Strona główna

Maria K. Kominek OPs
Zakonność

     Powracam do problemów, o których oficjalnie w Zakonie Dominikańskim się nie mówi. Moje poprzednie rozważania były poświęcone istocie tercjarstwa dominikańskiego. Miałam słabą nadzieję, że będą one przydatne do nawiązania dyskusji o tercjarstwie (oczywiście dominikańskim), ale widać albo nie zainteresowały one czytelników, albo czytelnicy nie chcą takiej dyskusji podejmować.
     Po opublikowaniu artykułu dostałam kilka listów. Można je podzielić na dwie grupy. Jedne są podziękowaniem za artykuł i za jasne wyłożenie sprawy, drugie są wyrazem niezadowolenia. Listów z podziękowaniami nie ma potrzeby cytować, a w tej drugiej kategorii nie sposób znaleźć fragmentu, który godny byłby zacytowania. W żadnym z listów “przeciwników” nie przytoczono argumentów, a ich sens da się streścić w kilku słowach: “nie zgadzam się”, “dziś czasy się zmieniły” i “nie mamy celibatu, więc nie jesteśmy zakonni”. To ostatnie zdanie uświadomiło mi, że warto podjąć temat “zakonności”.
     Jak należy rozumieć określenie zakonność i na czym ta zakonność polega. Jest to sprawa wielkiej wagi, bo jeśli nasze rozumienie tego terminu ogranicza się do życia w celibacie, poszerzone ewentualnie o życie we wspólnym domu, to wtedy mamy dość ograniczone pole widzenia spraw zakonnych. Spróbujmy zatem przyjrzeć się dokładnie temu pojęciu.
     Zacznijmy od przypomnienia cytatu z konferencji o. Józefa I. M. Bocheńskiego OP, wygłoszonej do tercjarzy dominikańskich (pełny tekst konferencji opublikowaliśmy na naszej stronie i można znaleźć TU)
     Chcę Wam, Drodzy Bracia, mówić dzisiaj o podstawowym rysie naszego zakonu. Podstawowym w tym znaczeniu, że różni go od in­nych i jest jego wyłączną własnością, ale podstawowym także w tym znaczeniu, że kto tego rysu nie rozumie, może nosić nasz habit i być nawet dobrym zakonnikiem, ale nie może być prawdziwym domini­kaninem. A zamierzam mówić o tym nie dlatego, aby powiększyć zasób Waszych wiadomości o Pierwszym Zakonie. Wiecie dobrze, że Trzeci Zakon świętego Dominika jest zakonem w pełnym tego słowa zna­czeniu: nie pobożnym bractwem, i że jego członkowie zobowiązuję się żyć w praktyce dla celu zakonu i wytężać wszystkie siły, w miarę możności i w ramach swojego życia, aby stać na wysokości zadania Zakonu. Nie ma pod tym względem różnicy między nami a Wami: różnice stanowią tylko zewnętrzne formy życia, nie duch i podstawo­we praktyki.
     Ojciec Bocheński mówi dalej o intelektualizmie dominikańskim, jako o podstawowym rysie Zakonu. Nie to jest jednak tematem naszych obecnych rozważań. Chodzi nam tu o zakonność. O tym rysie, który cechuje wszystkie zakony i zgromadzenia i który powinien przenikać życie osoby zakonnej, nie tylko przenikać - więcej - być samym życiem albo jeśli ktoś woli zakonność jest sposobem na życie.
     Z tego, co mówi o. Bocheński do tercjarzy jednoznacznie można wywnioskować, że dla niego zakonność jest sprawą pierwszej wagi. Jeśli przypomina i podkreśla, że Trzeci Zakon jest zakonem w pełnym tego słowa znaczeniu tym samym podkreśla jego zakonność.
     W pewnym sensie zakonność jest trudna do uchwycenia. Można określić oczywiście bardzo dokładnie to, co jest charakterystyczne dla każdego zakonu (lub zgromadzenia). Możemy więc bezbłędnie określić jakie są nasze obserwancje i czym się różnią od obserwancji Pierwszego lub Drugiego Zakonu. Możemy bezbłędnie określić jakie są warunki przyjęcia nowych członków czy co obowiązuje profesów wieczystych. Możemy i musimy to określać, bo dzięki temu formuje się to, co nazywamy “zakonność”. Wreszcie możemy i musimy określać sposoby formacji i programy formacyjne - jest to podstawą wyrobienia zakonności w naszych tercjarzach.
     Jednak, tak jak słusznie o. Bocheński podkreśla, można nosić habit i nawet być dobrym zakonnikiem, a nie być dominikaninem. Wydaje się, że można bez ryzyka popełnienia błędu powiedzieć, że można być dobrym zakonnikiem, ale nie mieć w sobie zakonności.
     Tak samo można być dobrym tercjarzem, a nie mieć w sobie tej właśnie zakonności, która powinna cechować każdego z nas. Inaczej rzecz ujmując nie mieć w sobie “tercjarskiej zakonności”. Lub jeszcze inaczej- można spełniać wszystko zgodnie z wymaganiami swoich Ustaw, a jednak nie mieć zakonności.
     Co w takim razie tworzy zakonność? Jak przekazać ją innym, jak wychować młodych.
     Powtarzam - należy jak najbardziej zaczynać od nauczenia miłości do Reguły, która dana jest na przez Kościół, jako naszą drogę do świętości. Nie chodzi o zwykłą znajomość Reguły, chodzi o coś bardziej głębokiego - o umiłowanie tej Reguły, o umiłowanie naszych Ustaw dodatkowych, które wyjaśniają nam jakie ma być nasze życie i o umiłowanie naszych obserwancji. Inaczej rzecz biorąc chodzi o prawdziwą formację. Powtarzam o formację w pełni zakonną. Można bowiem odmawiać codziennie wszystkie przepisane modlitwy, uczestniczyć we wszystkich rekolekcjach i spotkaniach, uczyć się studiować na modłę dominikańską - innymi słowami - być bardzo porządnym i pobożnym tercjarzem, a nie mieć w sobie ducha zakonnego.
     Obecnie jest bardzo łatwo zatracić ducha zakonnego. Powstanie i działanie wielu wspólnot, skądinąd bardzo nieraz pożytecznych dla dusz i dla Kościoła, przyczynia się jednak do tego, że pojawia się tendencja myślenia o Zakonie Świeckim jako o zwykłej wspólnocie. Być może nie jest to zjawiskiem, charakterystycznym tylko dla naszych czasów, można tak wnioskować ze słów o. Bocheńskiego. Jeśli on mówił do tercjarzy, że Trzeci Zakon świętego Dominika jest zakonem w pełnym tego słowa zna­czeniu a nie pobożnym bractwem widocznie i dawniej pojawiały się pokusy sprowadzenia zakonu do zwykłej wspólnoty.
     Obecnie jednak sprawa przedstawia się nieco inaczej. W myśleniu o zakonach, w samej teologii zakonnej pojawiają się nowe prądy, które ukazują zakon bardziej jako wspólnotę niż jako zakon. Mam na myśli w tym przypadku nie tylko nasz zakon - jest to tendencja ogólna, dotyczy to wszystkich niemalże zakonów, chyba tylko te o najostrzejszej obserwancji jeszcze potrafią przeciwstawić się takiemu myśleniu.
     Zakon oczywiście jest wspólnotą i nie można tego negować. Chodzi jednak o to, że przesunięto akcent - z zakonności na wspólnotę, ze ścisłego przełożeństwa - na koncyliaryzm.
     Zakony postrzegane dawniej jako znak Chrystusa w świecie są teraz trudne do zauważenia. Nie mało przyczynia się do tego rezygnacja ze stroju zakonnego (u nas na razie tylko męskie zakony nagminnie nie używają swoich strojów zakonnych poza koniecznym “wystąpieniem” publicznym, ale na zachodzie i w Ameryce Północnej od dawna i zakonnice ubierają się cywilnie). Zakony przestały w wielkim stopniu być znakiem sprzeciwu do tego świata. A świat czyni wszystko, aby nas odciągnąć od Chrytusa. Świat boi się zakonów, bo są one miejscem wierności Chrystusowi i Kościołowi, dlatego propaguje i promuje duchowe przeciętniactwo. Jeśli my zaczynamy w tym uczestniczyć, jeśli przestajemy być dla świata znakiem sprzeciwu, zaprzeczamy swojemu powołaniu, swojej zakonności.
     Każdy katolik powinien świadczyć przed światem o miłości Chrystusa. My też! Jesteśmy jednak zakonni i dlatego powinniśmy świadczyć na sposób zakonny. W chwili, gdy zaprzeczymy swojej zakonności zdradzimy nie tylko samych siebie, zdradzimy nasz zakon i zaprzeczymy swemu powołaniu.