Strona główna

Krótka relacja o wyniszczeniu

Jest to bardzo krótka relacja o wyniszczeniu katolicyzmu w Bułgarii.
Bułgaria dla większości jest krajem, który kojarzy się z morzem i słońcem, winogronami i brzoskwiniami. Niektórym kojarzy się również z zamachem na Ojca Świętego Jana Pawła II i to tak uporczywie, że sam papież w czasie swej pielgrzymki do Bułgarii musiał powiedzieć publicznie, że Bułgarów i Bułgarii jako takiej za zamach nie obwinia.
Skojarzenia i opinie bywają różne, nie zawsze poparte wiedzą. I tak dla przykładu: zdarza mi się, że pytają mnie czy w Bułgarii są góry. Otóż są - mało tego, ponad 60% powierzchni kraju zajmują góry. Pytają mnie też, czy tam są katolicy. I owszem - są. Około 350 tys. w obrządku łacińskim i około 150 tys. w obrządku grecko-katolickim. Mówią mi wtedy, że to bardzo mało. Chyba jednak nie - bo Bułgaria ma niecałe 8 milionów, z których prawdopodobnie około miliona to Turcy, wyznawcy islamu. Pytają też nieraz czy Bułgarzy czczą Matkę Bożą. Odpowiadam, że tak. Wtedy mówią: ale to prawosławni. I zaczynam tłumaczyć na czym polega wiara prawosławia i jak wielki w prawosławiu jest kult Matki Bożej. Mówią też nieraz: "w Bułgarii to wszyscy chyba komuniści". I wtedy już ręce mi opadają - opinia ta, choć ma oparcie w służalczości władz bułgarskich w okresie komunizmu do ZSSR, jest niczym nie usprawiedliwiona. Bułgaria dała mnóstwo krwi na świadectwo prawdzie. Ostatnie łagry zamykano w latach sześćdziesiątych, a jeszcze w późnych latach siedemdziesiątych niewygodną młodzież kierowano do "wojsk pomocniczych" , czyli do specjalnych jednostek, gdzie pracowali w kamieniołomach i w czasie odpoczynku słuchali wykładów politruków.
Wróćmy jednak do krótkiej relacji o wyniszczeniu.
Historia Kościoła Rzymskiego w Bułgarii jest długa i nie będę się o niej rozpisywać. Dość, że wspomnę, że po wyzwoleniu od niewoli tureckiej w roku 1878 w Bułgarii katolicy zaczynają oddychać swobodnie i ich parafie po woli się rozwijają. Oczywiste jest, że przyjeżdża dużo misjonarzy i misjonarek. Ale rodzime duchowieństwo też się powiększa i rozwija. Pierwsze chmury pojawiają się jeszcze przed II wojną - w latach 1938 - 39. Otóż jak pisze w swoich listach bł. Ewgeni Bosylkow, w tym czasie "przykład Niemiec zaczyna działać źle i masoni podnoszą głowy". Pewna rodzina, zaprzyjaźniona z bł. biskupem Bosylkowem, o którym jeszcze będzie mowa, przechowała starannie jego listy z okresu lat 1938 - 1948. W listach z datowanych na późne lata trzydzieste można wyraźnie przeczytać, że obawia się on planowanym prześladowaniom Kościoła. Taka jak pisze "pod wpływem Niemców, którzy rządzą się jak u siebie", zaczyna się akcja powolnego prześladowania Kościoła. To tylko zapowiedź tego, co ma przyjść później, ale zapowiedź bardzo znamienna. Siły zła, które zawsze są zaprzysiężone przeciwko Kościołowi rozpoczęły już swoje wspólne działanie Bułgaria, kraj, który nie bierze udziału w II wojnie i w którym znajdują schronienie Żydzi z całej Europy zaczyna politykę eliminacji wszelkich wpływów katolików na życie społeczne i polityczne.. Zwróćmy na to szczególną uwagę - wychodzi tu jak na dłoni fakt, o którym albo się zapomina, albo niechętnie się mówi. Hitleryzm jest ustrojem, skierowanym przeciw Chrystusowi. Niemcy, rezydujący w Bułgarii są w stanie zgodzić się na to, by Żydzi znajdowali tam schronienie, nie są jednak w stanie znieść spokojnej i cichej pracy Kościoła katolickiego.
Prawdziwa próba jednak przychodzi, gdy wojska radzieckie wkraczają do Bułgarii, by "ją wyzwolić od władzy burżuazji i reakcji". Wraz z rodzimymi komunistami zaczynają systematyczne prześladowania Kościoła. Nie tylko Kościoła katolickiego, ale również i cerkwi prawosławnej. I choć wielu duchownych prawosławnych zaczęło niechlubną współpracę z władzą, jest jednak cały szereg takich, którzy w łagrach i więzieniach dawali świadectwo Prawdzie. Jest wielu mnichów, którzy wyrzucani ze swoich monasterów, wiedli w ukryciu życie Bogu poświęcone i nie zgodzili się na sekularyzację. Zapłacili za to nieraz życiem lub torturami w łagrach.
To samo spotkało oczywiście i Kościół. Wiernym zakazano uczestnictwa w nabożeństwach, kapłanów aresztowano i torturowano. Misjonarzy wyrzucono z Bułgarii, przeważnie mieli oni obce obywatelstwo, więc nie można ich było masowo aresztować. Jednak nie uniknęli oni różnych szykanów. Ostatecznie około roku 1948 - 50 w Bułgarii zostali tylko kapłani i zakonnice pochodzenia bułgarskiego i oni mieli stanąć przed najważniejszą próbą - dać świadectwo Chrystusowi.
Pierwszym beatyfikowanym męczennikiem bułgarskim jest wspomniany już biskup Bosylkow. Beatyfikował go w roku w Rzymie w roku 1998 Jan Paweł II.
Biskup Wincenty Eugeniusz (Ewgeni) Bosylkow (Bosiłkow) urodził się w 1900 roku w Belene, niewielkiego miasteczka nad Dunajem o ludności katolickiej, w rodzinie chłopskiej, mocno przywiązanej do katolicyzmu. Nazwa Belene jest znana w Bułgarii bardziej z powodu wyspy na której w latach 1946 - 1962 był jeden z łagrów o specjalnym rygorze dla więźniów politycznych.
Wincenty Bosylkow po skończeniu niższego seminarium oo. pasjonistów w Russe wstąpił do nowicjatu w Belgii, przyjmując imię zakonne Eugeniusz od Najświętszego Serca Pana Jezusa. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1925 roku. W 1931 roku uzyskał tytuł doktora w Papieskim Instytucie Studiów Wschodnich na podstawie pracy: «Unia bułgarska z Kościołem Rzymskim w pierwszej połowie XIII w.» Po powrocie do kraju, w latach 1932-1934, pełnił obowiązki proboszcza katedry w Russe i sekretarza biskupa, a następnie został mianowany proboszczem w Bardarskim Geranie, gdzie pozostał do 1947 r. Pracując wśród ubogiego ludu, rozwinął wieloraką działalność duszpasterską i kulturalną, którą kontynuował podczas II wojny światowej i po jej zakończeniu, gdy władzę objęli komuniści.. 26 lipca 1947 r. został mianowany biskupem Nikopoli. Jako pasterz diecezji wypełniał swoje obowiązki z niezwykłym zapałem i oddaniem, odwiedzał parafie i utrzymywał bezpośrednie kontakty z wiernymi. W okresie otwartej walki z Kościołem głosił prawdę i stawał w obronie krzywdzonych, nie odstępując od powierzonej sobie owczarni, choć przeczuwał nadchodzące prześladowanie grożące utratą życia. Został aresztowany przez władze komunistyczne 16 lipca 1952 r., podczas wakacyjnego wypoczynku poza Sofią. Uwięzienie biskupa otoczone było tajemnicą. Dopiero 2 września w porannych gazetach ukazały się artykuły zawierające zarzuty, które zostały mu postawione podczas wielogodzinnych przesłuchań. Poddano go również torturom moralnym i fizycznym. Proces - farsa, trwający zaledwie kilka dni (od 29 września do 3 października), zakończył się wydaniem ustalonego dużo wcześniej wyroku śmierci. Został rozstrzelany w sofijskim więzieniu w nocy 12 listopada 1952 r. Przed śmiercią powiedział do jednego ze swoich krewnych: "Nie martwcie się o mnie; otrzymałem już Bożą łaskę i pozostałem wierny Chrystusowi i Kościołowi". Ciało biskupa zostało wrzucone wraz ze zwłokami wielu innych zamordowanych do zbiorowej mogiły. Nie odnaleziono do dziś miejsca pochówku.
Nie jeden to jedyny męczennik Kościoła w Bułgarii. Ojciec Święty Jan Paweł II beatyfikował jeszcze trzech męczenników. Opowiemy i o nich w kilku słowach.
Bł. Jozafat Sziszkow urodzony w 1884 r. w Płowdiwie w wielodzietnej rodzinie gorliwych katolików obrządku łacińskiego. Na chrzcie otrzymał imiona: Robert Matej. W 1893 r. rozpoczął naukę w niższym seminarium duchownym asumpcjonistów (Zgromadzenia Augustianów od Wniebowzięcia) niedaleko Adrianopola, a 24 kwietnia 1900 r. - aspiranturę w tymże zgromadzeniu w Turcji i przyjął imię zakonne Jozafat. Od 1904 r. studiował filozofię i teologię w Lowanium. 11 lipca 1909 r. w Malines w Belgii został wyświęcony na kapłana w obrządku łacińskim. Był wieloletnim nauczycielem w szkołach oo. asumpcjonistów, a od 1929 r. był rektorem Niższego Seminarium Duchownego Świętych Cyryla i Metodego w Jambolu, kształcącym alumnów obu obrządków (wschodniego i łacińskiego). W tym czasie często spotykał się z abpem Angelo Roncallim, późniejszym papieżem Janem XXIII, wizytatorem apostolskim w Bułgarii, który wysoko ocenił jego działalność dydaktyczną i duszpasterską. Od 1937 roku aż do aresztowania w grudniu 1951 r. 3 października 1952 r. skazano go na karę śmierci wraz z ojcami Wiczewem i Dżidżowem. Wyrok wykonano w nocy z 11 na 12 listopada 1952 r. w Sofii.
Bł. Kamen Wiczew, urodzony w 1893 r. w Sremie w Bułgarii w głęboko wierzącej rodzinie prawosławnej. Naukę rozpoczął w niższym seminarium duchownym. 8 września 1910 r. wstąpił do nowicjatu asumpcjonistów w Gempe w Belgii i przyjął imię Kamen. Dwa lata później rozpoczął studia filozoficzno-teologiczne na Katolickim Uniwersytecie w Lowanium. Od 1918 r. był wykładowcą w Kolegium św. Augustyna w Płowdiwie, a następnie w niższym seminarium duchownym w Stambule, gdzie 22 grudnia 1921 r. został wyświęcony na kapłana w obrządku bizantyjsko-słowiańskim (katolickim). W 1930 r. został profesorem filozofii i prefektem studiów w Kolegium św. Augustyna w Płowdiwie, stanowiącym w tym czasie jeden z najlepszych ośrodków wychowawczych w Bułgarii. O. Kamen pracował w nim do zamknięcia kolegium przez władze komunistyczne 2 sierpnia 1948 r. O. Kamen został aresztowany 4 lipca 1952 r. pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Watykanu. Po procesie, na którym otrzymał wyrok śmierci, w nocy z 11 na 12 listopada 1952 r. rozstrzelano go w więzieniu w Sofii.
Bł. Paweł Dżidżow urodził się w 1919 r. w Płowdiwie w Bułgarii w rodzinie katolickiej obrządku łacińskiego. Na chrzcie otrzymał imię Józef. Uczył się w swym rodzinnym mieście w szkołach prowadzonych przez asumpcjonistów: najpierw od 1926 r. w Szkole św. Andrzeja, a następnie od 1931 r. w Kolegium św. Augustyna. Do asumpcjonistów wstąpił we Francji i przyjął imię zakonne Paweł. Po nowicjacie rozpoczął studia filozoficzno-teologiczne w Lormoy pod Paryżem. W 1942 r. złożył wieczyste śluby zakonne. Z powodów zdrowotnych musiał jednak powrócić do Bułgarii, gdzie kontynuował studia. 26 stycznia 1945 r. w Płowdiwie został wyświęcony na kapłana w obrządku łacińskim. Odznaczał się wrażliwością na potrzeby innych, poczuciem humoru, a przede wszystkim głęboką wiarą. Wśród uczniów cieszył się dużym autorytetem. Już w 1945 r. władze komunistyczne uznały go za wroga reżimu. W czerwcu 1952 r., komentując w jednym z listów aresztowania i procesy sądowe bułgarskich kapłanów, napisał: «Niech się dzieje wola Boża. Czekamy na naszą kolej». Niespełna miesiąc później został uwięziony razem z o. Kamenem Wiczewem. W nocy z 11 na 12 listopada 1952 r. został rozstrzelany w więzieniu w Sofii.
Nie są oczywiście to wszyscy męczennicy bułgarscy. Wiadomo przecież, że beatyfikacje wskazują na niektórych, ale wielu jest nieznanych. Wielu jeszcze duchownych i świeckich było w więzieniach i łagrach, a nawet gdy prześladowania się zmniejszyły i już w łagrach nie zamykano, praktykujący katolicy mieli problemy ze znalezieniem pracy. Co to oznaczało dla tych ludzi, możemy teraz dobrze zrozumieć.
Praktykowanie katolicyzmu było prześladowane, a kościół był zmuszony zamknąć się dosłownie w swoich murach. Nie wolno było nawet na wewnętrzne podwórko kościelne wyjść z procesją Bożego Ciała. Odbywała się ona w środku kościółka sofijskiego. Tak tylko dla przykładu - kilka karmelitanek, pozostawionych w Bułgarii z racji swego pochodzenia, po wyrzuceniu z budynku klasztornego, musiało zrobić sobie celki na balkoniku organisty w swoim kościółku. Zaznaczam, że ten budynek klasztorny, to bardzo mały i skromny domek, myślę, że nie będzie przesady, jeśli powiem, że żadna wiejska parafia w Polsce nie zgodziłaby się obecnie na tak małą plebanię. Biskup obrządku wschodniego jeszcze parę lat temu miał jedyny pokoik na chórku swego kościoła.
Z latami wiernych oczywiście ubywało, bo tak jak przewidywał biskup Bosylkow: "Zabrano młodzież i wychowuje się bez Boga, a to doprowadzi do zguby wielu dusz". Jednak ci, co zostali, przetrwali wszystko i przenieśli wiarę dalej, przekazując ją swoim dzieciom.
Mimo prześladowań jednak w tych wszystkich latach była nadzieja. W tajemnicy ktoś wstępował do zgromadzenia, tworzył się ruch (na prz. Fokolarini zadomowili się jeszcze na początku lat 70tych). Od 1987 roku istnieje również grupa tercjarek dominikańskich, która jest pod opieką Prowincji Polskiej.
Jedne z ostatnich słów biskupa Bosylkowa były: "Ślady naszej krwi będą drogą do pięknej przyszłości!" Wierzę głęboko w to, że Matka Boża Saletyńska, której Bułgaria jest poświęcona, pomoże, by słowa błogosławionego Biskupa się spełniły. Niech się tak stanie!

Maria K. Kominek OPs