Strona główna

Czy miejscem dla stroju duchownego pozostaje już tylko muzeum?

     Kilka lat temu, siostry zakonne ze zgromadzenia: Slaves of the Immaculate Heart of Mary (Niewolnice Niepokalanego Serca Maryi) z konwentu świętej Elżbiety w miejscowości Still River w stanie Massachusetts, pojechały na pielgrzymkę do kilku miejsc świętych we Włoszech. Przybywając do grobu świętego Piotra, miały okazję do spotkania się z urzędnikami Watykanu. W miejscu najmniej spodziewanym – w Watykanie, zostały zrugane za swój wygląd – ubrane były bowiem w swoje habity i welony. Tymi niezadowolonymi z ich stroju byli katoliccy księża, oddelegowani ze Stanów Zjednoczonych AP do pracy w Watykanie. Inni duchowni, pochodzenia nie amerykańskiego okazali zdziwienie, że siostry – Amerykanki hołdują tak pięknej tradycji.
     Te smutne wspomnienia powróciły do mnie w związku z artykułem Donis Tracy: Habit-forming collection on display at Arch Street Shrine (Ekspozycja habitów w świątyni przy ulicy Arch), zamieszczonym w nr 44 (Nov. 15, 2002) katolickiego tygodnika The Pilot, wydawanego w Bostonie. D. Tracy opisuje historię tej kolekcji i jej cele.
     Kilka słów o miejscu samej wystawy. Jest nim kościół i klasztor Ojców Franciszkanów (Bracia Brązowi) pod wezwaniem św. Antoniego, znajdujący się w samym centrum Bostonu i cieszący się dużą popularnością wśród mieszkańców tego miasta.
     Autorem pomysłu i wystawy jest brat John Jaskowiak OFM, który już od ponad dwudziestu lat szyje miniaturowe habity z różnych zgromadzeń żeńskich i przybiera w nie lalki. Dawał je później w prezencie innym braciom zakonnym jak i przyjaciołom świeckim. “W końcu ktoś zasugerował, że powinienem pozostawiać na boku niektóre z nich, gdyż wkrótce nie będę ich więcej widział”, powiedział do dziennikarza brat John. Miał na myśli kompletny zanik tych strojów w środowisku osób konsekrowanych. Widok siostry zakonnej, księdza czy też zakonnika w stroju duchownym jest dzisiaj czymś niemal niespotykanym na ulicach miast amerykańskich. Osoby duchowne rozpływają się w tłumie. Nie ma się więc czemu dziwić, że „tłum” przestał widzieć Kościół jako instytucję w ogóle. Niewątpliwie to anonimowe życie amerykańskich duchownych ma swój negatywny wpływ na zachowanie celibatu i na moralność w tym środowisku w ogóle. Widok wymalowanych sióstr zakonnych, z kolczykami w uszach wzbudza raczej przykre refleksje. Zdjęcie sutann, habitów i koloratek przez osoby duchowne powiększa tylko erozję w amerykańskim Kościele Katolickim. Sobór Watykański Drugi mówił raczej o skróceniu habitów, a nie o ich całkowitym zdjęciu. Skąd więc te zmiany? Czy już mamy same Siostry Skrytki, czy też wstydzimy się swoje obecnie swojego powołania i wynikających z niego zobowiązań? Jak więc wymagać później od świeckich, aby zdejmowali czapkę lub czynili znak krzyża kiedy przechodzą przed kościołem? Skutki tego galopującego liberalizmu są aż nadto widoczne i bolesne w postaci skandali typu pedofilia, homoseksualizm, brak szacunku dla Najświętszego Sakramentu, etc.
     Brat John Jaskowiak zebrał w swojej kolekcji dziewięćdziesiąt pięć lalek, ubranych w habity. „Reakcja na wystawę lalek była dość dobra”, powiedział brat John. „Wydaje mi się, że ma to związek z nostalgią, ale wielu ludzi zatrzymało się i powiedziało do osób opiekujących się ekspozycją - hej, to są te siostry które mnie uczyły”, dodał.
     Obecną wystawę zorganizował dla uczczenia sióstr, które poświęciły swoje życie dla służby Kościołowi. Przy okazji wystawy, drugiego i trzeciego listopada zbierano pieniądze dla wsparcia sióstr emerytek.
     
     Roman Górski OPs, Boston, USA