Strona główna

O istocie tercjarstwa dominikańskiego

Od pewnego czasu w Trzecim Zakonie św. Dominika mówi się o problemie tercjarstwa dzisiaj. Zupełnie świadomie używam określenie "mówi się", ponieważ niestety nie prowadzi się dyskusji, ale po prostu się mówi. W praktyce wygląda to tak, że się rzuca różne uwagi, często (nie wiadomo dlaczego) w sposób agresywny. Zasadniczo rozpowszechnione są dwa poglądy. Pierwszy reprezentują tercjarze o nastawieniu tradycyjnym, a drugi - o nastawieniu rewolucyjnym. Używam słowo “rewolucyjny” w jego podstawowym sensie. Rewolucja, jak podaje słownik Wł. Kopalińskiego, to zasadniczy przewrót społeczny, polegający na obaleniu ustroju i ustaleniu nowego, gwałtowne przejście z jednego stanu w inny, z jednej jakości w inną.
Podział tercjarzy na “tradycyjnych” i “rewolucjonistów” wbrew pozorom nie przebiega w sposób prosty przez grupy wiekowe, choć, gwoli ścisłości, trzeba powiedzieć, że pokolenie starsze w swej większości reprezentuje grupę tradycyjną, a młodsze - rewolucyjną. Podkreślam jednak, że nie jest to takie proste. I nie odnosi się tylko do tercjarzy. Ci ojcowie, którzy interesują się Trzecim Zakonie lub co najmniej coś o nim wiedzą, też reprezentują podobny podział opinii.
Od razu chcę zaznaczyć, że należę do grupy “tradycyjnej”. Poniżej postaram się ukazać rację “widzenia tradycyjnego” i niebezpieczeństwa, wynikające z podejścia “rewolucyjnego”. Będę opierać się tylko na dokumentach zakonnych, ale ponieważ nie jest to rozprawa naukowa, a tylko zwykły artykuł - pozwolę sobie na wyrażenie własnej opinii.
Rewolucja, jako taka, jest rzeczą złą. Każda rewolucja! Wiemy dobrze, co przyniosły światu rewolucje - wspomnieć by choć Francuską czy Październikową. Chrześcijańska etyka społeczna nie uznaje w żadnym wypadku moralnej dopuszczalności rewolucji jako środka do zdobycia władzy 1 . Ktoś mógłby mi zarzucić, że powoływanie się na naukę społeczną Kościoła nie jest uprawnione w przypadku spraw zakonnych. Otóż jednak zakon, każdy zakon, jest społecznością, żyjącą według pewnej reguły i rozmaitych ustaw, karmiącą się swoją historią, tradycją i duchowością. Jeśli w tej społeczności pojawia się dążenie do zanegowania lub nawet całkowitej zmiany tego, co ten zakon wypracował sobie przez lata swego istnienia i co jest istotą i racją jego bycia - to wtedy mamy do czynienia z ruchem rewolucyjnym, a nie odnowicielskim. Zakony, chyba tylko z wyjątkiem Chartusia semper reformanda, zawsze potrzebują odnowy. Odnowa jednak w wydaniu zakonnym, to nie burzenie, a powrót do samego sedna, do odnalezienia zagubionej istoty czy do zaniedbanych obserwancji. Może dlatego Chartusia może się odnawiać ciągle, bo nigdy nie odchodziła od swej srogiej pierwotnej reguły!
Drugą racją, dla której można posłużyć się nauką społeczną Kościoła, jest to, że wszystkie rewolucje zawsze propagują swoje cele jako chęć zniesienia starego porządku w celu ustanowienia nowego, po czym podają różne, na ogół szlachetne powody. Powtarzam więc, jeśli w społeczności zakonnej pojawia się takie dążenie, oczywiście pod szlachetnym hasłem uzdrowienia, unowocześnienia czy otwarcia drogi młodym, to mamy do czynienia z chęcią rewolucyjnego przewrotu. Oczywiste jest jednak, że do tych spraw należy podchodzić toutes proportions gardées! I nie zapominając, że oprócz działania ludzkiego, Bogu dzięki, jest i działanie Boże!
Przyjrzyjmy się zatem (choć i bardzo pobieżnie) Trzeciemu Zakonowi św. Dominika i spróbujmy zastanowić się nad jego istotą. Najpierw trochę historii:
Początek Trzeciego Zakonu Dominikańskiego wiąże się najczęściej z rokiem 1285 i z generałem Munio de Zamora. Nie jest to jednak data powstania Zakonu w ścisłym sensie. Zdania historyków poszukujących początków III Zakonu są podzielone. Jedno jest jednak całkowicie pewne. Munio chciał uregulować wszystkie sprawy zakonne całościowo. Musiał się wtedy zająć i sprawą świeckich, którzy pełni gorliwości zbliżali się coraz bardziej do Zakonu Kaznodziei. Zwano ich wtedy Zakonem Braci i Sióstr od Pokuty. Nie ma żadnych wątpliwości, co do tego, że istnieli oni przed wyborem Munia na generała. W 1285 roku, w roku swego wyboru, Munio zredagował i zaproponował Pokutnikom “Regułę Braci i Sióstr Zakonu od Pokuty bł. Dominika, Założyciela i Ojca Zakonu Kaznodziei”. Początek Reguły wyjaśnia wystarczająco jasno, że ten Zakon istniał już od dawna. Należy sobie dobrze zapamiętać, że Munio nie fundował zakonu i nie ustanawiał nic nowego, tylko regulował sytuację, który istniała od dawna. Pierwsze słowa Reguły Munia brzmią: In primus ut hoc ordo continuum et perpetuum de bono in melius recepire... 2  (Na początku, by ten Zakon rozwijał się dalej i na wieki w dobru...)
Zakon istniał, a to co Munio chciał dla niego, to jego nieustanny i większy rozwój i jego doskonałość, Reguła zaś miała dać solidne podstawy organizacyjne ku temu. Oczywiste jest też, że istniały jakieś ramy prawne, dobrze sprecyzowane, jeśli Munio Braciom i Siostrom od Pokuty nadaje jurydyczny tytuł “zakon”. Przecież istniały specjalne prawa zarządzania, nadawane podobnym organizacjom tylko przez Stolicę Apostolską, dla której nadawanie tych praw było zastrzeżone. Jeśli Generał Munio nie wahał się użyć nazwy “zakon” oznacza to bez wątpliwości, że ta nazwa od dawna była uświęcona przez Stolicę Apostolską i była w użyciu pomiędzy Pokutnikami 3 . Gdyby było inaczej owi Pokutnicy znaleźliby się w jednym szeregu z waldensami czy innymi ubogimi lub pokutnikami. Stolica Apostolska była bardzo uczulona na niekontrolowane ruchy świeckie.
Jest to sprawa bardzo istotna i warto się dobrze nad nią zastanowić, kiedy myślimy o istocie Trzeciego Zakonu Dominikańskiego. Sama historia powstania Zakonu jest niezmiernie ciekawa, niewątpliwie warto się zapoznać z badaniami i opiniami historyków. Tutaj jednak zajmujemy się raczej rozważaniami nad samą istotą Zakonu, dlatego ograniczymy się do bardzo pobieżnego opisu dwóch podstawowych opinii na ten temat 4 .
Przedtem jednak należy zaznaczyć że nikt nie ma wątpliwości co do tego, że Zakon od Pokuty istniał wcześniej niż Reguła Munia. Zakon od Pokuty istniał przed Dominikiem i był częścią Kościoła w czasach, gdy Dominik zakładał w Tuluzie pierwszy klasztor swego Zakonu. W 1221 roku, gdy klasztory jeszcze zaledwie co powstawały, Ordo de Poenitentia miał kompletną organizację. Nie ulega wątpliwości, że Ordo de Poenitentia jest pewnym rodzajem, pewnym jakby gatunkiem w życiu Kościoła. Znane są Ordo de Poenitentia od św. Marii Magdaleny (Francja i Niemcy), Jezusa Chrystusa, Bracia Worka (sakownicy) i wreszcie Trzeci Zakon św. Franciszka, o którym powstaniu wiadomo wszystko bardzo dokładnie.
Przypomnijmy, że Zakon Kaznodziejski był reakcją przeciwko pobożności świeckiej. W czasach Dominika, jak powszechnie wiadomo, niekontrolowana pobożność świecka doprowadziła do powstania wielkich herezji. Otóż w zamyśle Dominika miał powstać zakon, który dawał duszom pobożnym integralny wykład ewangelii - hierarchię kapłańską, ducha apostolskiego i ubóstwo. To co świeccy, tacy jak waldensi, humiliaci czy pokutnicy św. Franciszka proponowali dla reformy Kościoła, a mianowicie ubóstwo i kazania ludowe, św. Dominik przyjął w całej rozciągłości, dorzucając do tego, jako gwarancję dla wiary związek z hierarchią kościelną. Wierni, natchnieni doskonałością ewangeliczną i zdecydowani ją znaleźć w związku z Kościołem, mogli wraz z kaznodziejami i pod ich kierownictwem praktykować cnoty ewangeliczne 5 .
Dlatego, gdzie tylko powstawał klasztor kaznodziei, gromadzili się wokół przyjaciele, wierni, współpracownicy. Wielu z nich wybierało braci na swoich przewodników sumienia. Uczestniczyli oni w oficjach kaznodziei, w ich mszach i innych modlitwach, przeniknięci byli duchem Zakonu. Od tego trybu życia do przyjęcia w pełni sposobu życia kaznodziei i ich ubioru był tylko jeden krok. W ten sposób klasztory otoczone były, bez starania się o to, wielką rodziną braci i sióstr, żyjących tak jak zakonnicy. To był ruch własny, zrodzony przez tych świeckich, gromadzących się przy klasztorach. Można powiedzieć, że Zakon od Pokuty z własnej chęci włączył się w życie kaznodziei. 6 
Zamiast zostawić Pokutników, przyłączających się do Zakonu swemu autonomicznemu kierownictwu i dać im tylko kierownictwo duchowe Munio przyłączył ich do wielkiego Zakonu. Jest to najbardziej gruntowna innowacja wprowadzona w organizacji hierarchicznej. I rzeczywiście, w każdym mieście, gdzie istniał klasztor dominikanów, zaistniała również i fraternia, złączona z Kaznodziejami. W tym momencie warto wspomnieć, że Munio nie działał na własną rękę, nie był to jego pomysł, czy chęć takiego, a nie innego uregulowania spraw Pokutników. Działał dokładnie według wymagać Stolicy Apostolskiej, która cały czas była zaniepokojona szerzącymi się ruchami świeckich 7 .
Przyjrzyjmy się na chwilę i drugiej opinii o początkach Zakonu św. Dominika od Pokuty. Przychyla się ona do mniej lub bardziej bezpośredniego pochodzenia Zakonu od samego Patriarchy św. Dominika. Historycy wiążą pochodzenie zakonu z powołaniem fraterni rycerskiej w Langwedocji za czasów apostolatu św. Dominika. Generał bł. Rajmund z Kapui jest pewien, że ta fraternia, zwana Milicją Jezusa Chrystusa, została powołana bezpośrednio przez św. Dominika. Oto co pisze bł. Rajmund: Święty Założyciel chciał ich odróżnić od zwykłych świeckich i dał im symbol zewnętrzny i kilka obowiązków. Dał im ubrania takie jak swemu Zakonowi. Ubrania jak mężczyzn tak i kobiet musiały być czarne i białe, jako symbole niewinności i pokory. Nakazał im też pewną liczbę Pater i Ave, które miały zastąpić godziny kanoniczne, gdy nie mogli uczestniczyć w oficjum...” 8 
Bracia i Siostry Milicji Jezusa Chrystusa, założeni za namową biskupa Fulko w Langwedocji w 1209 roku przez św. Dominika, działali później jako fraternia parmeńska w Parmie, gdzie ufundował ich Bartłomiej z Wincency (dominikanin). Zostali na mocy bulli Grzegorza IX poddani pod zarząd bł. Jordana. I tak ci pokutnicy, ubrani w habit Zakonu, żyjący w umartwieniach zewnętrznych i spełniający obowiązki modlitewne, żonaci i mężatki, również samotni, wszyscy jednak żyjący w świecie, po trochu przeszli transformację i zostali Pokutnikami św. Dominika. Transformacja ta daje się dobrze odczytać w Regule Munia, która zabrania im noszenia broni, chyba że w obronie Kościoła i wiary, która obrona była pierwszym i nadrzędnym celem Milicji Jezusa Chrystusa. Można stwierdzić, że Reguła Munia jest zasadniczo Regułą Milicji Jezusa Chrystusa, zmodyfikowana w kierunku zakonnym i bardziej zbliżona do obserwancji Zakonu Kaznodziejskiego.
Zacytujmy dosłownie Mortiera, na którego monumentalną pracę kilkakrotnie powoływaliśmy się dotychczas: Jak Milicja, tak i Pokutnicy istnieli obok siebie przez czas dość długi. Munio zjednoczył ich wszystkich i wprowadził do Zakonu jako prawdziwych zakonników. 9 
Przedstawione powyżej krótkie historyczne dane pozwalają nam zastanowić się nad podstawową sprawą - czym miał być Zakon św. Dominika od Pokuty w zamyśle Prawodawcy. W tym przypadku decydująca jest Reguła Munia. Munio bowiem jest prawodawcą Zakonu od Pokuty.
Podkreślmy jeszcze raz - niezależnie od tego czy przyjmiemy pochodzenie Zakonu bezpośrednio od św. Dominika, czy przychylimy się do opinii asymilacji Pokutników - sprawy Zakonu od Pokuty zostały ostatecznie uregulowane Regułą Munia. I choć ostateczne zatwierdzenie Reguły nastąpiło dopiero w 1439 roku (Eugeniusz IV), była ona cały czas w użyciu, a największa Święta Zakonu - św. Katarzyna z Sieny żyła według tej Reguły, o czym zapewnia nas bł. Rajmund. Wspomnijmy jeszcze, że Reguła Munia bez zmian funkcjonowała do 1923 roku, kiedy promulgowano Regułę Theisslinga. Ta ostatnia nie wnosi zasadniczych zmian w Regule Munia. Podobnie i reguła z 1972 roku, zwana Regułą Anicetusa Fernandeza, choć już nie odwołuje się bezpośrednio do Munia i wprowadza nową terminologię nie wnosi istotnych zmian. 10  Można zatem rzec, bez narażania się na pomyłkę, że Reguła Munia funkcjonowała bez przerwy przez bez mała 700 lat! A że była to Reguła doskonała może świadczyć fakt, że był taki okres w dziejach Kościoła, kiedy nie wolno było ustanawiać nowych zgromadzeń żeńskich, chyba że na Regule Trzeciego Zakonu.
Nie są to tylko zwykle dywagacje historyczne. Nie jest to sztuka dla sztuki. Dla naszego Zakonu jest to niezmiernie istotne. Oznacza to, że przez 700 lat mimo zmian, następujących nieuchronnie wraz z upływem czasu ta Reguła była żywotna i dzięki niej Zakon wychował takich świętych jak: św. Katarzyna z Sieny, bł. Bartłomiej Longo, bł. Katarzyna Jarrige, bł. Pier Giorgio Frasatti, Męczennicy z Nagasaki i wielu innych. Wszyscy oni formowali się w tej Regule! Dlatego nie tylko warto, ale wręcz koniecznie jest wiedzieć, co postanawia Munio dla Braci i Sióstr od Pokuty św. Dominika.
I tak - jak już podkreśliliśmy powyżej - podstawową sprawą jest to, że Munio ma do czynienia z Zakonem i nadaje prawo zakonne.
W tym prawie zakonnym zawiera się kilka spraw: przynależność do Zakonu, ubiór, profesja, obserwancje, praktyki sakramentalne, życie pokutnicze, wewnętrzna organizacja fraterni, relacje z Generałem i Prowincjałem, dyspensy. Wymieniam je w tej kolejności, w jakiej uszeregowane są w Regule. Zasadniczo w dwudziestu dwóch rozdziałach Reguły Munia zawarte jest wszystko, co jest niezbędne do uregulowania codziennego życia Pokutników.
Podobną konstrukcją mają i kolejne Reguły - Theisslinga i Fernadeza.
Reguła z 1987 roku, funkcjonująca obecnie, jest bardzo krótka. Z tego względu dyrektoria partykularne, postulowane przez Kapituły Generalne muszą doprecyzować wszystko w spoób obszerny.
Przyjrzyjmy się teraz Regule z 1987 roku. Dla naszych rozważań istotne jest na ile zachowuje ona ducha Reguły Pierwotnej. Otóż, choć skierowana jest ad fraternitates laicales sancti Dominici, zachowuje w punkcie drugim istotę Reguły Munia: niektórzy z nich... włączają się do Zakonu według swoich własnych Ustaw poprzez specjalne przyrzeczenia. 11  Nie zapominajmy również, że odpowiednią instancją dla zatwierdzenia tej Reguły okazała się Kongregacja do Spraw Zakonów i Instytutów Świeckich.
Dochodzimy właśnie do sedna sprawy - czym jest Trzeci Zakon i kim są tercjarze. Z analizy Reguły Munia i z porównania z obecną wynika jednoznacznie - członkami Zakonu Kaznodziejskiego.
Mortier mówi jednoznacznie: Munio zjednoczył ich wszystkich i wprowadził do Zakonu jako prawdziwych zakonników. Czy możemy w dzisiejszym rozumienia tego słowa powiedzieć, że tercjarzami są zakonnikami? Chyba nie, ponieważ określenie zakonnik (zakonnica) kojarzy się nam tylko z życiem we wspólnocie regularnej (czyli - mającej wspólny dom i składającej tria vota). Jak w takim razie określić tercjarzy? Wydaje mi się, że bardzo dobrym określeniem jest “osoba zakonna”. Nie jest to mój pomysł - używają takie określenie w odniesieniu do tercjarzy niektórzy ojcowie dominikanie i wydaje mi się to bardzo trafne. Ostatecznie jednak chodzi o to, że tercjarz jest włączony w Zakon. Potwierdza to zresztą ostatnia Kapituła Generalna w Providence (2001): Świeccy “przyłączają się do Zakonu" (Reguła Fraterni Świeckich św. Dominika). Wstępując do Fraterni Świeckich św. Dominika składają swe przyrzeczenia Generałowi Zakonu i postępują według uznanej przez Kościół “Reguły Fraterni Świeckich św. Dominika" 12 
Zwróćmy baczną uwagę na te słowa! Generał jest ogniwem jednoczącym Zakon. Na jego ręce składają swoje profesje członkowie tylko trzech gałęzi Zakonu, mianowicie ojcowie i bracia, mniszki i tercjarze (również świeccy kapłani tercjarze!). Wszyscy pozostali członkowie Rodziny Dominikańskiej są w ten czy inny sposób powiązani z Zakonem, ale nie są członkami Zakonu. I tak dla przykładu - zgromadzenia żeńskie mają własne przełożone generalne, zależne najczęściej od miejscowego biskupa.
Warto również wspomnieć w dwóch słowach o Ceremoniałach Trzeciego zakonu. Używam liczby mnogiej, ponieważ obecny Ceremoniał, używany przez nasze fraternie jest dopuszczony ad experimentum do czasu zatwierdzenia nowego. Nowy Ceremoniał został zatwierdzony przez Stolicę Apostolską w 1998 roku. Nie jest przetłumaczony na język polski i nie został udostępniony naszym fraterniom.
Obecnie używany Ceremoniał podkreśla w całej rozciągłości istotne elementy zakonności, co na ogół spotyka się z buntem ze strony naszych “rewolucjonistów”. Nie chcą oni zachowywać terminów postulant, nowicjusz czy profes, motywując swoją niechęć argumentem - nie jesteśmy zakonem, nie udawajmy. Prawdopodobnie zdziwią się niezmiernie, jak się dowiedzą, że mimo ich chęci zmiany wszystkiego, łącznie z nazewnictwem, w nowym Ceremoniale znalazły się takie określenia jak “obłóczyny” i “profesja”, nie zapomniano o nadaniu imienia zakonnego i wyraźnie się mówi o profesji życia ewangelicznego.  13 
Myślę, że nasi “rewolucjoniści” zdziwią się jeszcze bardziej jak się dowiedzą, że profesję składają zasadniczo według formuły Reguły Munia. Porównajmy formuły profesji:
Najpierw ta z Reguły Munia: Ad honorem dei omnipotentis, patris et filii et spiritus sancti, et beate Marie virginis et beati Dominici, ego N coram vobis N magistro et priore fratrum ordinis de penitentia beati Dominici talis loci, profiteor me velle de cetero vivere secundum formam et regulam fratrum et sororum eiusdem ordinis de Penitentia beati Dominici usque ad mortem. 14  (zachowana jest pisownia, podana w dokumentach)
I obecna formuła: Ad honorem Dei omnipotentis Patris et Filii et Spiritus Sancti, et Beatae Mariae Virginis et S. Dominici, ego N.N., coram vobis N.N., priore (praesidente) huius fraternitatis et N.N., adsistente, vice Magistri Ordinis Fratrum Praedicatorum, promitto me velle vivere secundum Regulam Laicorum S. Dominici (per triennium) (per totam vitam)  15 
Zobaczmy jak wypada to porównanie w tłumaczeniu (bez zbytniej dbałości o gładkość językową):
Słowa obecnej formuły profesji ujęto w nawiasach i zapisano pogrubioną kursywą. Pozwoli to chyba łatwo zauważyć różnice.
Na cześć Boga Wszechmogącego Ojca, Syna i Ducha Świętego, Najświętszej Maryi Panny i św. Dominika, ja N, wobec was, Generale (Przełożony) i przeorze braci zakonu od pokuty bł. Dominika w tym miejscu, (bracie przełożony N.N. (siostro przełożona) tutejszej fraterni i asystencie N.N., w zastępstwie Generała Zakonu Braci Kaznodziejów) wyznaję (przyrzekam) że będę żyć według modelu i reguły braci i sióstr tegoż zakonu od pokuty (według Reguły Świeckich Dominikanów) aż do śmierci przez 3 lata (przez całe życie).
Otóż w Regule Munia bezpośrednio wspomniany jest generał, choć wiadomo z innych źródeł, że profesję w imieniu generała przyjmował dyrektor fraterni, który miał rzeczywistą władzę nad fraternią w różnicy od asystenta, mającego obecnie tylko głos doradczy. W nowej formule wyjaśniono, że ci, wobec których się składa profesję, występują w zastępstwie generała. Nie jest to różnica istotowa. Ważniejsza jest zamiana kolejności wymieniania przełożonego fraterni i asystenta, co niewątpliwie jest wyrazem dowartościowania świeckich w duchu VA II.
Następnie zamiast słowa profiteor (wyznaję) użyto obecnie słowo promitto (przyrzekam, obiecuję). Ta zmiana profiteor na promitto, choć nie wnosi nic nowego do samej istoty zakonności, jest sama w sobie bardzo wymowna. Odzwierciedla ona ducha naszych czasów. Profiteor bowiem, ma charakter publicznego wyznania wiary i wskazuje na przedmiot wiary - czyli ostatecznie na Chrystusa i Jego Kościół. Promitto zaś, jest bardziej zindywidualizowane - zwraca uwagą na podmiot działania, czyli na samego ślubującego. Złożenie profesji jest zawsze wyznaniem wiary, co formuła Munia podkreśla.
Różnica polegająca na wymienianiu Reguły Zakonu od Pokuty czy Zakonu Świeckich Dominikanów nie jest istotna - wiąże się z tylko z nieuchronną w czasie zmianą nazewnictwa.
Wreszcie - “na całe życie” czy “aż do śmierci” oczywiście oznacza to samo, choć w tym sformułowaniu widać niewątpliwie znaki czasu - w naszych czasach wolimy o śmierci za bardzo nie wspominać!
Powyższe porównania i rozważania nad formułą profesji mogą wydawać się komuś za długie i niepotrzebne. Uważam jednak, że dobrze jest uświadomić sobie, że od czasów Munia nic, co należ do istoty Zakonu się nie zmieniło. Inaczej zresztą być i nie może! Gdyby istota Zakonu, zwanego czy to od Pokuty, czy Świeckim, czy Trzecim się zmieniła - nie byłoby go już na tym padole!
Konkludując - niezależnie od używanej terminologii - istotą tercjarstwa jest zakonność.
Co na to jednak nasi rewolucjoniści. Głoszą oni tezę, że “te czasy się przeżyły” i nie mają zamiaru być “zakonnymi”. Inaczej rzecz biorąc - negują samą istotę. Można się zastanawiać czy zdają sobie sprawę z tego, co głoszą. Podejrzewam, że niektórzy doskonale wiedzą, co czynią, a niektórzy dają się zwieść pięknym hasłom.
“Rewolucjonistów” można by podzielić na dwie grupy - nazwijmy ich dla uproszczenia “teoretyków” i “entuzjastów”.
Teoretycy mają swoją teologię. I tak twierdzą oni, że po Soborze Watykańskim II wszystko się zmieniło i nie ma co wracać do przeżytków. (Czasami są tak gwałtowni w swoich wypowiedziach, że można odnieść wrażenie jakoby nie wierzyli w działanie Ducha Świętego przed Vaticanum Secundum.) Są oni przeciwni używania nazwy Świecki Zakon, bo te dwa słowa im nie pasują do siebie. Albo świecki, mówią, albo Zakon. A że jesteśmy świeckimi - to nie jesteśmy Zakonem. Jest to opinia nie do przyjęcia, ponieważ Reguła Munia jest napisana dla ludzi świeckich, które są jednocześnie wprowadzeni w zakonność. Jak podkreśla Reguła Munia: Statimus autem ut nullus frater nec soror hujus fraternitatis et ordinis, post talem supradicta professionem, de hoc ordine egredi valeat, nec eisdem ad saeculum reveti liceat, sed bene possint libere transire ad unam de approbatis religionibus tria vota solemnia profitentibus. 16  Jeśli Munio zaznacza, że nikt nie może po profesji solemnej opuścić Zakonu, (chyba żeby przejść do “regularnego”), oznacza to, że przyjęcie do zakonu i złożenie profesji nie jest jakąś zwykłą ceremonią pobożnościową, nie jest to jakiś dewocyjny wpis do rejestrów zakrystii, lecz jest realnym, prawnie potwierdzonym wstąpieniem do Zakonu Kaznodziei. Tercjarz nie jest więcej zwykłym świeckim, jest osobą zakonną, żyjącą w świecie.
Wśród “teoretyków rewolucjonistów” można spotkać się również i z opinią, że celem wstąpienia do III Zakonu jest lepsza realizacja swego powołania jako świeckiego. Jest to oczywisty bezsens, ponieważ tercjarz ma realizować powołanie tercjarskie, które ma swoją specyfikę. Przy tej okazji przypomina mi się dość zabawna historia, która się zdarzyła bodajże w 1989 roku pani Minister Radziwiłównej. Otóż chodziło o podpisanie umowy między Ministerstwem a Kościołem w sprawie nauczania religii w szkołach państwowych. Opowiadała mi to osoba, będącą au courant w tej sprawie. Pani Minister zaproponowała Komisji kościelnej, że wszyscy świeccy, uczący religii w szkołach będą opłacani tak jak nauczyciele, a duchowni nie. Ku jej zaskoczeniu Komisja zgodziła się na te warunki. Pani Minister, wiedząc jak mało jest katechetów świeckich (tak było w 1989 r.), ucieszyła się niezmiernie. Myślała, że zakonnice, uczące masowo nie będą dostawać pensji i Ministerstwo dość tanio załatwi sprawę opłat dla katechetów. Zaskoczenie jej było jednak ogromne, gdy dowiedziała się, że podpisując taką umowę, będzie musiała zagwarantować pensje dla zakonnic i braci zakonnych. Ponieważ niektórzy wierni, wybierają życie według rad ewangelicznych i gromadzą się we wspólnotach..., a do stanu duchownego, należą tylko diakoni i kapłani! 17  I jak pamiętamy przez pierwsze lata katechizacji szkolnej kapłani nie pobierali wynagrodzenia, a zakonnice - tak!
Podobnie jest chyba i z naszymi “teoretykami”, nie zawsze zresztą należącymi do Trzeciego Zakonu. Nie mają dobrego rozeznania lub mają złą wolę - tego się nie da tak łatwo określić. Głoszą oni tezy o odnowie w duchu VA II. Otóż ta odnowa, postulowana przez wytyczne Soboru nastąpiła od dawna i trudno jej nie zauważyć. Polega ona na oddaniu w ręce samych tercjarzy większości spraw, związanych z zarządzaniem fraterni. Nasi “teoretycy” nie zauważają (lub nie chcą zauważyć), że sami tercjarze są władni do stanowienia swoich ustaw partykularnych i w nich wyrażają swoje potrzeby. Nie widzą, że poszczególne fraternie rządzą się w sposób na tyle autonomiczny, by móc formować swoich członków tak, jak wymagają tego konkretne warunki. Nasi “rewolucjoniści - teoretycy”, powołując się oczywiście na VA II, potrafią nawet zanegować potrzebę ściśle określonych obserwancji (które nb. nie obowiązują pod grzechem jeszcze od czasów Munia. 18  Takie opinię zdarzają się nawet wśród ojców, którzy jako zakonnicy powinni dobrze wiedzieć, że jeśli neguje się potrzebę obserwancji, neguję się całkowicie zakonność! (Temat obserwancji jest jednak tak obfity, że omówimy go w osobnym artykule.)
Inaczej reagują “rewolucjoniści - entuzjaści”. W swej zdecydowanej większości wywodzą się oni z młodszego pokolenia. Są to najczęściej wychowankowie duszpasterstw i poszukują czegoś na kształt znanej sobie wspólnoty. Charakterystyczne (można rzec niezbędne i błogosławione) dla młodości dążenie do przerobienia świata przenoszą na sprawy zakonne i zapominają, że Zakon jest rzeczywistością innego gatunku. Inaczej rzecz biorąc - nie jest z tego świata. Na ich usprawiedliwienia należy powiedzieć, że zostali wychowani w świecie, który neguje tradycyjne pojęcia wartości i wprowadza nowe. A jedna z tych nowych jest kult młodości. Jest to zasadniczo antywartość, niezmiernie szkodliwa. Szerzy się ona od czasów rewolucji seksualnej roku 1968 i jest obecnie przyjmowana bezkrytycznie przez młodzież i co gorzej - przez wielu wychowawców. Również przez duchownych. Młodzież zatem przestaje patrzeć krytycznie na siebie i nabiera błędnego przekonania, że wszystko, co młodzi myślą i głoszą jest prawidłowe. Brak jest kryterium porównawczym. Często spotykam się z twierdzeniami tego typu: “należy zrobić przewrót w Zakonie”. Gdy pytam dlaczego - otrzymuję na ogół odpowiedź: “bo młodzi tak chcą”.
Przypomina mi się w tym miejscu pewne zdarzenie z życia św. Ojca Pio. Otóż, gdy jego prowincjał wybierał się na Kapitułę, która miała wprowadzać w Regule zakonnej zmiany, udał się najpierw do ojca Pio z prośbą o modlitwę. Ojciec Pio modlitwę obiecał, a przy okazji powiedział swemu prowincjałowi: “tylko tak decydujcie, by ów Ojciec Franciszek mógł nas na Sądzie poznać”. Prowincjał zaczął się tłumaczyć, że zmiany muszą pójść bardzo daleko, “bo młodzi tak chcą”. I co na to ojciec Pio? “Wypędzić młodych!” powiedział.
Niech nasi entuzjaści zastanowią się nad tym przykładem. By nie zdarzyło się tak, że ani św. Dominik, ani Generał Munio nie rozpoznają nas na Sądzie!
Wracając do “entuzjastów” - wielu z nich na pewno jest przeniknięta dobrymi chęciami, lecz mają tylko początkową (czasami nawet niedojrzałą) formację i jeśli już decydują się na wstąpienie do zakonu, winni najpierw stara się o solidną formację, rzetelną wiedzę o Zakonie, do którego wstąpili i tak samo o poznanie naukę Magisterium, głoszoną przez całe dwadzieścia wieków. Inaczej można by im zadać pytanie: dlaczego wstępują do Zakonu o określonej strukturze i wymogach, jeśli chcą go zmienić. Prawdopodobnie można się spodziewać odpowiedzi w stylu - należy wszystko odnowić.
I tu właśnie ujawnia się charakter “rewolucyjny”. Otóż, jeśli ktoś chce być w jakieś wspólnocie o określonym kształcie i nie może tej wspólnoty znaleźć w Kościele - nic trudnego - należy ją założy. Kościół ze swoim bogactwem duchowym zawsze jest otwarty na nowe wspólnoty, zgodne z Jego nauką i wiarą. W mniejszej skali dotyczy to i Zakon Dominikański, który dał początek wielu zgromadzeniom, bractwom i wspólnotom. Tworzyć nowe wspólnoty, by ubogacić Kościół - dlaczego nie! Ale wstępować do szacownego zakonu, chlubiącego się ponad 700-letnią historią i chcieć go zmienić całkowicie - to już jest bardzo niebezpieczne. To już rewolucja! A rewolucja - powtarzam - to zanegowanie stanu istniejącego, gwałtowne przejście z jednego stanu w inny, z jednej jakości w inną. A z jakości zakonnej można przejść tylko w antyzakonność, a to już jest niszczenie!
Dodajmy jeszcze coś niezmiernie ważnego. Badania socjologiczne wskazują na zanik wszelkich autorytetów, poczynając od ojca i matki. Wiemy dobrze, że taki stan rzeczy zawdzięczamy prowadzonej systematycznie od lat polityce antyrodzinnej, antypolskiej i antykościelnej. Człowiek jednak, szczególnie młody, potrzebuje jakiegoś autorytetu. W sytuacji obecnej, gdy od dzieciństwa nie nauczono jakie są kryteria wyboru autorytetu, bardzo łatwo o zajęcie pustego miejsca przez każdego, kto zechce go zapełnić. Mogą to być ludzie nieodpowiedzialni albo wręcz działający w określonym, nie zawsze szlachetnym celu. Młody entuzjasta łatwo przyjmie wszystko, co mu zostanie zaprezentowane, byleby było ubrane w formy szlachetne. Taki entuzjasta jest najlepszym wykonawcą planów przywódców rewolucji, planów, których ona na dobrą sprawę nie zna i nie pozna, chyba że wtedy, gdy będzie już za późno.
Nasuwa się kilka pytań: Jaką jakość mają do zaproponowania nasi “rewolucjoniści” zamiast tradycyjnego Trzeciego Zakonu? Czy nie coś, co miałoby nazwę zakon, ale nic wspólnego z zakonem by nie miało? Czy zdają sobie sprawą z zagrożeń? Z Zagrożeń dla swej duszy, dla Zakonu, wreszcie - dla Kościoła. I w imię czego chcą przeprowadzić tę swoją rewolucję?
Na koniec, przewidując niektóre reakcje moich czytelników, chcę jeszcze raz podkreślić, że gdy przy omawianiu spraw zakonnych używa się pewne porównania, należy trzymać się zasady toutes proportions gardées. I zwracać baczną uwagą na użycie cudzysłowów!

Maria K. Kominek OPs


Na górę strony

  1. Por. ks. Tadeusz Ślipko SJ, Zarys Etyki Szczegółowej t. 2, Kraków 1982,. 310 -311
  2. Regula Fratrum et Sororum Ordinis de Paenitentia Beati Dominici, Fundatores et Patris Pratrum Ordinis Praedicatorum, cap. I, 1 (dalej cytowana jako Regula Fratrum et Sororum)
  3. R. P. Mortier OP, Histoire des Maitres Généraux, t. II, s. 220 - 250, Paris, 1905
  4. Zainteresowanych tą tematyką odsyłam do czytelni na naszej stronie, dział Historia, Początki Świeckiego Zakonu św. Dominika.
  5. Por. R. P. Mortier OP, dz.cyt., s. 230 - 235
  6. por. R. P. Mortier OP, dz. cyt., s. 240 - 242
  7. por. R. P. Mortier OP, dz. cyt., s. 235
  8. tamże
  9. por. R. P. Mortier OP, dz. cyt., s. 248
  10. Francois - Xavier Cuche OP, Le droit des Laics Dominicans
  11. Reguła Zakonu Swieckich Dominikanów I,2, Wyd. św. Tomasza z Akwinu, 1994
  12. Akta Kapituły Generalnej, Providence 2001, 417,1
  13. por. Accoglienza e professione nelle Fraternite di s. Domenico, Roma 1999
  14. Regula Fratrum et Sororum, cap. IV, 13
  15. Regula fraternitatum laicalium Sancti Dominici, (1987), 14
  16. Regula Fratrum et Sororum, cap V.
  17. Por. Kodeks Prawa Kanonicznego, kanony 266 i 573
  18. “...i reliquis huiusmodi regule constitutioibus sive ordinationibus fratres et osrores ad culpam nullantenus obligentur, sed solum ad peanam...” por. Regula Fratrum et Sororum, cap. XXII - warto porównać również z Deklaracjami Generalnymi, które są jednym z niezbędnych uzupełnień Reguły (Dekl. Gen. 2)
    Na górę strony