MODLITWA JUBILEUSZOWA
na 800-lecie Zakonu


Boże, Ojcze miłosierdzia,
który powołałeś św. Dominika
na pełnego wiary
wędrownego kaznodzieję
i głosiciela łaski;
wylej na nas
Ducha Chrystusa Zmartwychwstałego,
abyśmy przygotowując się
do Jubileuszu Zakonu,
wiernie i z radością głosili
Ewangelię pokoju.

Przez Chrystusa, Pana naszego.
Amen.
Wspomnienie wszystkich zmarłych Zakonu Dominikańskiego


Nasz Zakon jako cząstka ludu ochrzczonego, zdążająca do Boga przez spełnienie powierzonej mu misji apostolskiej, po wczorajszym święcie braci i sióstr, którzy wspólnie radują się w niebie pełnią chwały Chrystusa, modli się dzisiaj za tych, którzy w tym życiu poprzedzili nas ze znakiem wiary, a obecnie "poddają się oczyszczeniu".


Z akt kanonizacyjnych św. Ojca Dominika

Około połowy lipca roku 1221 - jak sobie świadek przypomina - błogosławiony Dominik powrócił był z kurii wielmożnego Pana Hugona, podówczas biskupa Ostii i legata Stolicy Apostolskiej, a obecnie Najwyższego Pasterza, która znajdowała się w Wenecji. Wrócił zaś brat Dominik bardzo strudzony, ponieważ panowały nieznośne upały. Pomimo jednak ogromnego zmęczenia spędził większą część nocy na rozmowach o sprawach Zakonu ze świadkiem, który właśnie został świeżo wybrany przeorem, oraz z bratem Rudolfem. Ten ostatni, ponieważ chciało mu się spać, poprosił brata Dominika, by też poszedł odpocząć i nie wstawał w nocy na Jutrznię, lecz on do tych próśb się nie przychylił, ale poszedł do kościoła i spędził tam noc na modlitwie. Brał udział także w Jutrzni, o czym świadek dowiedział się od braci i od samego także brata Dominika. Również bracia mu powiedzieli, że po Jutrzni błogosławionego Dominika bolała głowa: wyraźnie od tej chwili począł cierpieć na tę chorobę, która miała go zaprowadzić do Pana.
Gdy musiał leżeć w tej chorobie, nie chciał leżeć na łóżku, lecz na worku z wełną, i kazał zawołać do siebie nowicjuszy i pocieszał ich, i zachęcał do dobrego w słowach niezmiernie słodkich i gorących. Znosił tę chorobę tak samo cierpliwie jak wszystkie inne i zawsze wydawał się wesoły i radosny.
Ponieważ choroba postępowała, postarano się o przeniesienie go do kościoła Matki Bożej na Górze, gdyż miejsce to jest zdrowsze. Sądząc, że już umiera, brat Dominik wezwał do siebie świadka - to jest przeora - oraz braci. Poszło tam około dwudziestu braci razem z przeorem. Gdy stali wokół niego, on tak leżąc, zaczął do nich przemawiać i powiedział kazanie bardzo piękne i wzruszające. Świadek nigdy z ust jego nie słyszał niczego równie budującego. Jak sobie przypomina, wówczas właśnie udzielono choremu ostatniego namaszczenia.
W tym czasie świadek usłyszał od kogoś, jakoby mnich opiekujący się kościółkiem Matki Bożej na Górze powiedział, że gdyby błogosławiony Dominik tam umarł, nie pozwoli go zabrać, lecz każe pogrzebać ciało w tymże kościele. Świadek doniósł o tych pogłoskach bratu błogosławionemu Dominikowi, a brat błogosławiony Dominik powiedział: "Niech Bóg zachowa, abym miał być pochowany gdzie indziej, jak pod stopami mych braci! Wynieście mnie stąd, abym umarł na drodze i abyście mogli mnie pogrzebać w naszym kościele". Wzięli go wówczas i zanieśli z powrotem do Bolonii, do kościoła świętego Mikołaja, bojąc się, by im nie umarł w drodze.
Gdy już tam przybyli, po jakiejś godzinie brat Dominik przywołał świadka i powiedział do niego: "Przygotujcie się". A gdy przeor i bracia przygotowali się do uroczystego polecenia jego duszy Bogu i zgromadzili się koło niego, powiedział: "Jeszcze poczekajcie". W tym czasie przeor rzekł do niego: "Ojcze, ty wiesz, w jakim opuszczeniu i smutku nas zostawiasz. Pamiętaj o nas i módl się za nami do Pana". A brat błogosławiony Dominik podniósłszy ręce do nieba, powiedział: "Ojcze Święty, Ty wiesz, że ochotnie pełniłem wolę Twoją, a tych, których mi dałeś, strzegłem i zachowałem. Teraz Tobie ich polecam, Ty ich zachowaj i strzeż". I powiedział świadek, co słyszał od braci, że gdy prosili błogosławionego o modlitwy za siebie, tak im odpowiedział: "Ja pożyteczniejszy będę dla was i owocniej wam pomogę po śmierci niż za mojego życia".
A po chwili rzekł tenże brat błogosławiony Dominik do przeora i braci: "Zaczynajcie". Rozpoczęli wówczas oficjum uroczystego oddania duszy Bogu. Świadek sądzi, że brat błogosławiony Dominik mówił oficjum razem z nimi, ponieważ poruszał wargami. I w tym czasie, gdy odmawiano oficjum, skończył życie. Bracia byli przekonani, że oddał ducha w chwili, gdy wymawiali słowa: "Wspomóżcie go, święci Boży, pośpieszcie Aniołowie Pańscy, przyjmijcie jego duszę i zanieście ją przed oblicze Najwyższego".