MODLITWA JUBILEUSZOWA
na 800-lecie Zakonu


Boże, Ojcze miłosierdzia,
który powołałeś św. Dominika
na pełnego wiary
wędrownego kaznodzieję
i głosiciela łaski;
wylej na nas
Ducha Chrystusa Zmartwychwstałego,
abyśmy przygotowując się
do Jubileuszu Zakonu,
wiernie i z radością głosili
Ewangelię pokoju.

Przez Chrystusa, Pana naszego.
Amen.
Św. Jan Macías († 1645)

Jan Macías urodził się w roku 1585 w Estramadurze (Hiszpania) w rodzinie katolickiej, gdzie nauczył się jeszcze w dzieciństwie czułego nabożeństwa do NMP. Miał zwyczaj trzykrotnego odmawiania różańca św. w ciągu dnia: za siebie, za grzeszników i za dusze czyśćcowe; zwyczajowi temu pozostał wierny przez całe życie. Ujrzawszy w pewnej wizji mieszkanie Ojczyzny niebieskiej, zapragnął udać się do Ameryki Południowej, by bardziej czuć się wygnańcem na ziemi.
Przybył do Peru, gdzie początkowo pracował na farmie przy hodowli bydła, następnie wstąpił do Zakonu Kaznodziejskiego i przywdział habit brata konwersa. Nosząc ów habit stał się opatrznością dla ubogich, a szczególną miłością otaczał ubogich nieśmiałych, sam udawał się szukać ich po ich mieszkaniach i wspierał ich z najczulszą i najdelikatniejszą troskliwością. Dał się poznać w klasztorze św. Marii Magdaleny, a także poza jego murami, jako pełen pokory i miłości. Przez 22 lata pełnił funkcję furtiana, oddając się licznym dziełom miłosierdzia. Podają, że żywił aż do 200 osób dziennie, usługując im na kolanach. Słynął również z niezwykłych umartwień. Podobnie jak św. Marcin de Porres, znosił krzywdy. Zmarł 16 września 1645 roku. Jego ciało spoczywa w Limie w bazylice Św. Różańca. Na obrazach pokazywany w habicie brata konwersa (biała suknia i czarny szkaplerz) w otoczeniu biednych. Papież Paweł VI zaliczył go do grona świętych 28 września 1975 r.


Z homilii papieża Pawła VI wygłoszonej podczas kanonizacji św. Jana Macíasa

Jan Macías jest wspaniałym i wymownym świadkiem ewangelicznego ubóstwa: jako mały sierota z otrzymywanej drobnej zapłaty pastuszka wspomaga biednych - "swoich braci", dzieląc ich wiarę; jako wygnaniec, gdy naśladując swego patrona, świętego Jana Chrzciciela, nie szuka jak inni bogactw, ale pragnie tylko tego, aby się spełniła wola Boża; jako służący w oberży i starszy pasterz hojnie rozdaje swą miłość ubogim, ucząc ich modlitwy; jako zakonnik wypełnia swoje śluby, najwyższy dowód miłości względem Boga i bliźniego: "dla siebie nie szuka niczego, jak tylko Boga". W celi furtiana łączy intensywne życie modlitwy i pokuty z niesieniem pomocy i dostarczaniem pożywienia dla mnóstwa biednych; sam odmawia sobie pokarmu, aby zaspokoić głód łaknących, w których wiara jego dostrzegała wyraźnie obecnego Jezusa Chrystusa. Zbierając to wszystko w kilku słowach: czyż samo życie tego "ojca ubogich, sierot i potrzebujących" nie dowodzi, jak owocne jest ewangeliczne ubóstwo, jeżeli ktoś żyje nim w całej pełni?
Gdy mówimy, że Jan Macías był ubogi, nie mamy na myśli tego ubóstwa, które jest szkodliwe jak nędza lub jak lenistwo, które w żaden sposób nie przyczynia się dla osiągnięcia słusznego dobrobytu, bo tego Bóg ani nie chce, ani nie błogosławi, ale myślimy o ubóstwie pełnym godności, które w pokorze zarabia na swój chleb doczesny jako na owoc własnej pracy.
Jak bowiem sumiennie i wydajnie przykładał się do swej pracy Jan Macías najpierw jako człowiek świecki, a potem jako zakonnik! Świadczą o tym otwarcie jego chlebodawcy i przełożeni. Ręce jego zawsze przygotowywały chleb dla siebie, dla swojej siostry, chleb dla rozlicznych uczynków miłosierdzia. Chleb ten był owocem pracy wydajnej ze względów społecznych i posiadającej zarazem siłę przykładu; pracy, która człowieka doskonali, odkupuje i upodabnia do Chrystusa, wszczepiając w duszę właściwą synom ufność, ufność pełną wiary, że Ojciec, który żywi ptaki w powietrzu i przyodziewa lilie polne, nie przestanie dawać swym dzieciom tego, co im do życia konieczne. "Szukajcie naprzód królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, a wszystko inne będzie wam dodane".
Zresztą ciężka praca, jakiej oddawał się Jan Macías, nie odrywała jego duszy od Chleba Niebieskiego. Już od dzieciństwa wprowadzony w tajniki Bożej obecności, pośród rozlicznych swych zajęć zawsze pozostawał duszą kontemplatywną.
Zażyłość z Bogiem nie tylko nie oddalała go od ludzi, lecz odnawiając w nim gorliwość i energię, jeszcze bardziej zbliżała do nich i do ich potrzeb z tą myślą, by im dopomóc i doprowadzić do życia godniejszego i wznioślejszego pod względem ludzkim i boskim.
Takie postępowanie było jedynie wypełnianiem nauki i poleceń Kościoła, który szanując ubogich i miłując ewangeliczne ubóstwo, nigdy nie opuszcza biednych w ich utrapieniach, lecz przychodzi im z pomocą i podnosi do wyższych celów życia, bardziej zgodnych z godnością ludzi i dzieci Bożych.
To wszystko przynajmniej częściowo stawia nam przed oczy niezwykła postać tego świętego męża, postać pociągająca dusze, postać na nasze czasy, wspaniały przykład dla nas i naszego społeczeństwa.
Jan Macías dwojakim przykładem swego życia potrafił podnosić godność ubóstwa, a mianowicie z ufnością starając się o chleb dla ubogich i ustawicznie szukając Chleba ubogich, to znaczy Chrystusa, który wszystkich umacnia i w ten sposób prowadzi do osiągnięcia nadprzyrodzonego celu. Jakże wspaniałe przesłanie dla nas i dla naszego świata, zarażonego grzechem materializmu, który tak często cierpi wskutek nieokiełznanej żądzy używania rzeczy i zaniedbywania obowiązków społecznych. Również skutecznym okazuje się przykład "wewnętrznej jedności", którą chrześcijanin powinien doskonalić w tym życiu doczesnym, przepajając je wiarą i miłością.