MODLITWA JUBILEUSZOWA
na 800-lecie Zakonu


Boże, Ojcze miłosierdzia,
który powołałeś św. Dominika
na pełnego wiary
wędrownego kaznodzieję
i głosiciela łaski;
wylej na nas
Ducha Chrystusa Zmartwychwstałego,
abyśmy przygotowując się
do Jubileuszu Zakonu,
wiernie i z radością głosili
Ewangelię pokoju.

Przez Chrystusa, Pana naszego.
Amen.
Święty Ludwik Bertrand († 1581)

Ludwik urodził się w Walencji (Hiszpania) 1 stycznia 1526 roku. Kiedy miał 16 lat, mimo sprzeciwu ojca opuścił dom i chciał się udać do Santiago de Compostela. Sprowadzony z powrotem do domu, kiedy zakazano mu wstąpienia do Zakonu Kaznodziejskiego, potajemnie udał się na kapitułę i słuchał pouczeń. Mimo dalszego sprzeciwu rodziców 26 sierpnia 1544 roku wstąpił do Zakonu i odtąd całym sercem starał się realizować ideał brata kaznodziei. Po śmierci swojego ojca widział straszne cierpienia, które ten cierpi w czyśćcu, i przerażającą surowość sprawiedliwości Bożej, co napełniało go powagą i smutkiem. Melancholik z usposobienia, przejmował się często wszystkim aż do łez.
W 26. roku życia został magistrem nowicjatu. Był surowy dla siebie i dla swych wychowanków, pojmując całe życie jako ekspiację za grzechy. Głosił wiele kazań i dzięki nim stał się sławny. Świętej Teresie z Avila, która zasięgała jego rady w sprawie odnowy życia zakonnego i założenia nowych klasztorów karmelitańskich ścisłej obserwancji, przepowiedział wspaniały rozwój jej dzieła.
W celu rozszerzania wiary, poprosił w 1562 roku, by wysłano go na misje do Ameryki, na tereny obecnej Kolumbii. Pracował tam przez siedem lat, nawrócił około 25 tysięcy Indian. Bronił ich przed uciskiem konkwistadorów, współpracując z Bartłomiejem de Las Casas. Mimo że Ludwik znał tylko ojczysty język, słuchacze rozumieli go, a on rozumiał wszystkich. Później apostołował na Wyspach Antylskich. Darzył ludzi opieką i przyjaźnią. Bóg dopomagał mu i wspierał jego przepowiadanie łaską cudów. Sam Bóg bronił go od niebezpieczeństw. Wypita trucizna nie zaszkodziła mu, a wymierzona w niego broń zamieniła się w krucyfiks.
Ciemnotę, przesądy i upór ludzki starał się okupić ciężkimi umartwieniami i cierpieniem. Powróciwszy do Hiszpanii, zasłynął jako wybitny kaznodzieja i był czynny w odnowieniu pierwotnego ducha w Zakonie. Kilkakrotnie był przeorem. Wychował cały zastęp nowych misjonarzy, kontynuatorów swego dzieła.
W przeczuciu śmierci, której dzień przepowiedział, ostatni rok życia spędził w jeszcze surowszym poście i umartwieniach. Zmarł w 1581 roku. Kanonizowany został 12 kwietnia 1671 r. przez papieża Klemensa X. Jego ciało zostało spalone podczas hiszpańskiej wojny domowej w 1936 roku. Jest patronem nowicjatów, magistrów formacji oraz misji dominikańskich. Jest również czczony jako patron Kolumbii.


Z listów świętego Ludwika Bertranda do ojca

Otrzymałem twój list i przeczytawszy go uważnie, znajduję tam dwie rzeczy. Pierwsza, że uwzględniając moje pragnienie życia zakonnego, wolałbyś mnie widzieć na służbie Bożej w Zakonie Kartuzów lub Hieronimitów. Drugą rzeczą jest obawa, jaką wyrażasz, że to zakonnicy tego domu wpłynęli na mój wybór i wywarli nacisk, abym został jednym z nich.
Co do pierwszej sprawy, mam nadzieję, że się nie obrazisz, jeśli oświadczę, iż nigdzie indziej nie byłbym szczęśliwy. Dalej, zarzucasz mi, że abstynencja od mięsa, posty i przepisana regułą praca są ciężarem zbyt wielkim jak na moją konstytucję fizyczną i że mój wybitny pociąg do życia kontemplacyjnego pasowałby o wiele lepiej do któregoś z wyżej wspomnianych zakonów aniżeli do tego Zakonu, gdzie bracia muszą tak wiele studiować i są poważani jedynie z racji swojej wiedzy, lecz ja, z całym szacunkiem, proszę cię, abyś przypomniał sobie słowa świętego Pawła, że "królestwo Boże nie polega na jedzeniu i piciu", a także naganę, jaką wymierza Apostoł tym, którzy robią bożka ze swego brzucha.
Co za tym idzie, ponieważ nie uważam, by królestwo Boże polegało na jedzeniu i piciu i ponieważ postanowiłem nie czynić boga ze swego brzucha, posty i umartwienia nie są w stanie mnie przestraszyć. Następnie, zakonnicy tego Zakonu głoszą słowo Boże i słuchają spowiedzi, a są to obowiązki, które do należytego ich wypełnienia wymagają dużej dozy życia kontemplacyjnego. Toteż Zakon udziela im wszelkich ułatwień dla ćwiczeń życia kontemplacyjnego, jak o tym z całą oczywistością może się przekonać każdy, ktokolwiek przestudiuje nałożone zakonnikom obowiązki i przepisy. Ani trochę zaś nie wzrusza mnie myśl, że ludzie nie będą mieli o mnie wysokiego mniemania; raczej pragnę tego, stosownie do zachęty, którą mi daje święty Paweł w tych słowach: "Mnie zaś najmniej zależy na tym, czy będę osądzony przez was, czy przez jakikolwiek trybunał ludzki".
Dlatego też, mój Ojcze, proszę cię, na miłość Boską, nie bądź zagniewany, lecz raczej wdzięczny za dzieło Ducha Świętego; bo to Jego dzieło, nie moje, i sprzeciwiać mu się znaczyłoby sprzeciwiać się samemu Duchowi Świętemu. Mam pewność, że na tej drodze życia zbawię swoją duszę i będę użyteczny tobie, mojej matce i braciom. Toteż wołam wraz z psalmistą: "Oto miejsce mojego spoczynku, tu pozostanę, bom wybrał je sobie".
Co do obawy, którą wyrażasz, że ojcowie dominikanie starali się przyciągnąć mnie do swego Zakonu, ufam, że uwierzysz w prawdziwość tego, co powiem: otóż oni sprzeciwiali się memu zamiarowi, a szczególnie magister nowicjuszy. Nie znaczy to, że mieliby mi osobiście coś do zarzucenia, ale podobnie jak ty wątpili, czy będę miał dość siły do zniesienia surowości ich życia. Sprzeciw ich upadł i zostali co do mego powołania przekonani, dopiero widząc mą wytrwałą natarczywość w proszeniu o habit. Orzekli wówczas, że gdyby odrzucili moją prośbę, sprzeciwiliby się Duchowi Świętemu.
Aby mieć jeszcze wyraźniejszy dowód, dobrze będzie, gdy się dowiesz o pewnych przywilejach zazwyczaj odmawianych nowicjuszom, które mnie zostały udzielone. Dostałem, na przykład, pozwolenie, by napisać do ciebie, odbierać twoje listy, rozmawiać z osobą, którą do mnie przysłałeś.
Teraz więc, gdy wykazałem ci jasno, że nie działałem z namowy kogoś drugiego, lecz zupełnie dobrowolnie i w doskonałej zgodzie z mymi pragnieniami, słuszniej będzie, bym już nie korzystał więcej z tych swobód. Odtąd podporządkuję się ogólnym przepisom nowicjackim: mówiłem już o tym ojcu magistrowi, lecz on mi odpowiedział, że gdybyś wyraził pragnienie mnie odwiedzić, radziłby mi zastosować się do tego.
Mogę jeszcze dodać, że magister nowicjuszy traktuje mnie z takim okrucieństwem, iż ze względu na moje słabe zdrowie dał mi najlepszą celę w nowicjacie; że mi nakazał, wbrew mojej woli, jeść wieczerzę trzy razy w tygodniu; że w tym chłodnym czasie ogołocił z przykrycia swe łóżko, by nim okryć moje. Tak że to okrucieństwo ma dla siebie samego, a dobroć dla mnie: sam się wyzbywa, aby mnie obdarować.
Mam nadzieję, że te wszystkie racje pocieszą cię, mój drogi Ojcze; że będziesz przekonany, iż dusza moja zażywa niezmiernej pociechy i że pod względem zdrowia jestem silniejszy niż kiedykolwiek. Miej się więc na baczności, drogi Ojcze, aby nie można było zastosować do ciebie tych słów króla Dawida: "Tam drżeli ze strachu, gdzie bać się nie ma czego".
Niech łaska Ducha Świętego was strzeże: ciebie, matkę i całą rodzinę. Jest to modlitwa, którą zanoszę do Boga w dzień i w nocy.
Z konwentu Braci Kaznodziejów, 6 października 1544 roku