwany od świata, otrzymał od Boga dar czynienia cudów i w całym swym życiu słynął tym darem; samych umarłych wskrzesił ponad pięćdziesiąt.
Wysłany przez Dominika na północ, założył pierwszy dominikański klasztor za Alpami - we Fryzaku. Pozostał tam Herman. Bł. Czesław udał się do Pragi, a św. Jacek powrócił do Krakowa. W 1222 roku założył tam przy kościele Świętej Trójcy pierwszy dominikański klasztor w Polsce i rozpoczął nadzwyczaj owocną i niezliczonymi cudami wsławioną działalność apostolską. Po założeniu klasztoru w Kijowie i po pięciu latach wędrówek misyjnych na Wschodzie, gdzie miał dotrzeć do Moskwy, wrócił do Krakowa, skąd wkrótce wyruszył do Prus. W owym czasie dominikanie osiedlili się w Gdańsku, w Kamieniu na Pomorzu, w Chełmie, Poznaniu, Elblągu, Sieradzu i Sandomierzu. Większość owych fundacji miała powstać dzięki działalności św. Jacka.


W roku 1238, po krótkim pobycie w Krakowie, udał się św. Jacek ponownie na Ruś. Kijów musieli zakonnicy opuścić z powodu wrogiego nastawienia duchowieństwa schizmatyckiego, pracowali jednak dalej na Rusi Czerwonej. Jeszcze raz odważył się św. Jacek zapuścić na Ukrainę - miał pracować przez trzy lata w samym Kijowie. Gdy wrócił do Krakowa, zastał tam zgliszcza po strasznym najeździe Mongołów. Podnosił na duchu, pocieszał, dodawał otuchy. Następnie znów jako niezmordowany misjonarz organizował początki Kościoła polskiego na ziemi Jadźwingów na pograniczu Litwy. Legenda widzi Go nawet w Skandynawii i w dalekiej Azji.
W połowie 1257 roku powrócił sterany do Krakowa. W wigilię Wniebowzięcia opadła go niemoc. Na kolanach, wysłuchawszy 15 sierpnia nad ranem Mszy św., z krucyfiksem i obrazem Matki Bożej w rękach, oddał Bogu ducha. Gorliwy zdobywca dusz, zwany jest "Apostołem Północy". Jest jednym z największych misjonarzy dominikańskich. Ponieważ tradycja mówi, że uchodząc z Kijowa przed Tatarami uniósł z płonącego kościoła monstrancję oraz ciężką figurę Najświętszej Panny, tak właśnie najczęściej przedstawiają go wizerunki. Jest patronem Śląska i całej Polskiej Prowincji Zakonu Kaznodziejskiego. Jego relikwie znajdują się w kościele oo. Dominikanów w Krakowie.


Z dzieła brata Seweryna z Lubomla, prezbitera, O życiu, cudach i kanonizacji świętego Jacka

Bóg błogosławiony wyznaczył liczbę, miarę i wagę wszystkiemu, co stworzył. Sobie zastrzegł liczbę miesięcy człowieka, jego życie i śmierć, w swojej ręce zostawił decyzję o początku i końcu ludzkiej natury. Nie inaczej było w przypadku męża Bożego, którego wspaniałe owoce dobrych czynów domagały się nagrody. Wiele się napracował święty Jacek dla zbawienia dusz, wiele napościł, a całe jego życie było jakby nieustanną pielgrzymką - nigdy bowiem nie dosiadł konia ani nie jeździł wozem, podobnie zresztą jak jego towarzysze - wielu też cudów dokonał. Wreszcie, porwany słodyczą boskiej kontemplacji, dniami i nocami w ustawicznych modlitwach błagał Boga i z całej duszy pragnął być rozwiązanym i pozostać z Chrystusem. Często ze łzami i łkaniem modlił się, aby Bóg wyprowadził go z więzienia tej śmierci do ojczyzny, zwłaszcza że ciało podlegające zniszczeniu obciąża duszę, a ziemskie zamieszkiwanie przytępia zmysł rozumienia rzeczy wyższych. Wiedział również, wraz z nauczycielem pogan - świętym Pawłem, że w członkach ciała znajduje się inne prawo, które sprzeciwia się prawu ducha: chce ono podbić ciało w niewolę grzechu i tylko Boża łaska może je pokonać. Dlatego sen uciekał od oczu męża Bożego. Wypełnione jękiem noce składał on nieustannie w ofierze Bogu i błagał, aby mógł w pokoju opuścić ten świat.
Usłyszał Bóg, Ojciec miłosierdzia, jego tęsknotę; On go bowiem od wieków przewidział dla siebie na wiernego sługę. Wyjawił mu kres jego życia i słodko pocieszył, że za kilka dni przyjmie go od razu do radowania się Nim wraz z wszystkimi aniołami.
Nazajutrz po uroczystości świętego Dominika, naszego ojca, zaczął błogosławiony Jacek nieco chorować i z dnia na dzień choroba coraz bardziej się wzmagała. W wigilię Wniebowzięcia Chwalebnej Dziewicy Maryi zwołał starszych braci konwentu krakowskiego, którego był założycielem, i zapowiedział im swoje odejście z ciała. Kiedy ci zaczęli bardzo płakać, ojciec dołączył słowo pełne pociechy: "Nie płaczcie nade mną, najdrożsi synowie, bo Pan mnie wzywa, abym jutro przeszedł do Ojca. Bo jak nie godzi się zadawać sobie śmierci, ale każdemu wyznacza ją Bóg, tak samo nie wypada, aby chrześcijanin, a zwłaszcza prawdziwy zakonnik, bał się śmierci, skoro przecież kiedyś umrzeć musi. Radujcie się raczej, bracia, i winszujcie mi, bo dla mnie żyć to Chrystus, a umrzeć to zysk. Pragnę już być rozwiązanym i złączyć się z Chrystusem. Uspokójcie się, bracia, bo po zrzuceniu ciężaru tego ciała będę wam pomagał nie mniej, niż to czyniłem w tym życiu nieszczęsnym, kiedy wraz z wami dźwigałem obraz tej śmierci".
Odchodząc z tego świata, nie sporządził błogosławiony Jacek żadnego testamentu, bo nie miał niczego, czym mógłby rozporządzić. "Pozostawiam wam - powiedział - zbawienne napomnienia ojca naszego Dominika, które słyszałem z ust ojca naszego. Zachowujcie je w całości: bądźcie łagodni, miłujcie się nawzajem, posiądźcie dobrowolne ubóstwo. To jest testament wiecznego dziedzictwa".
Po czym wobec modlących się braci i płaczącego ludu, w dzień Wniebowzięcia Chwalebnej Dziewicy Maryi, około godziny dziewiątej, dopełniwszy kanoniczne godziny służby Bożej, wypowiadając ze łzami słowa psalmu: "Tobie Panie, zaufałem" oraz "W ręce Twoje, Panie, powierzam ducha mego" - odszedł z tego świata do Chrystusa i oddał swą szczęśliwą duszę w ręce świętych aniołów, którzy mu się częstokroć objawiali, kiedy jeszcze przebywał w śmiertelnym ciele.
Żył lat siedemdziesiąt jeden, urodził się w roku 1186, do Zakonu wstąpił w roku 1220, umarł w roku 1257, wypełniwszy święte dni swego życia. Ciało jego, przeczyste świętością i dziewictwem, zostało pogrzebane uroczyście w konwencie Zakonu Kaznodziejskiego, pogrzeb zaś prowadził czcigodny biskup krakowski, Jan Prandota, jego krewny.