MODLITWA JUBILEUSZOWA
na 800-lecie Zakonu


Boże, Ojcze miłosierdzia,
który powołałeś św. Dominika
na pełnego wiary
wędrownego kaznodzieję
i głosiciela łaski;
wylej na nas
Ducha Chrystusa Zmartwychwstałego,
abyśmy przygotowując się
do Jubileuszu Zakonu,
wiernie i z radością głosili
Ewangelię pokoju.

Przez Chrystusa, Pana naszego.
Amen.
Najświętsze Imię Jezus

Już u samego początku istnienia naszego Zakonu wspomina się wielu braci, którzy żywili szczególne nabożeństwo do "najsłodszego imienia Jezus". Sobór w Lyonie w 1274 roku zwrócił uwagę na coraz bardziej szerzący się zwyczaj bluźnienia i przeklinania, zalecił zatem wiernym otoczenie szczególnym kultem Imienia Jezus. Chcąc wprowadzić w życie decyzje soborowe, papież Grzegorz X polecił bł. Janowi z Vercelli, ówczesnemu generałowi Zakonu Kaznodziejskiego, by bracia kaznodzieje swoim słowem nauczali wiernych czci i miłości do Najświętszego Imienia Jezus. Od tego czasu w kościołach dominikańskich rozpowszechnił się zwyczaj śpiewania w każdej drugiej niedzieli miesiąca Litanii do Imienia Jezus. Z tego okresu również pochodzi pozdrowienie "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus", wprowadzone przez bł. Jana z Vercelli. W tych czasach świeccy Zakonu powzięli zwyczaj, gdy usłyszą bluźnierstwo, mówić akt zadośćuczynienia: "Niech Imię Pańskie będzie błogosławione".
Działalność dominikanów, wsparta nowymi formami pobożności ze strony franciszkanów, osiągnęła swój szczyt w XIV wieku dzięki pracy i pismom słynnych kaznodziejów, zwłaszcza bł. Henryka Suzona (+ 1366). Ta pobożna praktyka rozwinęła się szczególnie za sprawą kaznodziejstwa św. Bernardyna ze Sieny (+ 1444). On właśnie wprowadził zwyczaj umieszczania na prywatnych domach, kaplicach i kościołach monogramu Imienia Jezusa - symbolu IHS. Zaczęły także powstawać liczne Bractwa Najświętszego Imienia Jezus, do czego w wielkim stopniu przyczynili się dominikanie na specjalne życzenie papieży, począwszy od Piusa IV.
Wielu świętych Zakonu było wielkimi czcicielami tego Imienia, by wspomnieć chociażby św. Katarzynę, głosicielkę chwały Imienia Jezus, czy bł. Henryka Suzona, który wyrył na swej piersi imię Jezus. Jako nagrodę za tę gorliwość Kościół dał Zakonowi wyłączne prawo erygowania kościołów należących do Konfraterni Najświętszego Imienia Jezus. W Polsce takie kościoły istniały i rozwijały się przed kasatą zakonów przez władze carskie. Zanikły dopiero w okresie stalinowskim. Jeszcze do dziś w okolicach Janowa Lubelskiego można zobaczyć istniejące kaplice, należące wcześniej do tej Konfraterni. Niestety, w Polsce po okresie stalinowskim nie wznowiono działalności konfraterni.
Własne teksty liturgiczne na to wspomneinie powstały już w XIV wieku, w wiekach następnych zostały one rozpowszechnione w liturgii: w 1530 roku mają je franciszkanie, a pod koniec XVII wieku dominikanie. W 1721 roku w kalendarzu rzymskim dla całego Kościoła istniał już obchód Obrzezania Pańskiego (l stycznia), w czasie którego wspominano również nadanie Najświętszego Imienia Jezus. Obecnie, po reformie kalendarza, wspomnienie to obchodzi się w dniu 3 stycznia.


Z listu bł. Henryka Suzona, prezbitera, O czci boskiego imienia Jezus

Wszechmogący i wieczny Bóg prosi czystą duszę, aby położyła Go jak pieczęć na swoim sercu. Zatem każdy, kto szczerze kocha Boga, powinien zawsze trzymać na ustach duszy pewne pobożne obrazy lub myśli, które poruszają i rozpalają jego serce miłością do Boga.
Największa bowiem doskonałość w tym życiu polega na częstym pamiętaniu o Bogu, na częstym wzdychaniu naszego serca do Niego, na częstym mówieniu o Nim, na zapamiętywaniu Jego słów, na działaniu i pozostawianiu wszystkiego ze względu na Niego, na patrzeniu tylko na Niego i postępowaniu zgodnie z Jego zamysłem. Niech nasze oczy miłośnie się w Niego wpatrują, nasze uszy niech słuchają Jego napomnień, a serce, zmysły i dusza niech Go otaczają miłością. Kiedy Go obrazimy, zjednajmy Go modlitwami. Gdy On nas doświadcza, znośmy to ze spokojem, kiedy się ukrywa, szukajmy Go i nie poprzestańmy, dopóki Go nie znajdziemy, a znalezionego godnie się trzymajmy.
Kiedy idziemy lub stoimy, pijemy lub spożywamy pokarm, zawsze w naszych sercach powinien być wyciśnięty ten najdroższy klejnot imienia Jezus. A gdy nie możemy uczynić niczego innego, niech przynajmniej nasze serca wzrokiem przylgną do Niego.
Zawsze na ustach nośmy Jego najsłodsze imię, a w czasie czuwań rzeczywiście tak bardzo o Nim pamiętajmy, abyśmy śpiąc, o Nim śnili i mogli powiedzieć razem z prorokiem: "Wieczny Boże, najsłodsza Mądrości, jak dobry jesteś dla duszy, która Cię szuka i Ciebie jedynie pragnie". To jest bez wątpienia najlepsze ćwiczenie ze wszystkich. Rzeczywiście nieustanna modlitwa jest jakby koroną wszystkich ćwiczeń: do niej, jak do celu, wszystkie inne zmierzają. Cóż innego, pytam, czynią w niebie, jak nie kontemplują Boga, kochają Go i wychwalają?
Im bardziej więc z miłością przylgną nasze serca do Pana naszego, im częściej także będziemy kontemplować i obejmować ramionami serc ową Wieczną Mądrość, tym łaskawiej Ona uściska nas w tym i w przyszłym życiu.