Strona główna

     Publikujemy poniżej prawie bez skrótów tłumaczenie tekstu, poświęconego początkom Świeckiego Zakonu św. Dominika, znajdującego się w Historii Generałów Zakonu ojca R. P. Mortiera OP
     Munio de Zamora – siódmy Generał Zakonu Kaznodziejskiego jest pierwszym prawodawcą Trzeciego Zakonu. On w 1285 roku dał pierwszą Regułę świeckim, na której do dziś dnia opiera się specyfika Trzeciego Zakonu.
     W tekście zachowano wszystkie użyte przez Autora nazwy. Ponieważ na początku dziejów Zakonu nie używano nazwy Zakon Dominikański, tylko Zakon Kaznodziei, zachowano oryginalne nazewnictwo. Tę samą zasadę utrzymano wszędzie.
     Publikowany przez nas tekst jest częścią większej całości i w niektórych miejscach treść odnosi się do poprzednich rozdziałów, dokonano więc niezbędnych skrótów lub dodano w nawiasach uzupełnienia, by tekst mógł być łatwiej rozumiany przez każdego, nie koniecznie dobrze zorientowanego w szczegółowej historii Zakonu Kaznodziejskiego.
     Źródło:
     R. P. Mortier OP, Histoire des Maitres Généraux, t. II, s. 220 – 250, Paris, 1905
     Tłumaczenie Maria K. Kominek OPs
     
     Trzeci Zakon św. Dominika
     Munio de Zamora chciał nie tylko uregulować sprawy związane z przywilejami zakonu i odejściem zakonników, chciał uregulować sprawy zakonne całościowo. Oto dlaczego stanęło przed nim wezwanie uregulowania spraw świeckich, którzy pełni gorliwości zbliżali się coraz bardziej do Zakonu Kaznodziei. Zwano ich wtedy Zakonem braci i sióstr od Pokuty św. Dominika. Nie ma żadnych wątpliwości, co do tego, że istnieli oni przed wyborem Munia na generała. W 1285 roku, w roku swego wyboru, Munio zredagował i zaproponował Braciom i Siostrom Regułę Zakonu św. Dominika od Pokuty. Początek Reguły wyjaśnia wystarczająco jasno, że ten Zakon istniał już od dawna. Munio nie fundował i nie ustanawiał, tylko regulował sytuację, który istniała od dawna. „... by ten Zakon rozwijał się dalej i na wieki w dobru...” Zakon istniał, to co Munio chciał dla niego, to jego nieustanny i większy rozwój i jego doskonałość, a Reguła miała dać solidne podstawy organizacyjne ku temu. Oczywiste jest też, że istniały już i Munio wiedział o tym dobrze, jakieś ramy prawne, dobrze sprecyzowane, jeśli Munio braciom i siostrom od Pokuty nadaje jurydyczny tytuł „zakon”. Przecież istniały specjalne prawa zarządzania, nadawane podobnym organizacjom tylko przez Stolicę Apostolską, dla której nadawanie tych praw było zastrzeżone. Jeśli Generał Munio nie wahał się użyć nazwy „Zakon” oznacza to bez wątpliwości, że ta nazwa od dawna była uświęcona przez Stolicę Apostolską i była w użyciu pomiędzy Pokutnikami.
     Jednak należy zadać pytanie – jaki jest początek Braci i Sióstr św. Dominika od Pokuty?
     Teren, na który wchodzimy jest dość śliski.
     Zakon od Pokuty nie był w XIII wieku „specjalnością” tylko kaznodziei, coś, co należało tylko do nich lub postało tylko dzięki nim.
     Społeczeństwo XIII wieku, głęboko chrześcijańskie, posiadało pewną cechę niespotykaną później. Ten specyficzny rys to pobożność świeckich. Obok hierarchii kościelnej, często też przeciwko niej, lub co najmniej poza nią, rozwijała się gorliwa pobożność, która szybko owocowała związkami duchowymi między wiernymi. Łączyły te same idee, te same pobożne praktyki, wspólnota tworzyła się sama z siebie, złączona wspólnym celem.
     Powodów takiego rozwoju pobożności świeckich jest kilka i nie są one wcale chwalebne dla kleru świeckiego. Jeśli świeccy się zwracali do oficjalnego Kościoła, to okazywało się, że wielu oficjeli, a szczególnie ci na wyższych stanowiskach, zatraciło gorliwość konieczną do sprawowania urzędu. Zamiast być przykładem wstrzemięźliwości, bezinteresowności i pokory, afiszowali oni rodzaj znudzenia, upadku obyczajów i zainteresowania beneficjami i wygodami. I zwykli świeccy, oburzeni i zgorszeni, na próżno szukali w ministrach Ewangelii ludzi ewangelicznych. Kult oficjalny był bez zmian, pełen okazałości, w katedrach śpiewano Credo apostolskie, lecz życie chrześcijańskie było w ruinie. Okazywało się, że prawdziwi uczniowie Ewangelii byli właśnie ci mali, nieuczeni, lecz pełni wiary, skuleni u nóg doktorów. Często zatem wierni byli bardziej wartościowi od swoich księży.
     W ten sposób wytworzyła się sytuacja, w której wierni szukali drogi do doskonałości. Wszystkie herezje trzynastego wieku mają w tym swoje korzenie. Wspomnieć tylko o waldensach, biednych katolikach, braci humiliatów, biednych z Lombardii. (ekskomunikowani w 1184 roku)
     W 1201 dość duża grupa humiliatów (Humiliaci – nazwa wywodzie się od humiliatus, co oznacza upokorzony, pokorny – prz. tłum.) powróciła na łono Kościoła. Otrzymali oni od Innocentego III prawo głoszenia ludowi kazań na temat obyczajów i dobrych uczynków, wykluczono jednak z tematów artykuły wiary i sakramenty. Na te tematy zakazano im mówić.
     Kościół Rzymski, który patrzył na nich przychylnie nastawał, by przekształcili się oni w zakon. Dawałoby to pewne gwarancje Kościołowi. Część z nich mogła wejść do hierarchii kościelnej, przez to otrzymać lepsze wykształcenie i to by pozwoliło członkom pełnić misje kanoniczną. I tak po raz pierwszy Stolica Apostolska zastosowała do humiliatów tę taktykę, która miała tak dobrze owocować na przyszłość. W ten sposób świecka wspólnota nie została ani zniszczona, ani pochłonięta przez elementy hierarchiczne. Papież wybrał drogę podziału. Utworzył on Humiliatów regularnych, żyjących w klasztorach i mających nadaną Regułę i tych, którzy pozostawali poza klasztorem, lecz byli zależni od kleru. Tak powstała pierwsza fraternia świecka, Trzeci Zakon, jak wtedy powiedziano po raz pierwszy. (Należy zaznaczyć, że templariusze posiadali podobną instytucję – „przyłączeni” – conjugatis fratres, którzy uczestniczyli we wszystkich dobrach zakonnych – 1128 r.)
     W bulli zatwierdzającej ten zakon widać bez wątpliwości, że to nie regularny zakon dał początek świeckiemu, lecz odwrotnie – świecki dał początek regularnemu.
     To, co biedni z Lyonu i humiliaci nie mogli osiągnąć, w pełni zrealizował św. Franciszek z Asyżu. Jego życie przypada na ten okres, gdy Trzeci zakon oddziela się od humiliatów. Sam Franciszek dążył do wcielenia pokuty w życie codzienne. Ubrany w zgrzebną tunikę, przywiązaną sznurem, boso przemierzał ulice Asyżu i choć świecki – kazał. Przy nim szybko zebrali się inni, którzy pragnęli żyć podobnie jak on. Wędrowali i głosili, lecz w ich głoszeniu nie było żadnego nieposłuszeństwa Kościołowi. Mało tego, Biedaczyna Chrystusa najpierw swojemu biskupowi przedstawił plan życia pokutniczego. W swoich mowach św. Franciszek zawsze nawoływał do uszanowania księży. W swej działalności był on poza hierarchią, ale nie przeciwko niej.
     Wspólnota, którą św. Franciszek założył w 1207 roku była wielką fraternią pokutników, do której wchodzili mężczyźni i kobiety, księża i świeccy, bez różnicy stanu czy położenia. Jeszcze nie chodziło o zakon w sensie ścisłym. Właśnie pod nazwą Ludzie od Pokuty, wraz ze swoimi dwunastoma towarzyszami przedstawił się Franciszek Innocentemu III, by prosić go o potwierdzenie wybranego sposobu życia. Oni nie prosili Papieża o zatwierdzenie nowego zakonu, prosili tylko o prawo życia pokutniczego i o zgodę na głoszenie tego sposobu życia i pokuty. Innocenty III, tknięty niewątpliwie świętością Franciszka zgody udzielił, lecz z zastrzeżeniem, że głoszenie może dotyczyć tylko tematu pokuty. Humiliaci już mieli te same prawa.
     Innocenty III okazał wielkie zaufanie do Franciszka i jemu powierzył wybierać i kierować tych, co mogli głosić publicznie. Próbował jednak przyłączyć ich oficjalnie do hierarchii kościelnej. Zaproponował Franciszkowi tonsurę, lecz Franciszek odmówił. Wielu wiernych obojga płci, małżonkowie lub stanu wolnego, angażowali się w ruch św. Franciszka. W 1212 roku św. Klara podjęła życie pokutnicze, wraz z towarzyszkami, zwanymi wtedy „Biedne Damy”, dając tym w późniejszym czasie początek Zakonu Klarysek.
     Na początku i przez długie lata 1207 – 1220 dzieło Franciszka było tylko i wyłącznie dziełem pokutniczym. O tym mówi i pierwotna Reguła – krótka i bardzo jasna. Ci, którzy przyłączali się do św. Franciszka stawali się członkami Fraterni (wspólnoty) i przynależność do wspólnoty w żadnym przypadku nie przypominała łączenie się do wspólnego życia w konwencie. Zupełnie na odwrót – bracia pozostawali mniej lub bardziej rozproszeni w świecie, każdy, jak przewidywała Reguła, miał pozostawać na swoim miejscu, żyć i pracować w swoim zawodzie. Życie brata Aegidiusa, trzeciego towarzysza Franciszka, ukazuje dokładnie ten model życia pokutniczego. I tak, pierwotna Reguła nie tylko była przeznaczona dla ludzi, żyjących w świecie, więcej, ona przewidywała, że ci, którzy będą ją spełniać, pozostaną w swej kondycji społecznej.
     Ten fakt może wytłumaczyć nadzwyczajne rozpowszechnienie się zakonu Franciszkowego. Móc pokutować u siebie, bez opuszczania swojej pracy, rodziny, z jedynym zobowiązaniem spełniania pewnych wspólnych praktyk religijnych i noszenia ubrania, które było zewnętrznym znakiem jedności, to powodowało, że wielu, bardzo wielu, przyłączało się do Franciszka i jego towarzyszy. Spotykali się oni raz do roku u Matki Bożej w Porcjunkuli, Opiekunki braci. Tam Franciszek przemawiał i starał się umocnić trochę rozluźnione więzi, które łączyły jego Rodzinę. I to było wszystko, każdy z nich powracał do swego domu, zanosząc w swoim sercu słowa człowieka Bożego, które pielęgnował tak jak Regułę życia.
     Tak dalej nie mogło być. Było to bardzo niebezpieczne, zostawić bez żadnej kontroli świeckich, którzy byli częściowo zakonnikami i mogli głosić na temat moralności bez odpowiedniego przygotowania. Od nawoływania do naprawy obyczajów do dogmatyki droga jest krótka. Taką drogę przeszli przecież i waldensi i humiliaci. Bez wątpliwości mogło się to zdarzyć i po raz trzeci. „Idźcie głosić pokutę światu”, powiedział swego czasu Innocenty III Franciszkowi. I dodał: „Gdy Bóg Wszechmogący powiększy waszą liczbę i doda wam łaski, dajcie nam znać, my przyznamy wam coś lepszego.” Innocenty III umarł, ale jego następca – Honoriusz III też był przeniknięty sympatią do Franciszka. Czas najwyższy było zająć się organizacją zakonu Franciszka. W 1219 roku, gdy Franciszek pojechał do Ziemi Świętej w Kurii Rzymskiej pozostał jego przyjaciel - kardynał Hugolin. W czasie nieobecności Franciszka, kardynał Hugolin za zgodą papieża ustanowił ministrów, byli to przełożeni lokalni dla Braci od Pokuty, wybrano ich wśród kleru. Był to pierwszy krok. Niebawem zrobiono i drugi i to tak szybko, jakby śpieszono się przed powrotem Franciszka.
     I tak, w tym jednym 1219 roku Hugolin zamknął w klasztorze w San Damiano pewną liczbę Biednych Dam, dając im jako przeoryszę św. Klarę. W ten sposób powstał pierwszy klasztor kobiecy. Kilka miesięcy później, ciągle pod nieobecność św. Franciszka, wydzielono również i mężczyzn. Kardynał Hugolin zrobił podział – oddzielił tych, którzy mogliby zostać kapłanami od żonatych. Było to działanie identyczne jak w przypadku humiliatów. Część Braci od Pokuty przemieniła się w regularny zakon, druga pozostała w świecie i utworzyła zupełnie oddzielną gałąź. Regularny zakon otrzymał nazwę Konwentualni (mieszkający w klasztorze – przyp. tłum.) lub Bracia Mniejsi i dostał Regułę podobną do pierwotnej, lecz całkowicie przystosowaną do życia w klasztorze. Świeckim pokutnikom pozostawiono pierwotną Regułę św. Franciszka aż do 1221 roku, kiedy ją zmodyfikowano.
     Taki jest początek Trzeciego Zakonu św. Franciszka i całego Zakonu Franciszkańskiego. On pochodzi od Franciszka bez Franciszka, był bowiem w Ziemi Świętej, gdy tworzono jego zakony. Pochodzi od niego, ale wbrew niemu, bo jak wrócił dał ostry wyraz swej dezaprobaty.
     Dopóki humiliaci i franciszkanie się organizowali we Włoszech, św. Dominik zakładał w Langwedocjii Zakon Braci Kaznodziei. Jego metoda była zupełnie inna. Kanonik z Osmy, mistrz teologii, zakładał on swoje dzieło w całości dla życia regularnego i kleryckiego. Ustanawiał on swój Zakon na starodawnych kanonach i jeśli przyłączył świeckich do swego Zakonu – to na prawie podrzędnym. Zakon jest na wskroś kościelny. Ci, którzy przyłączali się do Dominika natychmiast podlegali prawu – nadano im konstytucję św. Augustyna, konstytucje zaś układano z dnia na dzień widząc potrzeby i odpowiadając na nie. Sam Dominik był założycielem o jasnym planie, cel jego nakierowany na zbawienie dusz porządkował sprawy legislacyjne. Wiedząc to wszystko i znając rozwój legislacyjny Zakonu bez błędu można stwierdzić, że Trzeci Zakon św. Dominika nie przeszedł drogi podobnej do humiliatów i franciszkanów. Nie może być tu mowy o podziale na świeckich i kleryków, ponieważ członkowie zakonu są złączeni od pierwszej chwili regułą klerycką. Zakon św. Dominika od Pokuty nie jest resztką ani odpadem od wielkiego zakonu, nie jest częścią gwałtownie oddzieloną od początkowej wspólnoty.
     Zatem należy znaleźć jaka była droga jego powstania:
     Fundacja kaznodziei, całkowicie klerycka, była, jak już podkreślono reakcją przeciwko pobożności świeckiej. Dawała ona duszom pobożnym integralny wykład ewangelii – hierarchię kapłańską, ducha apostolskiego i ubóstwo. To co świeccy, tacy jak Waldensi, Humiliaci czy Pokutnicy św. Franciszka proponowali dla reformy Kościoła, a mianowicie ubóstwo i kazania ludowe, św. Dominik przyjął w całej rozciągłości, dorzucając do tego, jako gwarancję dla wiary - związek z hierarchią kościelną. Dusze prawe, natchnione doskonałością ewangeliczną i zdecydowane ją znaleźć w związku z Kościołem, mogły wraz z kaznodziejami i pod ich kierownictwem praktykować cnoty ewangeliczne. Uczestnicząc w ruchu reformatorskim, który popychał świeckich do praktykowania ubóstwa i pokuty, mogły być pewne, że idą wraz z Kościołem, ich przewodnicy bowiem byli częścią Kościoła, częścią hierarchii kapłańskiej. Było to doskonałe zabezpieczenie dla wiary.
     Dlatego, gdzie tylko powstawał klasztor kaznodziei, gromadzili się wokół przyjaciele, wierni, współpracownicy. Wielu z nich wybierało braci na swoich przewodników sumienia. Uczestniczyli oni w oficjach kaznodziei, w ich mszach i innych modlitwach, przeniknięci byli duchem Zakonu. Od tego do przyjęcia sposobu życia kaznodziei i ich ubioru był tylko jeden krok. Społeczeństwo chrześcijańskie charakteryzowało się wielkim dążeniem do zjednoczenia, do wspólnego życia duchowego i doczesnego (wspomnieć chociaż by powstanie cechów rzemieślniczych) W ten sposób klasztory otoczone były, bez starania się o to, wielką rodziną braci i sióstr, żyjących tak jak zakonnicy. To był ruch własny, zrodzony przez tych świeckich, gromadzących się przy klasztorach. I taki jest początek Trzeciego Zakonu św. Dominika. Można powiedzieć, że on się ufundował sam, na sposób asymilacji.
     Czy to ma oznaczać, że św. Patriarcha i Jego synowie nie uczestniczyli w tym procesie żadnym sposobem?
     Żaden dokument nie mówi o tym, że by św. Dominik miał zamiar zakładać obok swej rodziny inną, zależną od pierwszej. Trzeci Zakon nie wyszedł z jego głowy jako pomysł i plan, gotów i czekający tylko na wypełnienie. I to z bardzo prostej racji. Zakon od Pokuty istniał przed Dominikiem i był częścią Kościoła w czasach, gdy Dominik zakładał w Tuluzie pierwszy klasztor swego Zakonu. W 1221 roku, gdy klasztory jeszcze zaledwie co powstawały, Ordo de Poenitentia (Zakon od Pokuty) miał kompletną organizację. Nie ulega wątpliwości, że Ordo de Poenitentia jest pewnym rodzajem, pewnym jakby gatunkiem w życiu Kościoła. Znane są Ordo de Poenitentia od św. Marii Magdaleny (Francja i Niemcy), Jezusa Chrystusa, Bracia Worka (sakownicy) i wreszcie Trzeci Zakon św. Franciszka, o którym powstaniu mowa była wcześniej.
     Humbert de Romans (piąty generał Zakonu w latach 1254- 1263; przyp. tłum.) nie pisze do Pokutników takich czy innych. Jego Sermo ad Fratres de Poenitentia jest skierowane do wszystkich. Zacytujmy kilka fragmentów:
     „Bóg nie chce śmierci grzesznika i każdemu pozwala pokutować. Ci, którzy chcą pokutować w świecie i nie chcą wejść do klasztoru, czy to dlatego, że się boją, że nie będą mogli sprostać wymaganiom, czy to dlatego, że są w związku małżeńskim pokutują w świecie. Sama Opatrzność przyszła im z pomocą i dała im w samym centrum świata środki do życia pokutniczego, aprobowane przez Stolicę Apostolską i obdarowane łaskami i odpustami. Tych nazywamy Braćmi od Pokuty.
     Czy to w małżeństwie i, czy to samotni oni przeciwstawiają się grzechowi. Unikają sytuacji, które mogą być powodem do grzechu, noszą oznaki pokutnicze, ubrania ich są skromne, praktykują obserwancje odpowiednie ich stanowi. Wielu jest mężczyzn i kobiet, z różnych warstw społecznych, również i z tych najwyższych, którzy umiłowali ten sposób życia”
     Widać, że Humbert nie robi żadnej różnicy co do „rodzaju” pokutników. Nie pisze on o pokutnikach franciszkańskich, czy dominikańskich. Pisze o Ordo de Poenitentia. Więc Zakon od Pokuty św. Dominika nie musiał być tworzony, on już istniał, niektóre jednak fraternie skupiły się koło klasztorów dominikańskich i przez ukochanie modelu dominikańskiego, łączyły się duchowo z nimi.
     Istnieje Regula antiqua Fratrum et Sororum de Poenitentia. Pochodzi ona z 1221 roku i widać w niej, że Zakon ten miał całkowitą autonomię, niezależną od żadnego innego. Nie był on zależny również od Braci Mniejszych, choć jest prawdopodobnie, że w części został w 1228 przyłączony do Trzeciego Zakonu w ramach reformy ruchu franciszkańskiego, przeprowadzonej przez kardynała Hugolina.
     Pokutnicy św. Dominika wywodzili się z Ordo de Poenitentia i ich życie było uregulowane przez Regułę własną. Bracia Kaznodzieje nie mogli zostać obojętni wobec takiej sytuacji. W tym miejscu wkroczył Munio de Zamora. Zechciał on połączyć stałym węzłem tych pokutników i jednocześnie zabezpieczyć ich przed możliwym odejściem od prawej wiary.
     Rzeczywiście, wśród wielu fraterni, przyporządkowanych ruchowi franciszkańskiemu była niejedna, która otwarcie wchodziła na drogę antykościelną. Wyłamywali się oni spod wpływów Braci Mniejszych i szczególnie pomiędzy rokiem 1257 i 1289 wiele fraterni zaczynało żyć duchem mistycznym, co bez kierownictwa i bez żadnej wiedzy prowadziło ich na fałszywą drogę. Chcieli oni reformować Kościół bez Kościoła i jak zwykle w takich przypadkach chcieli czystą ewangelię, bez naleciałości i powrót do pierwotnego Kościoła. Zaczynało to być bardzo niebezpieczne.
     Ciekawy jest przypadek Perugii. Otóż około roku 1260 bł. Rainier, eremita, zbulwersowany walkami między Gwelfami i Gibelinami, założył worek zamiast ubrania, przywiązał się sznurem, wziął dyscyplinę do ręki i poszedł na place miasta głosić pokutę. Niedługo przyłączyli się do niego pokutnicy, ubrani w worki i biczujący się do krwi. Ta grupa udała się do Genui, Bolonii i innych miast Romanii. Po drodze grupa rosła w ilości i gdy wrócili do Perugii była to już prawdziwa armia biczowników. Wtedy legat papieski, zdając sobie sprawę z możliwych konsekwencji nakazał im rozdzielić się na trzy grupy – jednych wysłał do bramy św. Anioła, drugich – do Bramy św. Piotra, a trzecich – do bramy św. Łazarza. Rozdzielając ich, mógł lepiej nimi kierować. Te grupy przekształciły się potem w konfraternie św. Augustyna, św. Dominika i św. Franciszka i jako takich Kościół ich uznał.
     Stolica Apostolska nie bez racji bała się ruchów pobożnych świeckich. Niebezpieczeństwo wzrastało – pokutników było wielu, jak widać często wyrywali się oni spod kurateli Braci Mniejszych. W Italii takie przypadki mnożyły się jak chwasty.
     Reguła Munia jest wyjściem naprzeciw tym wszystkim niebezpieczeństwom.
     Zamiast zostawić Pokutników, przyłączających się do Zakonu autonomicznemu kierownictwu i dać im tylko kierownictwo duchowe Munio przyłączył ich do wielkiego Zakonu. Jest to najbardziej gruntowna innowacja wprowadzona w organizacji hierarchicznej. I rzeczywiście, w każdym mieście, gdzie istniał klasztor dominikanów, zaistniała również i fraternia, złączona z Kaznodziejami. Na czele Fraterni był ojciec Dyrektor, wybrany pośród braci kapłanów i zatwierdzony przez samego Generała lub Prowincjała danej prowincji. Na dodatek (i to jest bardzo mocne potwierdzenie przynależności) gdzie by się nie znajdował członek frtaerni był przyporządkowany albo Generałowi, albo lokalnemu Prowincjałowi.
     W ten sposób kaznodzieje brali na własność pokutników. Pokutnicy stali się częścią rodziny dominikańskiej i przeszli pod jej bezpośredni zarząd. W ten sposób było zrealizowane życzenie Stolicy Apostolskiej, by wszystkich pokutników poddać władzy kościelnej, by zapobiec herezjom i niebezpieczeństwom. Generał Munio uratował tych wszystkich, którzy przyłączyli się do Zakonu Kaznodziejskiego.
     Reguła Munia zawiera dwadzieścia dwa rozdziały. Cztery pierwsze traktują o warunkach wstąpienia i trwania w Zakonie od Pokuty. Chodzi o postulowanie życia bez skazy, nienagannej reputacji i wiary bez herezji. Więcej, ponieważ chodzi o wstąpienie do Zakonu, poświęconego przez Założyciela obronie i głoszeniu wiary, postulanci winni mieć serca, płonące tą samą gorliwością, jaka cechowała św. Dominika. To jest charakterystyka Zakonu od Pokuty. I tam, jak i w Zakonie Braci cel jest postawiony jasno. Wszystkie obserwancje pokutnicze są przyporządkowane temu apostolskiemu zadaniu. Tym samym fraternia dominikańska nie jest prostym środkiem do łatwiejszego osiągnięcia zbawienia. Przez obietnicę spełniania pewnych obowiązków modlitewnych i pewnych umartwień ona stawała się apostolstwem dla świata, promieniującym z ogniska domowego.
     I tak, przed wstąpieniem do fraterni należało rozliczyć się ze wszystkiego, co mogło przeszkodzić w wybranej drodze. Należało opłacić swoje długi i pojednać się z nieprzyjaciółmi.
     Habit Braci i Sióstr od Pokuty składał się z białej tuniki i czarnego płaszcza (dla braci z kapturem) z materiału bardzo skromnego. Można było używać tylko paska skórzanego. By zostać przyjętym, należało uzyskać większość głosów profesów i być zaakceptowanym przez Dyrektora Fraterni. Raz złożywszy profesję, nie można było opuścić zakonu, chyba żeby przejść do Zakonu o bardziej srogiej obserwancji. Należy zatem dobrze zrozumieć, że zostając tercjarzem zakonu zostawało się zakonnikiem, tak jak podkreśla Reguła: Statimus autem ut nullus frater nec soror hujus fraternitatis et ordinis, post talem supradicta professionem, de hoc ordine egredi valeat, nec eisdem ad saeculum reveti liceat, sed bene possint libere transire ad unam de approbatis religionibus tria vota solemnia profitentibus.
     Nie chodziło o jakąś zwykłą ceremonię pobożnościową, wpis dewocyjny w rejestrze zakrystii, lecz o realne wstąpienie, prawnie potwierdzone, do Zakonu Kaznodziei. Tercjarz nie jest więcej świeckim, jest zakonnikiem, mającym swoją Regułę i obserwancje w świecie.
     Potwierdzenie tego faktu znajdujemy w obowiązku odmawiania własnego oficjum. Oprócz codziennego, obowiązywało ono również i w nocy we wszystkie niedziele i święta pomiędzy Wszystkich Świętych i Wielką Nocą, a w czasie Adwentu i Wielkiego Postu – w każdą noc.
     Reguła nakładała post jakościowy w każdy piątek i oczywiście w każdym innym dniu, kiedy Kościół wymagał postu. Mięso można było jeść tylko w niedziele, wtorki i czwartki, z wyjątkiem potrzeby w chorobie lub w czasie ciężkiej podróży. Jako zakonnicy – Bracia i Siostry od Pokuty musieli unikać wszystkich bankietów, wesel, teatrów, tańca. Posłuszeństwo trzymało ich na uwięzi – nie mogli opuszczać własnego miasta, nawet w celu pielgrzymowania, bez zgody swego Dyrektora. Nie wolno im było nosić broni, chyba że za zgodą Dyrektora lub w przypadku potrzeby obrony wiary i w przypadku konieczności.
     Dwa rozdziały zajmują się obowiązkami opieki nad chorymi i modlitwami za zmarłych. Odzwierciedlają one Konstytucje Braci, tyle, że modlitw jest więcej.
     Dyrektor fraterni mógł po konsultacji ze starszymi wyrzucić tego, który dopuścił się skandalu. Świecki przeor mógł nakładać kary tylko za przekroczenie nakazów Reguły.
     Zobaczmy jak Munio zorganizował administrację fraterni – dyrektor, wybrany pośród kapłanów zakonnych i potwierdzony przez przełożonych, przeor świecki, wybrany przez dyrektora i aprobowany przez starszych profesów. Ta hierarchia, jak już było podkreślone, w pełni porządkowała Zakon od Pokuty Zakonowi Kaznodziejskiemu i stawiała go pod jego jurysdykcję.
     Zachowano, podobnie jak w dużym Zakonie instytucję dyspens. Dyrektor mógł dyspensować każdego od wszystkiego, przełożony świecki - tylko od przepisów reguły. Więcej, tak jak Konstytucje Zakonu, Reguła Munia nie obowiązywała pod grzechem. Przekroczenia przeciwko Regule należało wyjaśnić i naprawić na kapitule win, która była podobna do tej w Zakonie Braci.
     Taki jest ogólny zarys Reguły Munia. Powstaje pytanie – czy Munio był jej autorem? Takie jest ogólne mniemanie, lecz jedyne jego potwierdzenie znajduje się w dokumentach datowanych na czternasty wiek.
     Ciekawszym zagadnieniem od bezpośredniego autorstwa Munia jest sprawa czy Munio z własnej decyzji nadał swojej Regule rangę motu proprio, czy też z nakazu Honoriusza IV. Ma to wielkie znaczenie i jest brzemienne w skutki. Jeśli Honoriusz IV interweniował, Reguła staje się wtedy aktem pontyfikalnym, odnoszącym się do całego Ordo de Poenitentia, który w ten sposób przeszedłby w całości lub co najmniej w większej swej części, pod zarządzaniem Kaznodziei. By to wyjaśnić należy sięgnąć po inne dokumenty, sprawa bowiem jest bardzo poważna.
     I tak – istnieje bulla Honoriusza IV, datowana na 28 stycznia 1286 roku, nadająca przywileje na czas interdyktu Braciom i Siostrom św. Dominika od Pokuty, żyjących w Italii. Te kilka linijek nie odnosi się w żaden sposób do Reguły Munia – należy jednak z nich wywnioskować, że fraternie św. Dominika były dość liczne w Italii i miały aprobatę Stolicy Apostolskiej. Nadanie im przywilejów oznacza, że znane są one jako podmiot jurydyczny i są godne otrzymania przywileju przez swoje zasługi.
     Jednak czy Honoriusz IV chciał cały Ordo de Poenitentia włączyć do Zakonu Kaznodziei. Jest to niejasne. Jedno jest pewne, że Reguła Munia w jakiś sposób koronowała wszystkie ruchy pokutnicze, w tym i dzieło św. Franciszka. Choć zastosowano ją tylko do Zakonu od Pokuty św. Dominika, odpowiadała ona wszelkim wymaganiom Stolicy Apostolskiej i była wzorem dla wszystkich pozostałych Reguł przez całe następne stulecia.
     Autor jest świadom, że między historykami zakonnymi są tacy, którzy inaczej widzą początki Zakonu od Pokuty św. Dominika. Wywodzą oni jego pochodzenie od Milicji Jezusa Chrystusa, założonej w Langwedocji przez samego św. Dominika.
     Otóż ruchy pobożnościowe, o których wspominaliśmy, przy okazji omawiania waldensów, humiliatów i pierwszych synów św. Franciszka, miały mocne zabarwienie ascetyczne. Wszystkie one propagowały, by własnym umartwieniem reagować na zepsucie obyczajów. Obok nich, lecz w pełni równolegle rozwijał się ruch, który był na wskroś pokutniczy, lecz był przede wszystkim ruchem militarnym. W pełni świeckie zgromadzenia, bractwa lub towarzystwa rycerskie, rozwijały się w sposób niezwykły. Nie chodzi tu o zakony rycerskie w sensie ścisłym, jak templariusze, szpitalnicy czy krzyżacy. Były to fraternie rycerskie, do których należeli świeccy – żonaci lub nie, a ich celem była obrona wiary w krajach, gdzie żyli. Nie szli oni przeciwko Turkom, lecz jednoczyli się w krucjacie przeciwko heretykom, by obronić ład społeczny i wspomóc Kościół.
     Jedna z tych fraterni, prawdopodobnie pierwsza, została powołana w Langwedocji przeciwko albigensom. Oto co pisze naoczny świadek Wilhelm de Puy – Laurens: „Przewielebny biskup Fulko zdecydował, że lud Tuluzy może dostać odpusty należne krzyżowcom. Mając nadzieje związać swój lud mocniej z Kościołem świętym, wypędzić heretyków i zwalczyć lichwiarzy, osiągnął to, że powstała w roku 1209, z pomocą Bożą i za zgodą Stolicy Apostolskiej wielka fraternia. Jej członkowie byli zaopatrzeni w krzyże, tak by każdy mógł ich rozróżnić”.
     Nie ma tu wzmianki o św. Dominiku. Jednak Fulko był jego bardzo bliskim przyjacielem. Czy św. Dominik uczestniczył w założeniu tej Fraterni?
     W czasie zakładania tej Fraterni św. Dominik był w Tuluzie, głosił kazania i nawracał albigensów. Jego kontakty z biskupem Fulko były bardzo zażyłe. Trzy lata przed założeniem Frtaerni Fulko nadał Dominikowi donację Santa Maria w Prouille, a w 1215 roku – sześć lat po powołaniu fraterni, gdy wracał z triumfującą armią Szymona de Monfort śpiesznie ustanawiał Dominika i jego braci kaznodziejami swej diecezji. Można w pełni prawomocnie uważać, że między Fulkiem a Dominikiem istniało porozumienie w sprawach zakładania Fraterni Rycerskiej, jeśli nie co innego, to najmniej uzgodnienie poglądów.
     Rajmund z Kapui – dwudziesty trzeci generał zakonu, pisze pod koniec czternastego wieku, opierając się na dawnych dokumentach, że św. Dominik zakładał Fraternię Milicji Jezusa Chrystusa. Oto co on pisze:
     „To, co mogę wam powiedzieć po poszukiwaniach, które wykonałem na świadectwach, znajdujących się w różnych zakątkach Italii i zbadaniu historii naszego błogosławionego założyciela św. Dominika... Zebrał on kilku świeckich, o których wiedział, że przejęci są bojaźnią Bożą i zorganizował ich w święte rycerstwo dla odzyskania dóbr Kościoła, dla Jego obrony i ostoi przeciwko niesprawiedliwościom heretyków. Ten plan się powiódł. Ci, którzy wstępowali ślubowali zrobić wszystko dla osiągnięcia celu, łącznie z ofiarowaniem całego swego dobra i ofiarą życia. Ponieważ żony mogły stawiać przeszkody, to św. Dominik im obiecał, że nie będzie zatrzymywał ich mężów i że będzie je wspomagał w miarę możliwości. To bractwo przyjęło nazwę Milicji Jezusa Chrystusa. Święty Założyciel chciał ich odróżnić od zwykłych świeckich i dał im symbol zewnętrzny i kilka obowiązków. Dał im ubrania takie jak swemu Zakonowi. Ubrania jak mężczyzn tak i kobiet musiały być czarne i białe, jako symbole niewinności i pokory. Nakazał im też pewną liczbę Pater i Ave, które miały zastąpić godziny kanoniczne, gdy nie mogli uczestniczyć w oficjum...”
     Świadectwo Rajmunda jest bardzo ważne. Urodzony w 1330 roku, przyjął on habit w roku 1350. Poznał on w Italii, w Kapui i w Bolonii, zakonników, którzy żyli za czasów generalatu Munia. Munio z kolei znał tych, co byli współcześni samemu Dominikowi. Jeśli więc Rajmund utrzymuje, że Milicja Jezusa Chrystusa była założona przez samego Dominika, nie można wątpić, że przekazuje on tradycję ustną, żywą w tym czasie w Zakonie.
     Lecz nie chodzi tylko o tradycję ustną. W czasach rządów Rajmunda, Tomasz Caffarini, dominikanin ze Sieny, napisał Historię Braci i Sióstr św. Dominika od Pokuty. Pierwszą jej część ukończył on w 1402 roku. Autor oświadcza, że opiera swoją historię na bardzo starych dokumentach. Niestety nie wskazuje ich on z nazwy. Taegio, który publikował pracę Tomasza Caffarini pisze, że dokumenty w końcu XIV wieku były już bardzo stare i że była wśród nich bulla Grzegorza IX Egrediens Hereticorum z 21 grudnia 1234, w której papież bierze pod swoją opiekę Braci i Sióstr Milicji Jezusa Chrystusa, że była też Reguła Fraterni Rycerskiej jak i Reguła Munia. Bracia z konwentów w Wenecji, Sieny i innych miast zebrali w jednym tomie dokumenty dotyczące Milicji Jezusa Chrystusa i Zakonu od Pokuty. Są to dokumenty albo wydane przez Stolicą Apostolską albo przez Zakon. Działo się to na początku XIV wieku, a mówiono o bardzo starych dokumentach, co nie jest bez znaczenia. Wskazuje to na przekonanie braci, że Milicja Jezusa Chrystusa i Zakon od Pokuty są jednym i tym samym. Na początku XIV wieku można było wiedzieć o tym z całą pewnością. Rajmund w swoich badaniach oparł się na tych dokumentach. Kto poznał choć trochę dzieła Rajmunda będzie wiedział, że był on bardzo skrupulatny i wręcz drobiazgowy.
     I tak powołanie Fraterni Rycerskiej w Langwedocji za czasów apostolatu św. Dominika ma swoje potwierdzenie w zachowanym dokumencie Wilhelma de Puy-Laurens, z drugiej strony Rajmund twierdzi, że w dokumentach, do których dotarł, jest zachowane, że ta fraternia została powołana przez św. Dominika. Warto zwrócić jednak uwagę na to, że te dwa świadectwa dają się pogodzić ze sobą. Wilhelm nie twierdzi, że Fulko powołał fraternię, tylko, że osiągnął to, że powstała i była duża. Więc nie ma żadnych sprzeczności pomiędzy Wilhelmem a Rajmundem.
     Poza tym historia Milicji Jezusa Chrystusa nie może być dobrze zrozumiana, jeśli nie weźmie się pod uwagę jej korzeni dominikańskich.
     I tak, we Francji, w roku 1220 przełożonym generalnym Milicji był brat Savaricus, który podpisał układ z Amaury de Monfort by walczyć obok niego przeciwko albigensom. Rozwój fraterni był tak duży, że przekroczyła ona granicę i rozpowszechniła się w Górnej Italii, gdzie było centrum herezji. Żołnierze Chrystusa walczyli tam tak, jak w Langwedocji. Według franciszkańskiego kronikarza Sambelina w 1233 zapanował pokój, rzecz niezmiernie rzadka w tych okolicach, tak rzadka, że lud mówił o tym roku, że jest to czas „Alleluja”, wtedy w Parmie założono fraternię Milicji Jezusa Chrystusa. Miało to miejsce w kościele dominikanów. Entuzjazm ludu był tak wielki, że wszyscy zebrali się by usypać fosę naokoło kościoła. Ziemię i kamienie podawano braciom i siostrom Milicji a cały lud śpiewał z radością „Alleluja”.
     Warto zwrócić uwagę, że założycielem fraterni w Parmie był kaznodzieja, bardzo znany – brat Bartłomiej de Bragance. Zaświadcza o tym również i Sambelin pisząc: „Brat Bartłomiej z Wincency z Zakonu Kaznodziei założył nowy zakon, zwany Milicją Jezusa Chrystusa.”
     Czy nie jest wymowne to, że dominikanin zakłada taką samą fraternię jak ta, która już istniała w Langwedocji.
     Założeni przez Bartłomieja w 1233 roku bracia Milicji otrzymali oficjalną aprobatę Grzegorza IX. Było tych fraterni prawdopodobnie wiele tam, gdzie apostołowali kaznodzieje, bo pierwszy dokument pontyfikalny jest adresowany do wszystkich braci w Italii: „Grzegorz, biskup, do swoich drogich synów, Braci Milicji Jezusa Chrystusa, znajdujących się w Italii”
     Cel Zakonu był bardzo jasno postawiony. Pod kierownictwem Stolicy Apostolskiej i biskupów, na ręce których Bracia składali śluby posłuszeństwa, winni byli oni bronić wolności Kościoła przed heretykami. Papież brał ich pod swoją opiekę, by nikt nie mógł ich napastować lub wciągać w niesprawiedliwą wojnę. Tak zorganizowane rycerstwo mogło służyć wydatną pomocą Państwu Kościelnemu, bracia gwarantowali pewną obronę praw Stolicy Apostolskiej. Bez wątpliwości Grzegorz IX, który walczył bez pardonu z Fryderykiem II, miał oparcie w tych fraterniach. Związał je on mocno ze Stolicą Apostolską. Była to świetna polityka, której nic nie brakowało.
     Związki z Zakonem Kaznodziejskim ujawniają się coraz bardziej. 18 maja 1235, dwa lata po założeniu fraterni w Parmie, Grzegorz IX wydaje dwie bulle. W pierwszej bierze pod swoją osobistą opiekę i pod opieką Stolicy Apostolskiej członków fraterni i ich dobra. W drugiej, i ta jest ważniejsza dla naszych badań, zobowiązuje Generała Jordana z Saksonii do opieki nad nimi, do prowadzenia ich zjazdów albo osobiście, albo przez swoich delegatów. Po tej bulli Jordan z Saksonii został dyrektorem Fraterni Parmeńskiej. Na nim spoczął obowiązek formowania i wprowadzenia członków fraterni do obserwancji ich Reguły.
     Kto dał Regułę Milicji Jezusa Chrystusa? Czy jest ona dziełem Bartłomieja z Wincency? Wiemy, że nazwa fraterni jest identyczna z tą, którą dostała fraternia z Langwedocji 24 lata wcześniej. Czy Bartłomiej wzorował się na niej? Wiemy, że ubraniem rycerzy parmeńskich była obowiązkowo biała tunika i czarny płaszcz. Jeśli chodzi o Milicję Parmeńską nie ma żadnych wątpliwości, że tworzyła ona świecką gałąź Zakonu Kaznodziejskiego. Rozpowszechniła się ona w całej Italii i rządziła się własnym prawem.
     Takie, według Rajmunda z Kapui, są początki III Zakonu. Ci Bracia i Siostry Milicji Jezusa Chrystusa, założeni w Langwedocji w 1209 roku przez św. Dominika, za namową biskupa Fulko, ustanowieni w Parmie przez Bartłomieja z Wincency, formowani i pod zarządem bł. Jordana, ubrani w habit Zakonu, żyjący w umartwieniach zewnętrznych i związani obowiązkiem wieloma modlitwami, żonaci i mężatki, również samotni, żyjący w świecie, po trochu przeszli transformację i zostali Pokutnikami św. Dominika. Transformacja ta daje się dobrze odczytać w Regule Munia, która zabrania im noszenia broni, chyba że w obronie Kościoła i wiary, co było pierwszym i nadrzędnym celem Milicji Jezusa Chrystusa. Porównanie Reguły Munia z tą aprobowaną przez Grzegorza IX dla Milicji Jezusa Chrystusa wskazuje na to samo źródło. Można stwierdzić, że Reguła Munia jest zasadniczo Regułą Milicji Jezusa Chrystusa, zmodyfikowaną w kierunku zakonnym i bardziej zbliżona do obserwancji Zakonu Kaznodziejskiego.
     I tak w Regule Parmeńskiej czytamy, że członkowie zobowiązani są do postów w całym Adwencie, w Wielkim Poście, w suche dni, we wszystkich innych postach, wyznaczonych przez Kościół, we wszystkie piątki i środy Postu przed św. Marcinem. Munio nakazał te wszystkie posty, za wyjątkiem postu św. Marcina, dorzucając jednak wszystkie piątki roku. Jeśli chodzi o powstrzymanie się od mięsa, dodał on poniedziałki, tercjarze jak i członkowie Milicji nie jedli mięsa w środy, piątki i soboty każdego tygodnia. I jedni i drudzy zobowiązani byli do odmawiania oficjum lub zastąpienia go pewną liczbą Pater. Liczba ta jest identyczna w obu regułach, a mianowicie – za każdą godzinę oficjum dnia nakazano siedem Pater, a za każdą godzinę oficjum NMP – siedem Ave. W tym miejscu warto zwrócić uwagę, że i w jednej i w drugiej regule są zobowiązania do oficjum NMP. Jest to typowy rys dominikański.
     Bracia Milicji byli zobowiązani do spowiedzi trzy razy do roku – na Boże Narodzenie, Wielkanoc i przed Pięćdziesiątnicą. Munio dodał im jeszcze i jedno święto NMP – do wyboru albo na Wniebowzięcie, albo na Narodzenie NMP.
     W każdej Regule określono obowiązki w stosunku do prałatów i proboszczów. Tak samo również określono obowiązki w stosunku do chorych współbraci i współsióstr, których należało odwiedzać i wspomagać, by mogli otrzymywać posługę religijną. Istniał również obowiązek uczestniczenia w pogrzebie swoich współbraci.
     Munio uzupełnił Regułę (na wzór Konstytucji Kaznodziei) o wybory w określonych terminach.
     Można wywnioskować, że jak Milicja, tak i Pokutnicy istnieli obok siebie przez czas dość długi. Munio zjednoczył ich wszystkich i wprowadził do Zakonu Kaznodziei jako prawdziwych zakonników.
Na początek strony