Strona główna

Maria K. Kominek OPs
Smutna Rocznica
Mija trzynaście lat od 9 lutego 1991 roku, kiedy z Bazyliki oo. dominikanów w Lublinie zginęła Relikwia Krzyża Świętego.


     Na początku kilka słów o samej Relikwii.
     Krzyż Święty, na którym Chrystus Pan dokonał odkupienia znalazła św. Helena - matka cesarza Konstantyna. Po znalezieniu podzielono Święte Drzewo na części, które oddano do różnych świątyń. Jedna z nich, prawdopodobnie największa, pozostała w Konstantynopolu. Tę cześć zabrała ze sobą do Kijowa w 988 r. jako wiano ślubne bizantyjska księżniczka Anna, siostra cesarza Konstantyna i Bazylego Bułgarobójcy, wychodząc za mąż za Włodzimierza, księcia Rusi Kijowskiej. Włodzimierz (zwany Wielkim) zdecydował się przyjąć chrzest dla siebie i swoich poddanych, przekazanie Relikwii do Kijowa miało wzmocnić nawrócenie pogańskiego dotąd narodu. Krzyż święty stał się jakby sztandarem nawrócenia Rusi Kijowskiej. Stąd zresztą wywodzi się nazwa "Swiataja Ruś", odnosząca się tylko do Rusi Kijowskiej i nieprawidłowo używana czasami w stosunku do Rusi Czerwonej (Moskiewskiej).
     Relikwia była przechowywana w skarbcu książęcym w Kijowie i przechodziła na własność kolejnych książąt dziedzicznie. Istnieją dwie wersje historii sprowadzenia Relikwii do Lublina. Pierwsza, i bardziej znana, utrzymuje, że kijowski książę Iwan darował ją dominikaninowi biskupowi Andrzejowi. Tenże biskup Andrzej zamierzał początkowo zawieść relikwię do Krakowa, a po drodze do Krakowa zatrzymał się w Lublinie. Gdy chciał wyjechać w dalszą podróż, konie zatrzymały się i nie chciały ruszyć. Odczytano to jako znak, że Relikwia ma pozostać w Lublinie. W kościele oo. dominikanów można zobaczyć cały cykl obrazów, poświęconych historii Relikwii.
     Druga natomiast, oparta jest o przekaz Długosza, który twierdzi, że książę Rusi i Kijowa -Grzegorz zabrał ją ze sobą do Polski, uciekając z Kijowa na skutek jakichś zamieszek. Kazimierz Wielki pozwolił mu zamieszkać w Polsce, a książę Grzegorz pozostawił Relikwię jako wieczysty dar dla klasztoru oo. dominikanów w Lublinie.
     Niektórzy historycy utrzymują, że Kazimierz Wielki stał się dziedzicem Relikwii na mocy praw dynastycznych i na początku umieścił Ją w Zamkowej Kaplicy w Lublinie, potem przekazał oo. dominikanom, do zbudowanego przez siebie kościoła.
     Największe dzieło poświęcone Relikwii Świętej napisał dominikanin o. Paweł Ruszel (wydanie z roku 1725 i drugie, uzupełnione nowymi cudami, dziejącymi się już po śmierci Autora). Akta cudów, przechowywane są u oo. dominikanów.
     Kult Relikwii był przez wieki bardzo żywy. Relikwia była związana nie tylko z kościołem oo. dominikanów, ale była ostoją dla całego miasta i okolic w czasie klęski, wojen i wszelkich osobistych potrzeb. Istniało specjalne Bractwo Krzyża Świętego, które miało swoje nabożeństwa, litanię, godzinki, wydawało również literaturę religijną. Do dziś przechowuje się chorągiew tego Bractwa, która wielokrotnie reperowana i przerabiana posiada jeszcze wizerunek relikwiarza z początków XVII wieku.
     Doroczne odpusty, związane z Relikwią mają miejsce 3 maja i 14 września.
     Oprócz wielkiej Relikwii oo. dominikanie posiadali jeszcze dwa pacyfikały - mały i duży. Pacyfikał - to mały relikwiarz w kształcie krzyża i zawierający cząstkę Krzyża Świętego, przeznaczony do podawania wiernym do ucałowania. W tragicznej nocy z 8-mego na 9-tego lutego 1991 skradziono też mały pacyfikał. Ostał się ten większy, czasami nazywany "średnim". Wielki relikwiarz wraz z relikwią, ale bez trzonu, z którego można było go wyjmować do podania wiernym, ważył bodajże około 20 kg.
     Był to relikwiarz srebrny, spoczywający na szerokiej stopie ozdobionej skromnymi ornamentami i perełkami. Trzon miał dwa symetryczne, zwrócone ku górze rozgałęzienia, na każdym z nich znajdował się anioł, wyciągający ręce ku górze w adorujący Relikwię. Dopiero na kulistym zakończeniu trzonu spoczywał właściwy Relikwiarz, który można było wyjąć i podejść z nim do wiernych. Ten właśnie ważył około 20 kg., a ojcowie mieli specjalny pas z odpowiednim miejscem do zaczepienia końca relikwiarza. Tak zwana "teka" Relikwii (czyli sama obudowa Świętego Drzewa) miała kształt krzyża, uwieńczonego niewielką pasyjką. Relikwia była widoczna przez gruby kryształ, oprawiony w srebrną blachę. Z tyłu "teki" znajdowały się niewielkie drzwiczki, zrobione w celu umożliwienia dotknięcia lub pocierania dewocjonaliów.
     Należę do tych szczęśliwych osób, które miały okazję dotknąć przez to okienko Prawdziwego Drzewa, na którym Chrystus dokonał odkupienia. Szkaplerz dominikański, który noszę zawsze na sobie, dotknięty jest o Relikwię. W pewnym sensie noszę pamięć o Relikwii nie tylko w sercu, ale i na sercu.
     Ta pamięć każe mi wołać o zadośćuczynienie za świętokradztwo.
     Mija właśnie 13 lat od tego strasznego dnia, gdy wykryto kradzież. Przez trzynaście lat nic nie wiemy o losach Relikwii.
     W Lublinie istnieje i działa fraternia Trzeciego Zakonu Dominikańskiego. Od trzynastu lat siostry z Fraterni Lubelskiej każdego dziewiątego dnia miesiąca odprawiają Drogę Krzyżową i modlitwy pokutne w intencji wynagradzającej za kradzież Relikwii. Każdego roku 9 lutego zamawiają mszę świętą w intencji ekspiacyjnej. Kilka lat temu ówczesna przełożona Fraterni, s. D.W., prosiła przeora - o. H. K. o pozwolenie na reaktywację Bractwa Krzyża Świętego. Przeor odmówił. Podobno jest to forma już przeżyta, nie warto odnawiać czegoś tak starego. Siostra chciała wznowienie działalności Bractwa, by wiele ludzi mogło zadość czynić za świętokradztwo. Chciała, by w Kościele rozbrzmiewało więcej modlitw ku czci Pana i więcej ludzi mogło wynagradzać za obrazy naniesione Boskiemu Majestatowi. Bractwo ściągnęło by dusze pobożne i pomagałoby w ich gorliwości. Niestety - nie uzyskała zgody przeora.
     Fraternie męska i żeńska w Prudniku, skąd dominikanie z pierwszego Zakonu odeszli pięć lat temu, co miesiąc odprawiają Drogę Krzyżową. We fraterniach w Poznaniu, Gdańsku, Krakowie i Gidlach są bracia i siostry, którzy nie zapominają dziewiątego dnia miesiąca i też odprawiają Drogę Krzyżową - prywatnie lub wspólnie. Tak samo jest w mojej macierzystej fraterni na Służewie w Warszawie - od 13 lat kilka razy do roku odprawiamy wspólnie Drogę Krzyżową w intencji odnalezienia Relikwii i zadośćuczynienia za świętokradztwo, każdego roku zamawiamy mszę ekspiacyjną, modlimy się nieustannie i staramy się ofiarować akty pokutne. Jeszcze parę lat temu, na spotkaniach prowincjalnych Zakonu Świeckiego zawsze odprawiano modlitwy ekspiacyjne. Nic zresztą w tym dziwnego - Trzeci Zakon jest wszak Zakonem od Pokuty.
     W intencji wygradzającej i o powrót Relikwii modlą się również i klauzurowe siostry dominikanki. Ich życie i modlitwa przebiegają w ciszy za kratą klasztorną, nie jest więc o tym głośno. Ale ich modlitwy gorętsze są od naszych i na pewno wiele wypraszają przed tronem Najwyższego Boga. Myślę, że i w Pierwszym zakonie nie jeden ojciec lub brat w cichości swej celi modli się o powrót Relikwii.
     Jednak niewątpliwie to wszystko jest za mało. Za mało, jeśli Pan Jezus pogniewał się na nasz Zakon i pozwolił by Relikwia zginęła i nie wróciła przez tyle lat. Potrzebna jest więc jeszcze bardziej intensywna pokuta i ekspiacja. Potrzebna jest ekspiacja całego Zakonu.
     Nie mam wątpliwości, że należy uzupełnić to, co przez tyle lat było zaniedbane. Nie było w naszych kościołach nabożeństw ekspiacyjnych, nie było czuwań nocnych, próśb o przebaczenie i o powrót Relikwii.
     Minęło trzynaście lat, w czasie których wyrosło nowe pokolenie młodzieży, pokolenie, które formuje się w duszpasterstwach dominikańskich. Czy ci młodzi w ogóle wiedzą coś o Relikwii i o Jej zaginięciu? A parafianie z parafii dominikańskich?
     Rodzina Dominikańska jest dość duża - są w niej i siostry ze zgromadzeń i z instytutów. Nie wątpię, że chętnie przyłączyłyby się do modlitw ekspiacyjnych i że mogłyby organizować też takie w miejscach swej pracy i apostołowania.
     Gdy trzynaście lat temu zginęła Relikwia, jeden z ojców dominikanów ze smutkiem powiedział: "Pan Jezus ma dość naszego zakonu, za bardzo Mu się już nie podobamy i pokazuje nam to" Być może jest to prawda. Jeśli tak, to jednak zawsze możemy za swoje grzechy i grzechy Zakonu pokutować. Zawsze możemy prosić Jezusa o przebaczenie i o to, by Relikwia została odnaleziona.
     Modlitwy przed relikwiami nie są modlitwami do relikwii. Należy to bardzo stanowczo podkreślić. Tak samo należy podkreślić, że Kościół zawsze udostępniał wiernym relikwie, by wspomóc ich w kontemplacji prawd wiary. Uklęknąć przed relikwią Krzyża Świętego oznacza ujrzeć to drzewo, na którym rozpięty był Zbawca i wejść w rozważanie tajemnicy Krzyża. Prośmy więc całymi swoimi siłami Chrystusa o łaskę odnalezienia tej bezcennej pamiątki Jego śmierci krzyżowej.
     
     
     Tych z naszych czytelników, którzy chcieliby się włączyć do naszej modlitwy, prosimy o odprawienie Drogi Krzyżowej w tej intencji. Można ją odprawić według proponowanego przez nas tekstu lub innego - dowolnie wybranego.
     Umieściłyśmy również na naszej stronie naukę o. Woronieckiego o cnocie pokuty. Zachęcamy do zapoznania się z tym tekstem.